Trwa ładowanie...
d2krqwp

"Zabawa w chowanego". Andrzej Hurny, ofiara księdza pedofila: "Wszyscy wiedzieli, co się dzieje"

- Poszedłem do siostry Elżbiety, opiekunki ministrantów, po 20 latach. Nie ma tego w filmie, ale z jej ust padło wcześniej pytanie: "Czy ty też, dziecko?". Chce mi się płakać, ale muszę o tym mówić - wyjaśnia Andrzej Hurny, bohater filmu "Zabawa w chowanego" o pedofilii w Kościele autorstwa braci Sekielskich. Nam opowiada, jak wiele ma żalu do tych, którzy wiedzieli, co robił ksiądz H.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Andrzej Hurny wystąpił w dokumencie braci Sekielskich
Andrzej Hurny wystąpił w dokumencie braci Sekielskich (Archiwum prywatne)
d2krqwp

Karolina Błaszkiewicz, WP Kobieta: Co czujesz, kiedy słyszysz nazwisko ks. H.?
Andrzej Hurny: Lekki odruch wymiotny, przepraszam. Takie ciśnienie w środku się podnosi. Gula w gardle. Odpowiadam szczerze.

Pamiętasz, jakie robił na tobie wrażenie?
Ciepłego, serdecznego człowieka. Dziś myślę, że był trochę infantylny w swoim zachowaniu.

Jakim byłeś dzieckiem?
Przeprowadzałem starsze panie przez ulicę, a na Dzień Kobiet robiłem tulipany z papieru i je rozdawałem. Byłem lubiany przez sąsiadów i nauczycieli. Później wszystko się zmieniło. Stałem się bardzo wycofany, nie radziłem sobie w szkole.

Zobacz także: SIŁACZKI – program Klaudii Stabach. Historie inspirujących kobiet

H. musiał roztaczać wokół siebie aurę kogoś godnego zaufania. Wyłączył czujność dzieci, ale i rodziców.
Ksiądz H. był osobą, którą wszyscy uwielbiali. Pamiętam taką sytuację sprzed kilku lat, gdy przenosili go do innej parafii. Przeczytałem artykuł o całym autobusie parafian, który pojechał do Kalisza, żeby dowiedzieć się, co się stało, i prosić księdza, żeby do nich wrócił. Nie potrafili zrozumieć, że tak dobry człowiek musi odejść. Także to nie było tylko moje podejście czy rodziców, ale całej parafii.

Kazania H. zawsze były pełne ciepła. Zresztą w filmie widać, że on do tej sprawy podchodzi z taką, nie wiem, jak to powiedzieć… opieką? To przerażające.

Ile miałeś lat, gdy to wszystko się zaczęło?
Około jedenastu.

Ksiądz H. zapraszał cię do siebie, żebyście byli sami?
Mam mocne wyparcie, co też zdiagnozowali psychologowie. Nie tylko tamtej sytuacji. Nie potrafię pracować z emocjami, które towarzyszyły mi wczoraj. Ale z tego, co pamiętam, to było coś w stylu zaproszenia po mszy świętej. Na zasadzie: "Zaraz będę jechał, odwiozę cię do domu". Od kościoła miałem cztery kilometry, które zazwyczaj pokonywałem pieszo. Cieszyłem się, że ktoś o mnie pomyślał. Myślałem: "Fajnie, że mnie odwiezie i nie będę musiał iść sam".

Co się działo między wami podczas tych spotkań?
Było dotykanie. Było macanie jego i moich miejsc intymnych. Były pocałunki. Pamiętam też sytuację, kiedy ksiądz na mnie usiadł. Byłem rozebrany w jego sypialni… i odbywał ze mną stosunek analny. Nie wiedziałem, co się dzieje. Nie pamiętam, żeby to się powtarzało. Natomiast ten jeden raz zapamiętałem bardzo dobrze, mocno wrył mi się w pamięć. Byłem dzieciakiem i nie miałem świadomości tego, co on mi robi. Nie broniłem się, bo tego nie rozumiałem i się bałem.

