Trwa ładowanie...
d4ivo71

Kto się boi pandemii? W lokalach na prowincji trzy imprezy jednocześnie, a w stolicy?

Dla jednych koronawirus to wciąż poważny problem. Dla innych wręcz przeciwnie. Część restauracji, które wynajmują sale, przeżywa prawdziwe oblężenie. Ludzie bawią się w nich, jakby jutra miało nie być. – Patrząc na to, jak niektórzy się zachowują, mam wrażenie, jakby żadnej pandemii nie było – przyznaje pracownica jednego z takich lokali. Czy tak jest wszędzie?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jak pandemia koronawirusa zmieniła restauracje?
Jak pandemia koronawirusa zmieniła restauracje? (Pexels)
d4ivo71

Pandemia, pandemia i po pandemii? Tak można wnioskować, słuchając relacji części pracowników branży gastronomicznej. Podobne wnioski można wyciągnąć z raportu Wirtualnej Polski i serwisu money.pl przeprowadzonego przez pracownię UCE Research na terenie całego kraju. Wynika z niego, że klienci sklepów i dyskontów niechętnie noszą maseczki, a przykładem świeci tylko obsługa. A zatem – czy i gdzie wciąż przestrzegamy zasad nowego reżimu sanitarnego? Jakie zjawiska dostrzegają pracownicy restauracji, i w końcu – co na to wszystko wirusolog?

Restaurator z południa Polski: "trzy imprezy jednocześnie to standard"

Dariusz Luziński, właściciel restauracji zlokalizowanej na południu Polski, przyznaje w rozmowie z WP Kobieta, że imprez jest bardzo dużo. – Jedne się kończą, następne zaczynają. Trzy imprezy jednocześnie w piątek, sobotę i niedzielę to już standard. Więcej – ludzie zaczęli organizować je środku tygodnia. Miałem u siebie np. chrzciny w poniedziałek, roczek w środę – mówi.

d4ivo71

Restaurator wnioskuje z relacji gości i własnych obserwacji, że Polacy czują się bezpieczniej i nic nie stoi na przeszkodzie, aby zorganizować zaległe wydarzenia. – Nie tylko u mnie jest taki ruch. Teraz znalezienie wolnej sali wcale nie jest łatwe. Ten szał wynika z tego, że ci, których zaplanowane na marzec, kwiecień i maj imprezy nie odbyły się, chcą je zorganizować tak czy inaczej. Nawet w środku tygodnia – stwierdza.

Prof. Krzysztof Simon o tym, gdzie się zarażamy koronawirusem. "Na wesele bym nie poszedł"

Mężczyzna, zapytany o przestrzeganie zasad nowego reżimu sanitarnego, nie chce jednoznacznie oceniać zachowań gości. – Z tym respektowaniem zasad to różnie. My mamy całe wyposażenie, ale wszystko zależy od tego, kto się bawi. Im starsi, tym bardziej przestrzegają higieny, ale młodzi? Powiem tak: na takiej osiemnastce to dezynfekują się od środka – wyjaśnia.

d4ivo71

Czy to przekłada się na zyski? Zdecydowanie tak. Jak wynika z relacji restauratora, dzięki napływowi gości sytuacja staje się coraz bardziej stabilna. – Nie podnieśliśmy cen. Na szczęście, podczas lockdownu płaciliśmy 50 proc. czynszu. Teraz, chociaż pracy jest mnóstwo, zyski rosną. Cieszę się, że u nas wszystko wróciło do normy.

Impreza w restauracji Archiwum prywatne
Impreza w restauracji

A jak funkcjonowanie lokali gastronomicznych w małych miejscowościach wygląda (dosłownie i w przenośni) od kuchni? Od zaplecza widać i słychać więcej, więcej też się dzieje.

