Trwa ładowanie...
d4fm6l8

Valerie Jarrett: doradczyni czy zastępcza matka prezydenta Obamy?

Adminstrację Baracka Obamy zdominowali mężczyźni. Jednak w morzu ekspertów, polityków i doradców pierwsze skrzypce gra kobieta - Valerie Jarrett. Tylko ona, obok Michelle Obamy, ma prawo zabrać głos w każdej sprawie dotyczącej amerykańskiej polityki i osoby prezydenta. Przed jednych porównywana do Rasputina, jest uwielbiana przez lewicowe gwiazdy, z Whoopie Goldberg na czele. Kim jest najdłużej urzędująca doradczyni prezydenta?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Valerie Jarrett: doradczyni czy zastępcza matka prezydenta Obamy?
(AFP)
d4fm6l8

Latem 1991 roku 27-letnia prawniczka, Michelle Robinson starała się o pracę w Urzędzie Miasta Chicago. Na tyle zachwyciła szefową administracji burmistrza Richarda Delaya, Valerie Jarrett, że ta od razu zaproponowała jej pracę. Robinson wahała się z podjęciem decyzji, głównie dlatego, że jej narzeczony, Barack Obama, nie był przekonany, czy to najlepszy wybór. Tydzień po rozmowie rekrutacyjnej, na prośbę Robinson Jarrett spotkała się z prawniczką i jej wybrankiem. I tak powstał trójkąt, który ukształtował amerykańską i światową politykę na początku XXI wieku. Michelle Robinson stała się Michelle Obamą, pierwszą damą, zaś Valerie Jarrett od 2008 roku piastuje stanowisko starszego doradcy prezydenta. I gdy w styczniu 2017 roku opuści Biały Dom wraz z całą administracją Baracka Obamy, będzie najdłużej urzędującym doradcą w historii amerykańskiej demokracji.

Zagraniczne początki
O Valerie Jarrett krążą legendy. Od 25 lat jest najbliższą przyjaciółką Michelle i Baracka Obamy, powierniczką, doradczynią, mówi się wręcz – zastępczą matką prezydenta. Od momentu pamiętnej kolacji w 1991 roku stała się mentorką przyszłego prezydenta i jego żony. Pomogła im odnaleźć się w świecie chicagowskiego establishmentu, uczyła jak budować swoją pozycję i nawiązywać kontakty ze światem biznesu. A wiedzy, którą mogła się podzielić, miała przecież sporo. W przeciwieństwie do Baracka i Michelle, którzy choć skończyli topowe uczelnie, pochodzili z klasy pracującej, Valerie Jarrett należała do afroamerykańskiej elity Chicago.

AFP

Urodziła się w Iranie, w 1956 roku. Jej rodzice, James i Barbara Bowman wyjechali do Shiraz, aby zbudować tam szpital i prowadzić program naukowy, który miał na celu lokowanie amerykańskich lekarzy w krajach rozwijających się. James Bowman, emerytowany profesor University of Chicago jest znanym na całym świecie patologiem i genetykiem. Matka, pedagog i ekspertka od wczesnego rozwoju dzieci, pochodzi z ekskluzywnej dzielnicy Hyde Park w Chicago. Gdy Valerie, jedyne dziecko pary, miała pięć lat, przeprowadzili się z Iranu do Londynu, a po roku wrócili do Hyde Park. Do połowy dwudziestego wieku dzielnica zdominowana była przez białą społeczność, jednak pojawienie się rodziny Bowmanów, a potem Baracka i Michelle Obamy oraz ich przyjaciół znacząco zmieniło społeczną strukturę tego miejsca. Teraz określane jest jako „progresywne”, „zorientowane na rodzinę”, „różnorodne”, „otwarte”. Sporo z tych przymiotników pojawia się również w tekstach opisujących Valerie Jarrett.

