Była świadkinią Jehowy. Na randki chodziła z przyzwoitką

Tulia Topa wychowała się w rodzinie świadków Jehowy
Tulia Topa wychowała się w rodzinie świadków Jehowy
Aleksandra Lewandowska

06.05.2024 06:00, aktual.: 06.05.2024 12:39

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

- Szybko wzięliśmy ślub, bo wśród świadków jest bardzo duży nacisk na moralność. Każdy pilnował, czy nie dotykamy się przed ślubem, czy ze sobą nie sypiamy. Nawet gdy byliśmy narzeczeństwem, nie mogliśmy robić niczego "zakazanego" - opowiada Tulia Topa, która należała do świadków Jehowy.

Tulia Topa wychowała się w rodzinie świadków Jehowy. Już od dziecka uczestniczyła w spotkaniach, na których - jak ujawnia - uczono ją, że to "jedyna dobra i właściwa droga w życiu", że "nie ma niczego lepszego".

- Wszelkie przejawy tego, że dziecko chce żyć inaczej, są traktowane jako próby szatana, które pojawiają się po to, by wytrwać na prawidłowej drodze - mówi Tulia w rozmowie z Wirtualną Polską.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Chrzest miał ochronić ją przed szatanem

Tulia pochodzi z rodziny, która była znana z przestrzegania przykazań - rodziny stawianej za przykład, z przywilejami w lokalnym zborze. Od dzieciństwa czuła więc, że "jest na świeczniku" - w szczególności, jeżeli chodzi o przyjęcie chrztu, który dla świadków Jehowy jest jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu.

- Wiedziałam, że każdy mój krok jest obserwowany. To, kiedy przyjmę chrzest. Siostry ze zboru mnie zagadywały: "To już chyba czas, co? Kiedy chrzest?" - wspomina Tulia, która ostatecznie przyjęła go w wieku 13 lat.

Chrzest miał być dla niej ochroną przed "zwodzeniem szatana". Okazał się być jednak niewystarczający. Dwa lata temu Tulia zdecydowała się odejść z organizacji świadków Jehowy. Odejście było równoznaczne z utratą kontaktu z bliskimi.

Pisali, że "zginę w Armagedonie"

- Zgodnie z jasnymi zaleceniami organizacji Świadków Jehowy rodzice osób, które odeszły, w tym mój tata, podjął decyzję, że nie może utrzymywać ze mną kontaktu, skoro jesteśmy po "przeciwnych stronach". On walczy o dobro, a ja jestem po złej stronie - oznajmia Tulia w rozmowie z Wirtualną Polską.

Mimo to, przez długi czas próbowała utrzymać kontakt z rodziną, bliskimi i przyjaciółmi. Tłumaczyła, że szanuje ich podejście, światopogląd i wiarę. Że nie zamierza namawiać ich do zmian. Dla organizacji Świadków Jehowy nie ma to jednak znaczenia. Oczekuje się od nich absolutnego posłuszeństwa i zerwania kontaktów z dzieckiem, które odeszło, nawet jeśli nie ma ono na celu "wyciągać" rodziców z organizacji.

- Świeżo po moim odejściu zasypywali mnie wiadomościami. Zdarzały się groźby, znane większości osób, które odeszły, że "zginę w Armagedonie". Powiedziałam im wprost, że nie chcę takich komentarzy i nie chcę rozmawiać o religii. Możemy po prostu być dalej rodziną, pomijając ten temat. Miałam nadzieję, że to zrozumieją - że nie jestem dla nich zagrożeniem. Niestety, dziś nie odpiszą nawet na: "hej, co słychać?" - opowiada Tulia.

Jej bliscy wierzą jednak, że robią dobrze, ponieważ stosują się do ciała kierowniczego, pełniącego funkcję guru Świadków Jehowy, które twierdzi, że przekazuje polecenia Boże.

- Organizacja uczy ich, że muszą chronić wiarę. A w tym wszystkim chodzi o ukaranie mnie. Mam to odczuć na własnej skórze - tłumaczy Tulia.

- W oczach zboru są przykładem. Ich uczucia są niżej niż miłość do Boga. A miłość do Boga jest najważniejsza - dodaje.