On to jakoś tłumaczył?
Nie, po prostu to robił. Dodam, że wiem nie tylko o chłopcach, ale również o dziewczynkach. Molestował choćby dwie siostry, które nie chciały się wypowiadać w filmie. H. współżył też z dorosłymi kobietami. Naliczyliśmy w sumie powyżej dwudziestu ofiar. I pomnóżmy to przez kilka parafii. To są tak mocne rzeczy, że dla mnie aż niewyobrażalne.

Jakie relacje z H. mieli twoje rodzice?
W naszym domu księża byli mile widziani. Byliśmy bardzo aktywni w parafii. W pewnym momencie jeździłem na rekolekcje powołaniowe do zakonu św. Franciszka w Krakowie. Babcia myślała, że pójdę na księdza.

Pochodzę z biedniejszej rodziny, więc rodzice korzystali z tego, że mogą nas wysyłać na różne kościelne wyjazdy. Księża pojawiali się też u nas na rodzinnych uroczystościach, zdarzało się, że przychodzili na obiad. Wielu z nich ma powołanie. Nawet wczoraj rozmawiałem z jednym. Nazwał mnie przezwiskiem z pierwszej pielgrzymki. Uśmiałem się. Ale tak generalnie nie mam dziś kontaktu z księżmi.

Nie byłeś jedynym dzieckiem molestowanym przez H. Ci inni chłopcy dawali jakieś sygnały, że coś się dzieje?
Nie. Nie dostawałem żadnych sygnałów. Dopiero po latach rozmawiałem z chłopakiem, który był ministranem w tym samym czasie co ja. Pytałem go, czy był molestowany. Nie odpowiedział mi wprost, tylko wymijająco, że "nic mu się nie stało". Dziś wiem, że w jego dorosłym życiu zrobiło mu to bardzo dużo. Podobnie jak mnie.

Co masz na myśli?
Całkowite spustoszenie. Człowiek ucieka w uzależnienia. Jest tak poraniony emocjonalnie, że każda relacja staje się wyzwaniem. U mnie pojawiły się narkotyki i alkohol. Odciąłem się od swojego ciała, własnej fizjologii. Gdy mówiłem psychologom o tym, że byłem molestowany, do tego sprowadzali moje problemy. A mnie to wszystko wydawało się zupełnie normalne, a nie jest, i dowiedziałem się o tym w wieku 30 lat.

Zawsze marzyłem o stworzeniu rodziny. Teraz udaje mi się ją tworzyć i jestem z tego powodu najszczęśliwszy. Wcześniej miałem wielu partnerów, często ich zmieniałem. Brak tolerancji na osoby nieheteronormatywne w Polsce również miał tu znaczenie. Z tego powodu też bierze się brak akceptacji samego siebie.

Co w tobie jeszcze siedzi?
Od 16. roku życia pracowałem do kilkunastu godzin dziennie. I tak przez kolejne 10 lat. Gdy rozwalały się przez to moje związki, dla mnie nadal najważniejsza była praca. I uważam, że to konsekwencja molestowania. W zeszłym roku byłem jednym z pięciu najlepszych fryzjerów w Warszawie, ale nie czułem satysfakcji.

Dlaczego?
Uważałem, że to przypadek. Pamiętam sytuację, gdy ktoś z rodziny powiedział coś w stylu: "Znów miałeś szczęście, że ci się udało". Odpowiedziałem: "Nie, zapracowałem na to". Bardzo późno zrozumiałem, że to, co robię, ma sens.

Z powodu H.?
Molestowanie miało na mnie wielki wpływ. I nie tylko na mnie. Każdy, kto tego doświadczył, czuje się gorszy – mimo że stara się z całych sił, by było inaczej. To książkowe zachowanie osoby molestowanej. Ktoś może stwierdzić: "Tak, po 30 latach uświadomił sobie, że był molestowany". Ale to prawda, po 30 roku. życia nabiera się sił, by zacząć o tym mówić.

