Rodzinne Fortuny - Siła Kruków

Ta­jem­ni­cą suk­ce­su ko­lej­nych po­ko­leń Kru­ków by­ła ro­dzi­na. I po­czu­cie hu­mo­ru. Jedno i drugie ra­to­wa­ło ich w naj­trud­niej­szych chwi­lach, gdy mo­gli stra­cić wszyst­ko

Obraz
Źródło zdjęć: © Szymon Brodziak

RO­DZI­NNE FORTUNY

Siła KRUKÓW

Ta­jem­ni­cą suk­ce­su ko­lej­nych po­ko­leń Kru­ków by­ła ro­dzi­na. I po­czu­cie hu­mo­ru. Jedno i drugie ra­to­wa­ło ich w naj­trud­niej­szych chwi­lach, gdy mo­gli stra­cić wszyst­ko. Pod wo­dzą Woj­cie­cha Kru­ka od­zy­ska­li fir­mę. Poddali się żeby wygrać.

Wyra­stał wśród bi­żu­te­rii. W za­kła­dzie oj­ca do­ra­biając, uczył się złot­nic­twa: – Mo­je dzie­ła nie za­wsze by­ły naj­wyż­szej ja­ko­ści – mó­wi Woj­ciech Kruk. – Cza­sem tro­chę krzy­we, cza­sem sto­pi­ły się pod­czas lu­to­wania, a pła­co­no mi od wy­ko­na­nej sztu­ki, więc nie­wie­le za­ra­bia­łem. Na­sta­wi­łem się na pro­duk­cję mie­dzio­ry­tów, ta­le­rzy­ków na ścia­nę z wi­do­kiem ra­tu­sza i w tym do­sze­dłem do nie­praw­do­po­dob­nej per­fek­cji. W 7 mi­nut ro­bi­łem ra­tusz jak ży­wy.

Z cza­sem za­czął za­ra­biać. Pierw­szą in­we­sty­cją miał być mo­to­cykl, jed­nak gdy tyl­ko oj­ciec się o tym do­wie­dział, obie­cał, że je­śli syn zre­zy­g­nu­je z za­kupu nie­bez­piecz­nej ma­szy­ny, bę­dzie mu po­ży­czał raz w ty­go­dniu sa­mo­chód. Woj­tek ne­go­cjo­wał stop­nio­wo, aż w koń­cu au­to by­ło je­go.

– Wart­burg czę­ściej się psuł niż je­chał, ale był to jedyny samochód na uczel­ni. Woj­tek był wte­dy na trze­cim ro­ku eko­no­mii. Pod ko­niec lat 70. pro­wa­dził już ma­ły skle­pik na Woź­nej. Pew­ne­go dnia do skle­pu zaj­rza­ła Ewa. Chcia­ła ku­pić brosz­kę dla ma­my, a przy oka­zji po­sta­no­wi­ła prze­bić so­bie uszy. Dziś wspo­mi­na: – Do­pie­ro póź­niej do­wie­dzia­łam się, że by­łam pierw­szą klient­ką Woj­tka. Dzia­łał w ta­kim sku­pie­niu, że aż wzbu­dzi­ło to mój nie­po­kój. Oczy­wi­ście nie przy­znał się, że eks­pe­ry­men­tu­je. Zresz­tą on ta­ki jest, tro­chę po­czy­ta i wszyst­ko umie. Na­wet uczył sy­na jeździć na snow­bo­ar­dzie, chociaż sam ni­gdy nie stał na de­sce.

W prze­kłu­wa­niu uszu stał się mi­strzem. – Prze­bi­łem pra­wie 30 ty­się­cy, dziew­czy­ny sześć ty­go­dni mu­sia­ły cze­kać w ko­lej­ce. Woj­ciech wy­li­cza: – Przyj­mo­wa­łem 40 dziew­czyn w go­dzi­nę. Ta­śmo­wo. Do dziś spo­ty­kam pa­nie po pięć­dzie­siąt­ce, któ­rym ro­bi­łem prze­bit­ki. Pierw­sza z nich, Ewa, zo­sta­ła je­go żo­ną.

Muszle w pudełku

Kru­ko­wie roz­wi­nę­li fir­mę, za­czy­na­jąc od skle­pi­ku, w któ­rym się po­zna­li. – Ra­zem sprze­da­wa­li­śmy srebr­ną bi­żu­te­rię pro­du­ko­wa­ną we wła­snym warsz­ta­cie – mó­wi Woj­ciech Kruk. – Sa­mi sta­li­śmy za la­dą, przy­wo­zi­li­śmy musz­le znad mo­rza i ro­bi­li­śmy de­ko­ra­cje, wy­ci­na­li­śmy wstą­żecz­ki, met­ko­wa­li­śmy to­war, sprzą­ta­li­śmy – wspo­mi­na Ewa Kruk.