Kucharze i kelnerzy przyznają, że momentami bywa aż nazbyt intensywnie. Monika jest kucharką w restauracji zlokalizowanej w woj. małopolskim, która na co dzień poza organizacją imprez oferuje także catering okolicznościowy.

d4ivo71

– Ruch przed pandemią był duży, ale teraz, kiedy obostrzenia zostały poluzowane, pracy jest mnóstwo. Zmęczenie bierze górę, cały dzień jestem na nogach. Przez to powroty z pracy są ciężkie. Nie spodziewałam się, że tak szybko będziemy musieli wrócić do funkcjonowania na pełnych obrotach – opowiada kobieta. Pracuje po 8-10 godzin dziennie, ale tempo pracy jest dużo większe. Przyznaje też, że nie ma to odbicia w zarobkach. Na urlop może liczyć, ale tylko bezpłatny. – Mieliśmy z mężem i dzieckiem jechać na wakacje, ale chyba sobie odpuścimy – dodaje.

Monika ma też swoje spostrzeżenia dotyczące higieny i przestrzegania reżimu sanitarnego przez klientów restauracji. – Na kuchni zawsze chodziliśmy w ubraniach ochronnych, włącznie z rękawiczkami i czepkami, ale maseczki? Przecież nie spróbuję zupy w maseczce. Poza tym, goście niespecjalnie się przejmują. Patrząc na to, jak niektórzy się zachowują, mam wrażenie, jakby żadnej pandemii nie było – zauważa.

– Goście restauracji nie zachowują żadnego dystansu między sobą, nie mówiąc już o dwóch metrach. Nie chodzą w maseczkach. Ostatnio widziałam, jak dwie osoby palą jednego papierosa na spółkę. Nie wspomnę już o tym, że nikt nie używa płynu do dezynfekcji dłoni, który stoi w restauracji – wylicza.

W stolicy sytuacja wygląda nieco inaczej, jednak jeśli chodzi o przestrzeganie zasad higieny – z tym też bywa różnie.

d4ivo71

Manager stołecznej restauracji: "nie mówimy jeszcze o zysku"

W stolicy reguły wciąż obowiązują i nikt nie myśli o tym, aby je łamać. Bartosz Popsuj, manager jednej z wegańskich restauracji, zapewnia, że pracownicy muszą kurczowo trzymać się zaleceń. Jednocześnie przyznaje, że gościom trzeba o nich przypominać.

– Dbamy o przestrzeganie reżimu sanitarnego. Każdy z naszych pracowników ma obowiązek noszenia maseczek bądź przyłbic. Używamy rękawiczek, mierzymy temperaturę, a co najważniejsze – bardzo często myjemy ręce. Z dnia na dzień obserwujemy, że goście coraz częściej odwiedzają nasze restauracje. Zdarza się jednak tak, że musimy przypominać naszym gościom o ciągłym trwaniu stanu epidemii w Polsce. Na szczęście, spotyka się to z dużym zrozumieniem – wyjaśnia.

d4ivo71

Popsuj przyznaje, że sytuacja finansowa lokalu nie jest tak dobra, jak sytuacja restauracji, które znajdują się poza miastem. – Nie mówimy jeszcze o zysku. Najpierw musimy spłacić zobowiązania względem naszych dostawców, pracowników. Mamy to szczęście, że w ogóle przetrwaliśmy – komentuje.

Warszawskie restauracje przestrzegają nowego reżimu sanitarnego Tel Aviv Urban
Warszawskie restauracje przestrzegają nowego reżimu sanitarnego

Czy jest się czego obawiać, idąc na imprezę? Wirusolog ostrzega

Sprawę komentuje wirusolog, prof. dr hab. Krzysztof Pyrć, kierownik Pracowni Wirusologii w Małopolskim Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Jak wiadomo, źródłem zakażenia wirusem jest bliski kontakt, dlatego wszystko zależy od tego, ile jest takich zgromadzeń i jak one wyglądają. Duże imprezy mogą skutkować zwiększoną liczbą zachorowań. Proszę pamiętać o tym, że mamy w tym momencie dużo zachorowań codziennych. Takie działania mogą przyczynić się do drugiej fali zachorowań – stwierdza.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d4ivo71

Podziel się opinią

Share

d4ivo71

d4ivo71