W filmie Sekielskich spotykasz się z siostrą Elżbietą, opiekunką ministrantów. Powiedziała, że nie może potwierdzić twojej wersji, po czym wybuchła płaczem. Masz do niej żal?
Największy. I do niej, i do całego otoczenia kościelnego. Ten żal wzmocnił się po filmie. Nagrywaliśmy 1 października i wtedy było mi jej szkoda. Potem z komentarzy dowiedziałem się, że uprzedziła jednego z ministrantów. Powiedziała mu, że ma się trzymać od H. z daleka. No szkoda, że mi tego nie powiedziała.

Naprawdę? Nie wierzę…
Poszedłem do siostry Elżbiety po 20 latach. Jej słowa, że nie może nic powiedzieć, są jednoznaczne. Nie ma tego w filmie, ale z jej ust padło wcześniej pytanie: "Czy ty też, dziecko?". Chce mi się płakać, ale muszę o tym mówić.

Mam żal do siostry, mam żal do ludzi dookoła. Bo okazuje się, że wiedzieli. W środowisku kościelnym traktowano to na zasadzie: "Ten lubi rude, a ten dzieci". Jeżeli ktoś ma wiedzę, że dzieją się takie rzeczy i nic z tym nie robi, to gdzie ma sumienie?

Twoi rodzice wiedzieli?
Mama wiedziała, odkąd skończyłem 17 lat. Nie rozmawialiśmy o tym do kwietnia zeszłego roku. Starała się pchnąć ten temat, żeby ktokolwiek się nim zainteresował. Była u biskupa Napierały czy księdza Otręby, naszego dawnego proboszcza. Żaden nic nie zrobił. No, może poklepał po ramieniu. Ja byłem u niedawno zmarłego ks. Adama Wawro. Szukałem mentora, trochę za prośbą mojej mamy. A on powiedział mi: "No trudno. Trzeba wybaczyć i żyć dalej".

Może powinien wypędzić szatana z H., który w filmie ciągle zrzucał na niego winę za to, co robił.
Tak, mogli się panowie wspierać. Wczoraj uświadomiłem sobie, że mówiłem też o tym księdzu, którego znałem z rekolekcji. I on również nic nie zrobił. Stąd wzięła się ta chęć wymiotowania przy twoim pierwszym pytaniu. Bo nie rozumiem dlaczego... Wiele lat myślałem: trudno, wydarzyło się. Teraz mam poczucie: Nie. Ludzie, byliście dorośli!

Na "Zabawę w chowanego" szybko zareagował prymas Polski. Konsekwencje może ponieść w końcu biskup Janiak. Trudno słuchać jego tłumaczeń, że jest niewinny.
Mnie też. Gdyby prymas chciał coś zrobić – a dziś jest czwartek – to by już to zrobił. Usunąłby Janiaka z jego funkcji. Jeżeli ktoś dokona zbrodni, to nikt nie pyta najpierw, czy to zrobił, tylko go aresztuje. Potem ewentualnie wypuszcza, jak się okaże, że nie.

Prymas powiedział, że nie był świadomy skali molestowań.

Wierzysz mu?
Mógł nie wiedzieć. Ukrywano to. Jeśli sprawę niszczy się w zarodku, molestowanym robi się pranie mózgu, by myśleli, że to nasza wina. Kłamstwo powtarzane kilka razy staje się prawdą.

Wybaczyłeś H.?
Powinienem odpowiedzieć, że nie. Ale to wybaczenie się we mnie rodzi. Chłopaki mają część terapii za sobą. Ja zaczynam myśleć o tym świadomie. Pojawiają się agresja, stres. Muszę przerobić to, że byłem molestowany. A H. uważam za osobę chorą psychicznie, która powinna się leczyć.

Czy jeszcze wierzysz w Boga?
Nie. Wierzę, że jest jakaś siła, forma energia, ktoś, kto nad nami czuwa. Wierzę w anioły, bo całe życie są ze mną.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d2krqwp

Podziel się opinią

Share

d2krqwp

d2krqwp