Pierwsza rodzina
Doradczyni prezydenta do spraw publicznych i międzyrządowych (Senior Assistant to the President for Public Engagement and Intergovernmental Affairs) pochodzi z rodziny pionierów. Jej dziadek Robert Robinson Taylor był pierwszym czarnoskórym absolwentem M.I.T i pierwszym członkiem Chicago Housing Authority (jednostka samorządu lokalnego zajmująca się mieszkaniami socjalnymi, która zarządza 50 000 nieruchomości). Babcia, Dorothy Taylor była jedną z pierwszych działaczek organizacji Planned Parenthood, zaś ojciec jako pierwszy czarnoskóry lekarz został rezydentem w St. Luke’s Hospital oraz otrzymał stałą posadę w Chicago University na swoim wydziale. – Każdego roku mój ojciec prowadził badania nad genetyką różnych populacji, co wymagało od niego zaznajomienia się z najróżniejszymi chorobami genetycznymi na całym świecie, więc w wakacje jeździliśmy po całej Afryce. Jednego lata pojechaliśmy do Ghany, Nigerii, Etiopii, Ugandy i Egiptu, a potem, z powrotem do Iranu – wspominała Jarrett w jednym z wywiadów. – Odwiedzaliśmy różne plemiona, a mój ojciec pobierał krew ich członków. Pomagałam mu ze strzykawkami. Spędziliśmy sporo czasu w Meksyku, a potem wróciliśmy do Anglii. Takie życie wymagało, abym szybko odnajdywała się w nowych kulturach. Dzięki temu swobodnie rozmawiam z każdym, bez względu na wiek czy poglądy, bo uczyłam się tego od małego – dodawała.

Edukacja z najwyższej półki
A skoro o nauce mowa, Valerie Jarrett może pochwalić się imponującym CV. Studiowała psychologię na Stanford, a potem prawo na University of Michigan. Bardzo szybko zdobyła posadę w gigantycznej firmie prawniczej. Miała biuro na 79 piętrze Sears Tower. Z okien rozpościerał się niezwykły widok na jezioro Michigan. Za taką posadę i widok niejeden młody prawnik dałby się pokroić, ale Jarrett była załamana. – Siedziałam w tym biurze i wypłakiwałam oczy. Mówiłam sobie, że muszę się stąd wyrwać. Ta robota zupełnie mnie nie kręci – wspominała w rozmowie z CNN. Zapewne dlatego tak szybko złapała kontakt z Michelle Robinson, która również chciała uciec ze świata korporacji prawniczych.

AFP

Przez lata pracowała w chicagowskim magistracie, a potem objęła posadę w Habitat Company, gigantycznej firmie deweloperskiej, budującej i zarządzającej mieszkaniami społecznymi oraz luksusowymi apartamentowcami w Chicago. W 2008 roku opuściła firmę, a na stanowisku CEO zastąpił ją Mark Segal. Gdy Jarrett zdecydowała się przyjąć posadę starszego doradcy w Białym Domu, musiała zrezygnować z sześciu innych stanowisk w zarządach i radach nadzorczych prywatnych firm i organizacji charytatywnych. O ile w 1991 roku to ona przekonywała Michelle do wspólnej pracy, w 2008 roku role się odwróciły. Jarrett rozważała karierę w Senacie – miałaby zająć miejsce Obamy jako senatora Illinois, jednak Michelle namówiła ją, by zamiast „mordować się w Senacie” pracowała z nią i Barackiem w Białym Domu.