– Przed sa­lo­nem usta­wia­ły się ko­lej­ki i czte­rech cink­cia­rzy, a na dwa ty­go­dnie przed świę­ta­mi wie­sza­łem kart­ki, że nie sprze­da­je­my pier­ścion­ków, bo klient­ki, mie­rząc je, spo­wal­nia­ły sprze­daż. Przed świę­ta­mi każ­dy klient do­sta­wał pro­dukt za­pa­ko­wa­ny w pu­de­łecz­ko z lo­go. To był szok, wszę­dzie bra­ko­wa­ło to­wa­rów, co do­pie­ro pu­de­łek – do­po­wia­da Woj­ciech. Dy­na­micz­ny roz­wój fir­my stał się moż­li­wy w la­tach 90., gdy sprze­da­li 49 proc. udzia­łów Pol­sko-Ame­ry­kań­skie­mu Fun­du­szo­wi Przed­się­bior­czo­ści. Dziś jest 51 sa­lo­nów Kru­ka i 32 skle­py z luk­su­so­wą mar­ką dam­skiej odzie­ży De­ni Cler, a Ewa i Woj­ciech wciąż pra­cu­ją ra­zem. Czy trud­no pro­wa­dzić biz­nes w mał­żeń­stwie? Ewa mó­wi, że bar­dzo trud­no. Woj­ciech, że ła­two. Ewa, że za­wsze na­sta­wio­na jest na kom­pro­mis, Wojciech, że ła­two go prze­ko­nać do swo­ich ra­cji: – Na­wet jak się w pierw­szej chwi­li nie zga­dzam, to nie zna­czy, że już pod­ją­łem de­cy­zję. By­łem w tej
fir­mie od po­cząt­ku, pra­co­wa­łem z ma­łym ze­spo­łem. W tej chwi­li za­trud­nia­my kil­ka­set osób, fir­mą kie­ru­ją pro­fe­sjo­nal­ni me­ne­dże­ro­wie. Ja prze­wod­ni­czę Ra­dzie Nad­zor­czej i sta­ram się być do­brym du­chem – pa­tro­nem – nie wtrą­cam się, nie krę­pu­ję, ale czu­wam.

Sześć kilogramów za firmę

Sa­lo­ny z lo­go W. Kruk zna nie­mal każ­dy w Pol­sce. Za mar­ką stoi 160 lat tra­dy­cji i czte­ry po­ko­le­nia. Od 45 lat ar­mii Kru­ków prze­wo­dzi Woj­ciech. Tuż przed wa­ka­cja­mi zmie­rzył się z nie­bez­piecz­nym wy­zwa­niem. Spół­ka Vi­stu­la & Wól­czan­ka ogło­si­ła skup ak­cji W. Kruka, chcia­no prze­jąć fir­mę. Jak mó­wi Ewa, w tym okre­sie mąż był nie­do­stęp­ny. – Wy­po­czy­wa­łam nad mo­rzem, do­wie­dzia­łam się o spra­wie od dzien­ni­ka­rza z Po­zna­nia, jed­nak po­sta­no­wi­li­ś­my z mę­żem, że zo­sta­nę na He­lu, bę­dę mieć przy­naj­mniej dy­stans – do­da­je. Kruk na po­cząt­ku za­mie­rzał wal­czyć do upa­dłe­go, ale zmie­nił zda­nie.

– Gdy dziś na to pa­trzę, roz­wią­za­nie wy­da­je się ta­kie pro­ste – wspo­mi­na. – Wy­star­czy­ło zła­mać ste­reo­typ pol­skie­go chło­pa, któ­ry krwią bro­ni zie­mi. Do­sze­dłem do wnio­sku, że je­śli nie od­dam oj­co­wi­zny, stra­cę ją, na­to­miast od­da­jąc ją, zy­skam. Stra­cił wte­dy sześć kg. Sta­wiał opór, wal­czył, pod­dał się i ku za­sko­cze­niu wszyst­kich wy­grał.

