Trwa ładowanie...
d2zq8rx
Polski ambasador o rozkwicie turystyki aborcyjnej. "Kobiety potrzebują pomocy"
czechy

Polski ambasador o rozkwicie turystyki aborcyjnej. "Kobiety potrzebują pomocy"

Kilka dni temu zastępca ambasadora Polski w Czechach Antoni Wręga skierował do czeskiego ministra zdrowia list w sprawie nowelizacji ustawy o aborcji. Chodzi o doprecyzowanie warunków, na jakich cudzoziemki mogą się poddawać aborcji w Czechach. Uważa, że przyjęcie nowelizacji może doprowadzić do rozkwitu turystyki aborcyjnej. – Martwi mnie to, że coraz częściej polskie władze próbują dać sygnał kobietom czy rodzinom w Polsce, że za wszelką cenę będą podejmować działania, by ograniczyć im możliwość decydowania o losach własnej rodziny – powiedziała Karolina Ferenc z Federy w programie "Newsroom". – Jestem bardzo przeciwny używaniu określenia "turystyka aborcyjna". W ramach turystyki pan Wręga może polecieć na Zanzibar. (…) Te kobiety, które wyjeżdżają do Czech czy Niemiec, one potrzebują pomocy, desperacko chcą otrzymać pomoc, której nie udało im się otrzymać w Polsce – dodał dr Maciej Socha, ginekolog.

Być może państwo pamiętają, niedawRozwiń

Transkrypcja:

Być może państwo pamiętają, niedawno zastępca ambasadora Polski w Czechach Antoni Wręga skierował do czeskiego Ministra Zdrowia list w sprawie nowelizacji ustawy o aborcji. Chodzi o czeskie przepisy. Tam w Senacie trwają rozmowy i trwa procedowanie. Chodziło o doprecyzowanie, jak napisał pan Wręga, warunków na jakimś cudzoziemki mogą poddawać się aborcji w Czechach. Pan Wręga pisze w tym liście, że przyjęcie nowelizacji może doprowadzić do rozkwitu turystyki aborcyjnej, co więcej zakłóci relacje polsko-czeskie. Kiedy pani, pani Kamilo, przeczytała ten list albo o nim usłyszała, to co sobie pomyślała? Się roześmiałam, bo dla mnie jest to kuriozum. Nieuprawniona ingerencja polskiego dyplomaty w sprawy wewnętrzne Czech. Poza tym zabawnie też brzmi pisanie o jakichś polskich wartościach czy wartościach polskiego społeczeństwa. Bo jeżeli migracje aborcyjne, w tym do Czech - one nie czekają na rozkwit, one już są na bardzo wysokim poziomie intensywności, to skoro kobiety wybierają taką ścieżkę i ich wartością jest taki rodzaj kierowania losami swojej rodziny, dbanie o bezpieczeństwo tej rodziny, o swoje zdrowie, podejmowania takich decyzji, to o jakich wartościach polskiego społeczeństwa my mówimy, skoro to jest autonomiczna decyzja Polek, żeby do krajów ościennych wyjeżdżać i te ciążę przerywać? W związku z tym ambasador czy zastępca ambasadora pisał o swoich własnych wartościach. A załatwianie swoich prywatnych spraw przez dyplomatę jest sytuacją przekroczenia kompetencji, jest kwestią nieuprawnioną, nieuprawnionego działania. W związku z tym ja na pewno wiem, że Czechy nie zareagują na ten list i nie ograniczą możliwości przerywania ciąży dla Polek, co bardzo cieszy, natomiast martwi mnie to, że coraz częściej polskie władze nie tylko się ośmieszają takimi działaniami, ale też próbują dać sygnał kobietom czy rodzinom w Polsce, że za wszelką cenę będą podejmowały działania, żeby ograniczyć im możliwość decydowania o losach swojej rodziny. Panie doktorze, a kiedy pan czytał te słowa, ten list, to jakie uczucia w panu dominowały? Przyznam szczerze, że nie mogę się wyzbyć takiego uczucia, że może, pozwolę sobie na pewną złośliwość, pan Wręga zastępuje panią ambasador, która została, zdaje się, odwołana ze stanowiska za mobbing. Zdaje się, że pan Wręga też ma duże problemy z dyplomacją. Ponieważ po pierwsze skierował list do ministra zdrowia, a nie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, to jest pierwsza rzecz. Druga rzecz, to pan wręga zamierza ingerować w sprawy wewnętrzne, w sprawy wewnętrzne Czech. I zdaje się, że jedna z odpowiedzi była właśnie tym, że jakakolwiek ingerencja, którą teoretycznie zarzuca się Czechom, to właśnie następuje na poziomie Polski, że to my jako Polacy chcemy ingerować w prawo czeskie. Kolejna rzecz, że jestem bardzo przeciwny używaniu określenia "turystyka aborcyjna", ponieważ w ramach turystyki to pan Wręga może polecieć na Zanzibar, żeby swoją pupę dyplomatyczną opalić. Natomiast te kobiety, które wyjeżdżają do Czech, korzystając z kolektywu Ciocia Czesia, do Niemiec Ciocia Basia, czy któregokolwiek innego kolektywu, to te kobiety one potrzebują pomocy. To są kobiety, które desperacko chcą uzyskać pomoc, której nie udało im się uzyskać w Polsce. To jest ich autonomiczną decyzją i to powinno być respektowane i szanowane. Przyznam szczerze, że mnie też to śmieszy, ponieważ zastanawiam się, czy kolejnym krokiem będzie zwrócenie się na przykład do rządu niemieckiego, że każdy z Polaków, który przekracza dopuszczalną prędkość, a dopuszczalna prędkość w Niemczech jest wyższa niż w Polsce, może też powinien być karany, może powinno się zabronić albo zmienić prawo w Niemczech. Dojdziemy do jakiegoś absurdu. Zresztą mam głębokie przekonanie, że ten poziom absurdu już jakiś czas temu został osiągnięty. Największym smutkiem jest to, że szkodzimy po prostu Polkom, naszym pacjentkom. Pani Kamilo, czy pani obserwuje, czy ma pani dostęp, czy pani widzi takie dane, które mówią, że po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, w końcu po opublikowaniu tego wyroku kobiet szukających pomocy poza granicami Polski na przykład w Czechach jest więcej? Z pewnością, ponieważ to, co do tej pory dało się wyegzekwować w Polsce, czyli aborcja z przyczyn patologicznych, z powodu ciężkiej, nieodwracalnej wady płodu, teraz stała się zupełnie niedostępna. Oczywiście część tych przypadków udaje się wciąż przeprowadzić w Polsce, jeżeli jest zagrożenie dla zdrowia fizycznego lub psychicznego pacjentki. To rzeczywiście działa, ale nie w każdej sytuacji. W związku z tym te pacjentki są zmuszone wybrać ścieżkę wyjazdu za granicę. To też widać na statystykach "Aborcji bez granic", które były opublikowane bodajże w zeszłym tygodniu czy dwa tygodnie temu, że to są bardzo duże liczby. Natomiast do mnie zgłaszają się też pacjentki, o których wiem, że miały aborcję w Czechach. Na przykład w imieniu jednej z takich pacjentek będziemy składać skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka o rekompensatę finansową od rządu polskiego za to, że ta pacjentka nie mogła mieć na NFZ w publicznym systemie ochrony zdrowia w Polsce, w swoim ojczystym kraju, takiej opieki, jaką musiała jej zapewnić, musiał jej zapewnić system kraju sąsiedniego.
d2zq8rx
d2zq8rx