Jestem sobą, jestem ideałem

„Jestem swoim najgorszym krytykiem” – mówi malarka Julia, bohaterka książki amerykańskiej pisarki Jill Bialosky, z którą spotkałam się niedawno, by przeprowadzić wywiad. Zaznaczyłam sobie to zdanie w książce podczas lektury, a gdy rozmawiałyśmy, znalazłam je i przytoczyłam. Bialosky – mniej więcej pięćdziesięcioletnia atrakcyjna kobieta, wzięta pisarka i redaktorka wielu znakomitych amerykańskich pisarzy, niewątpliwa kobieta sukcesu – spojrzała na mnie i powiedziała: – No cóż, to dokładnie tak jak ja. Jestem swoim najgorszym krytykiem.

Anna Dziewit-Meller
Źródło zdjęć: © mwmedia

– A zatem jest nas co najmniej trzy – powiedziałam. Bo przecież nie ma gorszego krytyka niż ten, który siedzi w mojej głowie.

Bialosky uśmiechnęła się: – Mam wrażenie, że to jest kwestia płci, tak się nas wychowuje. Nas – dziewczynki, nas – kobiety. Przynajmniej tu, w Ameryce.
Och, to zupełnie tak jak u nas w Polsce. Och, to chyba tak jak absolutnie wszędzie w zachodniej kulturze!

W książce „Mit urody” (którą moim zdaniem powinna przeczytać każda dziewczyna, gdy dorastać zaczyna) Naomi Wolf pisze o tym, jak w czasach po drugiej fali feminizmu, gdy kobiety w końcu trafiły na rynek pracy, pojawiła się w świecie konieczność stworzenia nowej ideologii, która pozwoliłaby sprzedawać tym wyzwolonym już kobietom coś nowego w miejsce dotychczasowej konsumpcji, którą generowały kobiety-gospodynie domowe. Nie chciały już wydawać pieniędzy na środki czystości, piekarniki i inne magiczne wynalazki, które miały z nich czynić idealne matki i żony, a bez których one miały się czuć niepełnowartościowe i winne. „Wymyślono wówczas współczesną wersję mitu urody, którą poparł przemysł dietetyczny wart trzydzieści miliardów dolarów oraz przemysł promujący młodość wart dwadzieścia miliardów dolarów” – pisze Wolf. W latach 50. kobieta, by być bohaterką, rodziła jedno dziecko za drugim i zajmowała się domem, i z tego przemysł czerpał niewyobrażalne zyski, sprzedając jej produkty, które miały czynić z niej lepszą matkę i gospodynię domową. Dziś ta bohaterka ma być zawsze piękna.

„Gdy tylko kobiety w latach 60. zabrały głos, media, zgodnie z wymogami życiowego kłamstwa ówczesnych czasów, rozpoczęły tworzenie mitu urody wymierzonego w ich wygląd” – pisze Wolf. Dzięki temu można było odebrać ten głos kobietom w sposób bardzo prosty – ignorując je jako zbyt ładne albo zbyt brzydkie. A przecież nikt nie lubi być wyśmiany.

Kobiety, dążąc do realizacji tego mitu, otoczone zewsząd idealnymi i nierealnymi wizerunkami atrakcyjnych kobiet sukcesu, nie mogą nie popaść w poczucie winy. Wewnętrzny krytyk w naszych głowach ma się świetnie! Dokarmiamy go jak trolla w internecie naszą frustracją, ciągłym porównywaniem się, które jest teraz jeszcze prostsze, odkąd mamy Facebooka – dzięki niemu możemy porównywać się nie tylko z nierealistycznym obrazem kobiet w reklamach, ale także z oderwaną od rzeczywistości wersją życia naszych znajomych. Przecież nikt nie wrzuca na fejsa swoich brzydkich zdjęć ani informacji o życiowych frustracjach i niepowodzeniach.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że coś ponownie drgnęło w kwestii kobiet. Ten ruch tektoniczny w skorupie ziemskiej był ledwo wyczuwalny, ale jednak obecny. Za sprawą marszów kobiet w wielu miejscach świata, za sprawą kandydatury Hilary Clinton w Stanach, za sprawą pojawienia się w przestrzeni publicznej głosów, które coraz wyraźniej sprzeciwiają się obecnej pozycji kobiet

