Lubię seks i lubię o nim mówić. Nikt mi nie wmówi, że się nie szanuję

"Slut shaming" nie ma nawet polskiej nazwy, a jest jedną z ulubionych "rozrywek" Polaków. Zjawisko polega na ubliżaniu kobiecie, która przyznaje otwarcie, że lubi seks. Wiecie co? Ja też lubię. I nikt mi nie powie, że się nie szanuję.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Slut shaming jest bardzo popularnym zjawiskiem.
Slut shaming jest bardzo popularnym zjawiskiem. (123RF)
WP

W mediach społecznościowych ogromną popularnością cieszył się kilka dni temu "spis zdzir". Jego autorzy obrali sobie za cel upokorzenie kobiet, poprzez publikację ich wypowiedzi o życiu seksualnym, które dodały na Facebooku. I chociaż spis szybko zniknął z sieci, to czuję wewnętrzną potrzebę, żeby tak tej sprawy nie zostawić.

Podobnie czują dziewczyny z magazynu "G'rls Room", Kamila Raczyńska-Chomyn znana jako Dobre Ciało i Pani Miesiączka. Z ich inicjatywy na Instagramie dziewczyny publikują posty, w których zdradzają szczegóły swojego seksu. I dobrze!

WP

Mogę się założyć, że większość z osób, które głośno popierały "spis zdzir", sama też uprawia seks. Ba! Może nawet czerpią z niego przyjemność (chociaż zaczynam wątpić). Kiedy uprawiamy seks - świńtuszymy, jesteśmy (w przenośni) niegrzeczni, chemia w naszej głowie podpowiada nam rzeczy, o których "na trzeźwo" wstydzimy się myśleć. Czy to nienormalne? Wręcz przeciwnie! Jeśli już, nienormalne jest tak nie mieć.

Ale nawet jeśli uprawiamy seks z kimś, kogo w ogóle nie znamy, albo dopiero poznaliśmy, to też nie znaczy, że nie szanujemy samych siebie. Brak szacunku do siebie oznacza dla mnie robienie czegoś, co mnie nie uszczęśliwia i z czym źle się czuję. Jeśli czuję się dobrze, sypiając z wieloma partnerami, to znaczy, że dalej się szanuję.

Kiedy kobieta powie: "lubię robić loda", naraża się na społeczny ostracyzm. A co w tym dziwnego, że lubimy sprawiać przyjemność naszemu partnerowi? Co w tym zdrożnego, kiedy - jak jedna z dziewczyn - pisze wprost: "lubię dochodzić z penistem w ustach"? Dopóki obie strony są zadowolone, to wszystko, ale to absolutnie wszystko, jest w porządku.

WP

Uwielbiam osoby, które nie wstydzą się mówić o swoim życiu erotycznym i takie, które otwarcie przyznają się do swoich upodobań. Mam trzy bliskie przyjaciółki, z którymi mogę porozmawiać o każdym aspekcie związanym z seksem. I to jest piękne.

Nikt mi nie powie, że seks nie jest jedną z najważniejszych części naszego życia. Kobiety myślą o nim średnio 18,5 raza w ciągu dnia. Czyli co 50 minut! Dlaczego mamy o tym nie mówić? Dlaczego mamy się wstydzić?

Pamiętam, jak któryś z moich kolegów powiedział kiedyś, że dziewczyna, która pokazuje dekolt na zdjęciach i często mówi o partnerach seksualnych, jest "zwykłą szmatą". Taką, która się nie szanuje. Jeśli mam ochotę zachowywać się jak "szmata", to będę się tak zachowywać. I to nie znaczy, że nie szanuję siebie. Bo mi z tym dobrze.

Od kiedy szacunek do samej siebie to spełnianie oczekiwań otoczenia, które wynikają z konwenansów ustalonych przez nasze praprarababcie? Albo raczej praprapradziadków, bo niestety częściej to mężczyźni wpędzali kobiety w poczucie winy z powodu ich seksualności.

WP

Im łatwo. Kiedy mężczyzna chwali się na głos, że lubi "por...ać", kiedy już od najmłodszych lat przechwala się długością penisa, a później też seksualnymi wyczynami, nikt nie zarzuca mu, że jest szmatą. Jest samcem, ogierem, myśliwym. Wiecie co, myśliwi? Zastanówcie się najpierw, czy umiecie dać przyjemność swoim partnerkom.

Przynajmniej taką, jaką czerpią z seksu dziewczyny, wyznające dziś na Instagramie: Jestem totalnie zakochana w penisie mojego męża i po 12 latach naprawdę dobrze się z nim znam". Albo: "Cipki nie są od tego, żeby zostawiać je w spokoju - to myśl, która pojawiła się w mojej głowie, odkąd mój partner pokazał mi, jak ku..ewsko dobrze potrafi lizać". Chcecie się mieć czym przechwalać? Niech któryś z was, ogiery, zasłuży na jedno z wyznań, takich jak "uwielbiam być na kolanach".

Musimy kochać same siebie na tyle, żeby nie bać się przyznać, że lubimy, kiedy facet w łóżku da nam klapsa. Albo że uwielbiamy, kiedy on dochodzi w naszych ustach. To nie są kwestie z filmu porno. To samo życie.

Przyłączmy się do akcji dziewczyn z "G'rls Room". Ja zacznę. Mam na imię Paulina i lubię seks. Jestem zakochana w swoim facecie i w jego ciele. Kocham, kiedy mnie dotyka, a jego tyłek doprowadza mnie do szału. I już. Nie czuję się zdzirą. Czuję się szczęśliwa. Czuję się dobrze ze sobą.

WP

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Łukasz jest drag queen. Tłumaczy nam, co to oznacza

WP
WP
WP
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
WP