Nocny Stalker i Gwiazda Polarna
Odkąd Jarrett pojawiła się w Białym Domu, nikt nie miał wątpliwości, że prezydent poważa jej zdanie równie mocno, co opinie swojej żony. Obama nigdy nie ukrywał tego faktu. Zapytany przez redaktora „Newsweeka” i „New York Times Magazine”, Edwarda Kleina, czy konsultuje z Jarrett każdą decyzję, odparł: „Absolutnie!”. I choć republikanie mocno kwestionowali kwalifikacje Valerie Jarrett, ona nadal jest prawą ręką prezydenta. Jej związek z Obamą fascynuje polityków i media ze wszystkich stron politycznej debaty. Przez jednych nazywana Gwiazdą Polarną prezydenta, przez innych porównywana jest do Rasputina – traktowana przez Obamów jak wyrocznia, cieszy się niespotykanymi przywilejami i ochroną. Ponoć jest nieusuwalna, a każdy kto z nią zadarł, błyskawicznie opuszczał Biały Dom.

Valerie Jarrett łączy rolę politycznego doradcy z byciem przyjaciółką rodziny. Jako jedyna z pracowników Białego Domu ma nieograniczony dostęp do prywatnych apartamentów prezydenta i jego rodziny. Często je kolację z Obamą, jego żoną i córkami w prywatnej jadalni pary prezydenckiej, stąd bywa nazywana „Nocnym Stalkerem”. Zaszczytu tego nie dostąpił nikt inny z administracji Obamy. Mało tego, doradczyni nierzadko kwestionuje decyzje rodziców Sashy i Malii. Potrafi opowiedzieć się po stronie nastolatek, wygłaszając zdania w stylu „Jeszcze jedna gałka lodów nikomu nie zaszkodzi”. To ona zasugerowała, aby córki pierwszej pary uczęszczały do elitarnej Sidewell Friends School, choć pierwotnie miały uczyć się w publicznych szkołach. Jarrett, która samotnie wychowała córkę Laurę, również prawniczkę, pomaga w wybieraniu ubrań „pierwszych córek”, jeździ na wakacje na Hawaje i do Martha’s Vineyard razem z prezydencką rodziną, a jej opinie są bardziej poważane niż zdanie Marian Shields Robinson, matki Pierwszej Damy.

AFP

Edward Klein w swojej książce „Blood Feud. The Clintons vs. The Obamas” (Wojna klanów. Clintonowie vs Obamowie) sugeruje wręcz, że Valerie Jarrett jest dla Baracka Obamy jak druga matka. – Skupiła się na nim, hołubiła go i poświęciła mu całe swoje życie. Dała mu tę bezwarunkową miłość, jakiej nigdy nie otrzymał od swojej matki, która często opuszczała go gdy był dzieckiem – pisze Klein i zdradza, że doradczyni często wchodzi w rolę negocjatora, który rozbraja konflikty między małżonkami. Nieraz siadała na balkonie Trumana, gdy prezydent po kłótni z Michelle odpalał jednego papierosa za drugim i prosił o radę Jarrett, czy w podobny sposób rozmawiała z pierwszą damą siadając na brzegu jej łóżka i próbując wytłumaczyć postawę Baracka.

Eskpertka od gwiazd
Oficjalnie Valerie Jarrett jest łącznikiem między Białym Domem a ludźmi, którzy chcą lub powinni być w kręgu zainteresowań administracji. Jest specjalistką od kontaktów z ludźmi ze świata biznesu i showbiznesu. Ale też bierze udział w spotkaniach bilateralnych, nierzadko zabierając miejsce ekspertom z zakresu stosunków międzynarodowych, bowiem Obama wymaga, aby Jarrett była obecna na każdym ważnym spotkaniu. Sytuacja ta budzi niepokój nawet najbliższych współpracowników prezydenta, bowiem często zamiast wyrażać swoje opinie na forum, Jarrett po oficjalnych spotkaniach zostaje w Gabinecie Owalnym i w cztery oczy przekazuje swoje uwagi prezydentowi.