– Vi­stu­la rzu­ci­ła pie­nią­dze na wy­ku­pie­nie na­szych ak­cji nagieł­dzie – mó­wi. – Zu­peł­nie nie spo­dzie­wa­łem się agre­syw­nej pró­by prze­ję­cia fir­my. O tych pla­nach do­wie­dzia­łem się od dzien­ni­ka­rzy już po gieł­do­wym we­zwa­niu. Je­stem po­god­ny, cza­sem zbyt opty­mi­stycz­nie pa­trzę na świat, są­dząc, że nic złe­go nie mo­że się stać. To wy­da­wa­ło się tak nie­re­al­ne, że nie by­łem w sta­nie się prze­jąć. Nie zda­wa­łem so­bie spra­wy z kon­se­kwen­cji de­cy­zji, któ­re bę­dę mu­siał pod­jąć. Biz­nes, któ­ry pro­wa­dzę, jest upo­rząd­ko­wa­ny, uwa­ża­ny za kon­ser­wa­tyw­ny, stąd po­gląd, że Kruk to star­szy fa­cet, bez któ­re­go fir­mę moż­na pro­wa­dzić le­piej. Ży­cie po­ka­za­ło, że beze mnie by­ło­by znacz­nie trud­niej.

Vi­stu­la nie spo­dzie­wa­ła się, że Kruk ze­chce sprze­dać jej swo­je udzia­ły w fir­mie, czy­li ca­łe 28 proc. – Jak już sprze­da­łem, do­sze­d­łem do wnio­sku, że część su­my mo­gę za­in­we­sto­wać. Ku­pi­łem więc ak­cje Vi­stu­li. Nie chcia­łem ich, ale ży­cie mnie do te­go zmu­si­ło. Tak uchro­ni­łem swo­ją fir­mę i sta­łem się współ­udzia­łow­cem in­nej. Wiem jed­nak, że to nie ko­niec za­gro­żeń. Być mo­że ju­tro ktoś ogło­si we­zwa­nie na ak­cje Vi­stu­la & Wól­czan­ka.

Młode Kruczki

Do fir­my W. Kruk wcho­dzą już po­wo­li na­stęp­cy. Woj­tek ju­nior ma 25 lat i jest ab­sol­wen­tem Aka­de­mii Eko­no­micz­nej w Po­zna­niu. Ania stu­diu­je na Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych. Ma 21 lat. – Do­ko­pa­łam się do książ­ki, z któ­rej od­kry­łam, że gdy­bym by­ła chłop­­cem, to mia­ła­bym na imię Waw­rzy­niec. Do­brze, że je­stem dziew­czy­ną – od­dy­cha z ulgą.

Ania w wa­ka­cje pra­cu­je za la­dą u Kru­ka, nie chce jed­nak swo­jej przy­szło­ści wią­zać wy­łącz­nie z ro­dzin­ną fir­mą. – Ro­dzi­ce ma­ją tro­chę in­ny plan, pro­blem tkwi w tym, jak zro­bić, by im się wy­da­wa­ło, że mój plan jest ich pla­nem. Że­by mo­ja pra­ca przy­no­si­ła ko­rzy­ści, chcia­ła­bym przyjść do fir­my z wła­s­nym do­świad­cze­niem. Po dwóch la­tach prak­tyk w Kru­ku po­sta­no­wi­łam uczyć się po­za fir­mą. Po­szłam do agen­cji re­kla­mo­wej.

Woj­tek ju­nior w na­tu­ral­ny spo­sób przy­rósł do fir­my. – Wy­ra­sta­łem w niej bar­dziej niż Ania, na­wet mi przez myśl nie przeszło, że mógł­bym nie zwią­zać się z Kru­kiem. Czu­ję tę bran­żę, roz­ma­wia­jąc w do­mu o in­te­re­sach, mia­łem dar­mo­wą szko­łę. Wie­le rze­czy ro­bię in­tu­icyj­nie, mam to we krwi. Na pew­no bę­dę oce­nia­ny przez pry­zmat oj­ca, bo to naj­prost­sze po­rów­na­nie.

Ania śmie­je się: – Mo­że ze mną za ma­ło dys­ku­to­wa­li. W W. Kru­ku pra­cu­je już ca­łe na­stęp­ne po­ko­le­nie: sio­strze­niec, sio­stra Ewy i jej dzie­ci. Jed­nak ro­dzin­na fir­ma to nie tyl­ko Kru­ko­wie, to tak­że ro­dzi­ny ich pra­cow­ni­ków.