Chciałybyśmy móc powiedzieć o sobie „Jestem sobą, więc jestem ideałem”. Bez konieczności oglądania się na jakiekolwiek kanony, na jakiekolwiek zewnętrzne uwarunkowania. Czuć się dobrze w świecie jako kobieta.

O tym, że coś drgnęło, o ironio, najbardziej świadczy – moim zdaniem – reakcja drugiej strony. Fala mizoginizmu, jaka przetacza się obecnie przez świat, jest doprawdy oszałamiająca. Mężczyźni, którzy oficjalnie stosują pogardliwy ton wobec spraw kobiet, tacy jak Donald Trump i jego akolici z tzw. "alt prawicy", stosują starą taktykę obrony przez atak. Jednak ta histeryczna reakcja mężczyzn piszących w swoich tekstach „Co wolałbyś mieć? Raka czy feministkę?” to paradoksalnie dobry znak – świadczący wyłącznie o tym, że ktoś poczuł się zagrożony. Po co atakować kogoś, kto ci nie zagraża? Najwyraźniej biały amerykański mężczyzna o prawicowych poglądach – twórca sukcesu najbardziej kuriozalnego człowieka na stanowisku prezydenta – poczuł, że to może być jego łabędzi śpiew. Czego serdecznie i państwu, i sobie, i naszym dzieciom życzę. Obyśmy mogły kiedyś wziąć głęboki oddech i powiedzieć sobie szczerze: „jestem sobą, jestem ideałem”.

Partnerem cyklu artykułów jest marka Bella

Wybrane dla Ciebie
Przyprawa, która "topi" tkankę tłuszczową. Znajdziesz ją w kuchni
Przyprawa, która "topi" tkankę tłuszczową. Znajdziesz ją w kuchni
Pielęgniarka obejrzała "M jak miłość". Złapała się za głowę
Pielęgniarka obejrzała "M jak miłość". Złapała się za głowę
Ekspertka odradza na święta. "Jakbyśmy się najedli świeczki"
Ekspertka odradza na święta. "Jakbyśmy się najedli świeczki"
Zadała Trumpowi niewygodne pytanie. "Jesteś głupia?
Zadała Trumpowi niewygodne pytanie. "Jesteś głupia?
Polka gwiazdą w Meksyku. Poślubiła syna prezydenta
Polka gwiazdą w Meksyku. Poślubiła syna prezydenta
Była w "sekcie". Nie ukrywa, co się działo za zamkniętymi drzwiami
Była w "sekcie". Nie ukrywa, co się działo za zamkniętymi drzwiami
"Nie cierpię". Mówi, co obrzydziło mu Kościół
"Nie cierpię". Mówi, co obrzydziło mu Kościół
Twierdził, że miał sześć żon. Prawdę wyjawiła dopiero córka
Twierdził, że miał sześć żon. Prawdę wyjawiła dopiero córka
"21:30" - najlepsza metoda na zaśnięcie. "Odpłyniesz" od razu
"21:30" - najlepsza metoda na zaśnięcie. "Odpłyniesz" od razu
Kupił buty bezdomnemu. Nie spodziewał się, co za to dostanie
Kupił buty bezdomnemu. Nie spodziewał się, co za to dostanie
Po hiszpańsku imię oznacza "kunę". Nosi je ponad 200 tys. Polek
Po hiszpańsku imię oznacza "kunę". Nosi je ponad 200 tys. Polek
Nosowska spytała go o żonę. Oto co jej powiedział
Nosowska spytała go o żonę. Oto co jej powiedział
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