Blisko ludziEwa Woydyłło-Osiatyńska była z mężem 41 lat. "Wiktor umarł wiosną, jesienią zaczęłam się rozsypywać"

Ewa Woydyłło-Osiatyńska była z mężem 41 lat. "Wiktor umarł wiosną, jesienią zaczęłam się rozsypywać"

Ewa Woydyłło-Osiatyńska była z mężem 41 lat. "Wiktor umarł wiosną, jesienią zaczęłam się rozsypywać"
Źródło zdjęć: © East News

16.05.2020 12:36, aktual.: 16.05.2020 13:15

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Wiktor Osiatyński zmarł w kwietniu 2017 roku. Ewa Woydyłło-Osiatyńska w intymnym wywiadzie zdradziła, że kilka miesięcy po jego śmierci zupełnie się rozsypała. Byli razem 41 lat.

Psycholog Ewa Woydyłło-Osiatyńska pomaga Polakom radzić sobie z samotnością. Jest jedną z bardziej cenionych specjalistek w swojej dziedzinie, jednak jak każdy miała również swoje trudne momenty. Jak wyznała w rozmowie z dziennikarką "Wysokich Obcasów", kilka miesięcy po tym, gdy zmarł jej mąż, poważnie zachorowała. "Wiktor umarł wiosną, jesienią zaczęłam się rozsypywać. To było dla mnie ogromne zaskoczenie: przecież nigdy nie choruję" – wyznała.

Ewa Woydyłło-Osiatyńska poradziła sobie ze stratą

Po śmierci Wiktora Osiatyńskiego organizm jego żony zupełnie się rozregulował. "Nie chcę o tym za wiele opowiadać, pomogli mi lekarze, kardiolodzy, ale faktem jest, że to było memento, panika: 'Nie mogę tego zrobić swoim dzieciom!'. Spokorniałam, zaczęłam słuchać lekarzy" – opowiadała Ewa Woydyłło-Osiatyńska. Okazało się, że cierpi na zespół stresu bojowego. Traumy uniemożliwiały jej normalne funkcjonowanie. Usłyszała od lekarzy, że musi się ratować, bo "psychika trzaśnie".

"W ciągu ostatnich miesięcy choroby męża zobaczyłam, że to nieprawda, co mówią, że medycyna znalazła lek na każdy ból. W skali od jednego do dziesięciu, gdy pojawia się poziom dziewiąty, nie ma antidotum. Razem z bólem przestaje istnieć człowiek. Zamienia się w szmacianą lalkę. Towarzyszyłam w tym mężczyźnie, który przeogromnie cierpiał. A potem zostałam sama w przestrzeni, w której wiele miesięcy trwało potworne konanie mojego męża" – wyznała.

Obrazy z przeszłości wracały. Woydyłło-Osiatyńska po śmierci męża nadal widziała go w fotelu, w którym sadzała go, gdy nie był w stanie sam się ruszać. "Miałam dużo tej traumy w sobie, bałam się nawet, że będę musiała z naszego domu odejść" – podzieliła się swoimi obawami.

Pokonać tę traumę pomogły jej przyjaciółki. Razem z nimi zmieniała wystrój mieszkania. Przemalowały jej szafę, sprzedały meble. Jedna z nich powiedziała, że nie powinna żyć w zastygłym ołtarzu, na którym złożona była wielka ofiara. "Ta zmiana sprawiła, że już nie mam halucynogennych skojarzeń" – dodaje Woydyłło-Osiatyńska. Teraz, jak mówi, nieobecność męża nie jest już krwawą raną, jest pamięcią.

"Czasem żartobliwie mówię: 'No niestety, był to mężczyzna i nie wiedział, co wyrabia, wziął i umarł'. Teraz żartuję, ale przełożyłam tę stratę na rzeczywistość, która już mnie nie boli. Oswoiłam ją. Ten pierwszy czas po śmierci był potwornie trudny" – przyznaje.

Zobacz także: Body mind z Agnieszką Aftyką. Poznaj najlepsze techniki relaksujące

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także