– Na­stęp­ne po­ko­le­nie to już nor­ma – mó­wi Woj­ciech Kruk. – Za­im­po­no­wa­ły mi dwie sy­tu­acje. Pierw­sza – roz­pa­dło się mał­żeń­stwo pra­cow­ni­ków na­szej fir­my, po pew­nym cza­sie ku swe­mu zdu­mie­niu do­wie­dzia­łem się, że fa­cet oże­nił się z in­ną na­szą pra­cow­ni­cą. Z ko­lei, od­wie­dza­jąc je­den z sa­lo­nów w Byd­gosz­czy, spo­tka­łem pa­nią w śred­nim wie­ku, któ­ra przy­zna­ła, że ją do pra­cy za­pro­te­go­wa­ła pra­cu­ją­ca u nas od pa­ru lat cór­ka. Dla­te­go przy opłat­ku ogło­si­łem kon­kurs: kto pierw­szy przy­pro­wa­dzi do pra­cy swo­ją bab­cię.

Drobne złośliwości

Kru­ko­wie ma­ją po­czu­cie hu­mo­ru we krwi. – Ta­tę cza­sem uda­je się wkrę­cić – opo­wia­da Woj­tek ju­nior. – Pod­czas po­dró­ży po Sta­nach Zjed­no­czo­nych miesz­ka­li­śmy w mo­te­lach w ro­dzin­nym po­ko­ju, więc przy wej­ściu do ła­zien­ki ro­bił się ko­rek. W jed­nej z nich przy umy­wal­ce by­ła bar­dzo ta­jem­ni­cza gał­ka, mu­sia­łem się moc­no na­kom­bi­no­wać, by roz­gryźć, jak to dzia­ła. Wi­dząc ta­tę za­ab­sor­bo­wa­ne­go wy­bie­ra­niem tra­sy na na­stęp­ny dzień, rzu­ci­łem: „Pierw­szy raz wi­dzę fo­to­ko­mór­kę w ho­te­lo­wej umy­wal­ce”. Dziew­czy­ny za­raz pod­chwy­ci­ły i też się dzi­wią. Ta­ta wszedł do ła­zien­ki, mi­ja­ją ko­lej­ne mi­nu­ty, szu­mu wo­dy nie sły­chać, w koń­­cu wy­cho­dzi po­iry­to­wa­ny i mó­wi: „Ma­cham przed tym lu­strem, pu­kam, a wo­da nie chce le­cieć”. Gdy opo­wia­da­li­śmy to na­szym przy­ja­cio­łom, sta­wia­li, że po­wie­dział: „No tak, na­praw­dę re­we­la­cyj­na ta fo­to­ko­mór­ka”.

Sam też ro­bi psi­ku­sy. Raz w ży­ciu zgo­lił wą­sy, zbie­gło się to z za­koń­cze­niem je­go ka­rie­ry po­li­tycz­nej w ro­li se­na­to­ra. – Na im­pre­zę Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej w Po­zna­niu po­sze­dłem z przy­kle­jo­nym wą­sem, pod­czas prze­mó­wie­nia ogła­szam, że już prze­sta­łem peł­nić funk­cje po­li­tycz­ne, na­tu­ral­nym li­de­rem wo­je­wódz­twa sta­je się Wal­dy Dzi­kow­ski i ja chcę mu prze­ka­zać in­sy­gnia wła­dzy. Od­kle­iłem te­go wą­sa i na­kle­iłem je­mu. Gdy pre­zes WBK od­cho­dził na eme­ry­tu­rę, zro­bi­łem w warsz­ta­cie mo­ne­tę z je­go po­do­bi­zną i wa­lu­tą „1 Po­śpiech”, bo ta­kie miał na­zwi­sko, a na mo­ją pięć­dzie­siąt­kę na­gra­li­śmy spe­cjal­ne wy­da­nie dzien­ni­ka te­le­wi­zyj­ne­go, w któ­rym re­dak­tor ogła­sza wia­­do­mość z ostat­niej chwi­li, że wy­bu­chła re­wo­lu­cja, Wiel­ko­pol­ska odłą­czy­ła się od kra­ju i pre­mie­rem pierw­sze­go rzą­du zo­stał Woj­ciech Kruk. Mój ży­cio­rys był tak jaj­car­ski, że dzien­ni­kar­ka czy­ta­ła go 17 ra­zy, nim go
na­gra­li­śmy.