Na randki chodziła z przyzwoitką

Według zasad, jakie obowiązują w organizacji świadków Jehowy, randkowanie wśród świadków jest zabronione do ukończenia 18. roku życia. Tulia nie ukrywa natomiast, że randkowała zdecydowanie wcześniej - w wieku 15 lat, o czym rodzice długo nie wiedzieli.

Wszystko odmieniło się w momencie, w którym poznała przyszłego męża. Kiedy zaczęli się spotykać, miała 18 lat. Nie mogli tego jednak robić bez osób trzecich, dlatego Tulia mogła przebywać z narzeczonym w jednym pokoju tylko w obecności przyzwoitki.

- Spotykaliśmy się przez dwa lata. Szybko wzięliśmy ślub, bo wśród świadków jest bardzo duży nacisk na moralność. Każdy pilnował, czy nie dotykamy się przed ślubem, czy ze sobą nie sypiamy. Nawet, gdy byliśmy narzeczeństwem, nie mogliśmy robić niczego "zakazanego" - mówi.

Jeżeli nie trzymaliby się zasad, a ich "grzech" wyszedłby na jaw, mogliby zostać ukarani.

- Jeżeli narzeczeństwo zgrzeszy, np. poprzez dotykanie się, obie osoby mogą zostać wtedy postawione przed komitetem sądowniczym i ukarane. To rzecz, za którą wiele osób zostaje wykluczonych. Chyba że do niczego się nie przyznają - wyjawia.

"Bombardowanie miłością"

Tulia po odejściu musiała od nowa nauczyć się znaczenia słów, takich jak miłość, przyjaźń czy rodzina.

- W organizacji świadków Jehowy każda miłość jest oparta na zasadach, nawet miłość do dziecka. To dlatego rodzice zrywają z nim kontakt po odejściu, ponieważ nie trzyma się zasad - ujawnia.

Według Tulii, świadkowie Jehowy stosują wobec nowych osób w zgromadzeniu lub tych, które zmagają się z problemami, tzw. bombardowanie miłością.

- "Bombardowanie miłością" to zalanie kogoś czułością i miłością, której nigdy wcześniej nie otrzymał. Świadkowie często robią to w przypadku osób, które mają za sobą ciężkie przeżycia. Przywiązują je do siebie emocjonalnie, żeby poczuły mocną więź. Droga do manipulacji jest już wtedy prosta - stwierdza.

"Jehowi nie lubią rozmawiać o pieniądzach"

"Czy świadkowie Jehowy płacą składki?" - to jedno z pytań, które wielokrotnie pojawiało się pod postami Tulii w mediach społecznościowych. Choć świadkowie Jehowy "nie lubią rozmawiać o pieniądzach", ona - jako była świadkini - nie ma już nic do ukrycia.

- W latach 2014-2018 przelewałam 100 zł miesięcznie na konto zborowe, a zbór opłacał z tego salę i rachunki. Resztę wysyłał do biura głównego w Nadarzynie. Biuro robiło to samo, a dalej wysyłało pieniądze do siedziby w USA - zdradza Tulia.

Wśród świadków były też osoby, które przelewały co miesiąc znacznie większe kwoty.

- Ja byłam pionierką, poświęcałam dużo czasu na głoszenie zamiast na pracę i dlatego nie miałam zbyt dużego przychodu. To 100zł miesięcznie było w tamtym czasie dla mnie dużo. Ale w zborach są osoby majętne, które wrzucają więcej - ujawnia w rozmowie.

Odpowiedź świadków Jehowy

Wirtualna Polska skontaktowała się z Biurem Informacji Publicznej Świadków Jehowy w Polsce, które odpowiedziało na pytanie, czy świadkowie Jehowy mają obowiązek zerwania kontaktu z członkami rodziny, którzy zdecydowali się odejść ze zgromadzenia.

"Świadkowie Jehowy nie zrywają kontaktów z osobami, które przestają uczestniczyć w naszej działalności religijnej, np. odsuwając się od swoich współwyznawców. Szanujemy jednak prawo każdej osoby do dobrowolnego wyrzeczenia się wiary. Większość takich osób rozumie, że ich byli współwyznawcy mogą w oparciu o swoje sumienie i nakazy biblijne zdecydować się na wprowadzenie pewnych zmian w osobistych kontaktach z nimi lub nawet całkowicie przestać je utrzymywać" - przekazano nam.

Aleksandra Lewandowska, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (964)