AFP

Sharon Stone i Valerie Jarrett na spotkaniu w Białym Domu

d4fm6l8

Gdy prezydent potrzebuje wsparcia gwiazd, to Jarrett wykonuje najważniejsze telefony. Pośredniczyła w nawiązaniu kontaktów z Oprah Winfrey czy Beyonce, razem z Michelle Obamą decyduje, kto zasiądzie w loży prezydenckiej podczas wygłaszania orędzia o stanie kraju (State of the Union Address), czy weryfikuje listę gości przed uroczystymi kolacjami w Białym Domu. Gdy ustawa o systemie opieki zdrowotnej, tzw. Obamacare wchodziła w życie i potrzebni byli ambasadorzy z pierwszych stron gazet, którzy przekonaliby Amerykanów do przystępowania do niedrogiego ubezpieczenia zdrowotnego, to Jarrett poprosiła o pomoc Zacha Galfianakisa, Katy Perry i LL Cool J. Jej popkulturowe koneksje zdają się nie mieć granic. Niejednokrotnie towarzyszyła prezydentowi na imprezach w Hollywood czy Nowym Jorku. Na jednej z takich imprez zrodził się pomysł, aby doradczyni pojawiła się w serialu „Good Wife”. Zagrała samą siebie.

Matka - Amerykanka
Podobnie jak prezydent 60-letnia doradczyni nigdy nie podnosi głosu. Ożywia się tylko, gdy mówi o sprawach związanych ze społecznością afroamerykańską i gdy odpowiada o swoich rodzicach i córce, Laurze. 30-letnia absolwentka Harvardu poszła w ślady swojej matki. Skończyła prawo, zaczęła pracę w ogromnej kancelarii prawnej w Chicago, by w 2016 roku zupełnie zmienić branżę. Od września Laura Jarrett pracuje jako korespondentka CNN w Waszyngtonie. Gdy w 2012 roku Laura brała ślub w Kenwood, w domu swojej babci, gośćmi honorowymi byli oczywiście Barack i Michelle Obama oraz ich córki. Jarrett, samotna matka, rozstała się ze swoim mężem, Williamem Jarrettem w 1987 roku. Cztery lata później Jarrett zmarł, a Valerie musiała wcielić się w rolę samotnej matki. Może dlatego ma tak dobre relacje z innymi matkami w Białym Domu? Przypomina im, że życie to maraton, a nie sprint i podpowiada, jak połączyć karierę, dom i wychowywanie dziecka w pojedynkę. Sama mogła liczyć na ogromne wsparcie swoich rodziców.

White House

Laura Jarrett z matką

d4fm6l8

O ile w pracy Jarrett występuje w roli wszechwiedzącej wyroczni, w domu często prosi o poradę swoją córkę. Szczególnie liczy się z jej zdaniem w kwesti… mody. Śliczna trzydziestolatka doradzała matce przy wyborze garderoby podczas sesji zdjęciowej dla „Vogue” w 2008 roku. Valerie Jarrett, modowa konserwatystka, uwielbia garnitury od Valentino i Calvina Kleina. Odważniejsze kreacje trafiają do jej szafy za sprawą Laury, która była bardziej podekscytowana wizją sesji dla „biblii mody” niż jakimkolwiek innym osiągnięciem matki.

Na zawsze z Obamą
Gdy w styczniu prezydent Obama opuści Biały Dom, Valerie Jarrett podąży za nim. Już dziś wiadomo, że koniec kadencji nie oznacza końca współpracy tej dwójki. Doradczyni odegra kluczową rolę w planowaniu i budowaniu prezydenckiego muzeum i biblioteki im. Baracka Obamy. Ta ostatnia powstanie oczywiście w Chicago. A gdy i ten rozdział w życiu Valerie Jarrett zostanie zakończony, pewnie zapragnie spróbować swoich sił w Senacie. Z racji urodzenia poza Stanami Zjednoczonymi nie będzie mogła startowaćw wyścigu o fotel prezydencki. Z resztą, nie musi. Zdaniem wielu to właśnie ona była pierwszą kobietą – prezydentem USA, choć nigdy nie musiała wygrać wyborów.

d4fm6l8

Podziel się opinią

Share

d4fm6l8

d4fm6l8