Schowane skarby

Ko­lek­cje au­tor­skie sa­lo­nów W. Kruk czę­sto kry­ją w so­bie ta­jem­ni­ce ro­dzin­ne. Mo­ne­ty w bi­żu­te­rii to był po­mysł Woj­cie­cha. – Po oj­cu prze­ją­łem wie­le – wspo­mi­na. – Cen­ne zbio­ry, ale tak­że zwy­kłe srebr­ne mo­ne­ty ku­po­wa­ne po woj­nie ja­ko złom srebr­ny. To wła­śnie z nich po­sta­no­wi­li­śmy zro­bić ko­lek­cję. Oj­ciec co cen­niej­sze przed­mio­ty cho­wał. Zresz­tą to by­ły sta­li­now­skie cza­sy, w któ­rych ży­cie kup­ca nie by­ło naj­ła­twiej­sze, cią­głe re­wi­zje, do­mia­ry. Tata dwa ra­zy sie­dział w wię­zie­niu. 10 mie­się­cy do­stał, bo zna­le­zio­no w do­mu 14 kg cu­kru (na­sza ro­dzi­na li­czy­ła wte­dy 13 osób). W wy­ro­ku jest na­pi­sa­ne, że wy­ko­rzy­sty­wał przej­ścio­we trud­no­ści na ryn­ku, sku­po­wał nad­mier­ne za­pa­sy cu­kru, spe­ku­lu­jąc ni­mi, dzia­łał na szko­dę kla­sy ro­bot­ni­czej i in­te­li­gen­cji pra­cu­ją­cej.

Krze­mień pa­sia­sty Ewa od­kry­ła pod­czas po­dró­ży po Pol­sce po­łu­dnio­wo-wschod­niej. – Zwie­dza­li­śmy za­mczy­ska w San­do­mie­rzu i wła­śnie tam go zo­ba­czy­łam. Ku­pi­li­śmy kil­ka ka­mie­ni, po po­wro­cie mąż za­mó­wił to­nę. Roz­sy­pa­li­śmy je przed pla­stycz­ką An­ną Or­ską i ona stwo­rzy­ła z te­go ko­lek­cję. Woj­ciech Kruk każ­de­go ro­ku tuż przed Bo­żym Na­ro­dze­niem sam sta­je za la­dą i sprze­da­je bi­żu­te­rię. To już ro­dzin­na tra­dy­cja. W Wi­gi­lię za­my­ka sa­lon oso­bi­ście i ży­czy wszyst­kim we­so­łych świąt. – Mój oj­ciec też przed świę­ta­mi stał za la­dą, po­dob­nie jak je­go bab­cia i dzia­dek, i jak dziś mój syn. Gdy bę­dę już eme­ry­tem, chcę wró­cić do ma­lo­wa­nia ob­ra­zów. Wy­bu­du­ję du­ży dom na wsi, przy­jadą dzie­ci z wnu­ka­mi, a ja bę­dę roz­ra­biał z ar­mią ma­łych ej­brów.

Wydanie Internetowe

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Tak rozpoznasz, że partner stosuje sledging. To alarmujące sygnały
Tak rozpoznasz, że partner stosuje sledging. To alarmujące sygnały
Adrian ze "ŚOPW" o postępach leczenia. "Zmiany pomniejszone"
Adrian ze "ŚOPW" o postępach leczenia. "Zmiany pomniejszone"
"Leżałam na ziemi i płakałam". Szczere wyznanie Kaczorowskiej
"Leżałam na ziemi i płakałam". Szczere wyznanie Kaczorowskiej
Viki Gabor wyznała prawdę po latach. Wtedy zarobiła pierwszy milion
Viki Gabor wyznała prawdę po latach. Wtedy zarobiła pierwszy milion
Pamiętacie Anię z "Daleko od szosy"? Tak potoczyły się losy Ireny Szewczyk
Pamiętacie Anię z "Daleko od szosy"? Tak potoczyły się losy Ireny Szewczyk
Kristie Alley była uzależniona od narkotyków. Otwarcie mówiła, jak zaczynała dzień
Kristie Alley była uzależniona od narkotyków. Otwarcie mówiła, jak zaczynała dzień
Ostrzega przed TikTokiem. "Zabiera naszym dzieciom zdrowie psychiczne"
Ostrzega przed TikTokiem. "Zabiera naszym dzieciom zdrowie psychiczne"
"Zostałam z niczym". Wiadomo, jak Krafftówna zarabiała na życie
"Zostałam z niczym". Wiadomo, jak Krafftówna zarabiała na życie
Kupiłam mięso w Lidlu. Oto, co pokazała waga
Kupiłam mięso w Lidlu. Oto, co pokazała waga
Jessica Alba zachwyca w imponującej sukni. Linia syreny podkreśliła jej figurę
Jessica Alba zachwyca w imponującej sukni. Linia syreny podkreśliła jej figurę
Rozenek-Majdan musiała wyrobić nowy paszport. Wyjaśniła, dlaczego
Rozenek-Majdan musiała wyrobić nowy paszport. Wyjaśniła, dlaczego
Dziadek uczył ją fińskiego. To z jego powodu Anderson chce zmienić nazwisko
Dziadek uczył ją fińskiego. To z jego powodu Anderson chce zmienić nazwisko
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