GwiazdyZło powraca na Ziemię - możecie zacząć się bać.

Zło powraca na Ziemię - możecie zacząć się bać.

Zło powraca na Ziemię - możecie zacząć się bać.
Źródło zdjęć: © WP.PL

01.06.2006 11:04, aktual.: 01.06.2006 14:36

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Chyba znaleźliśmy nasz odpowiednik frazy "widzę martwych ludzi" - z dumą opowiada John Moore, twórca nowej wersji klasycznego "Omena" Richarda Donnera.

Chyba znaleźliśmy nasz odpowiednik frazy "widzę martwych ludzi" - z dumą opowiada John Moore, twórca nowej wersji klasycznego "Omena" Richarda Donnera.

Reżyser takich filmów, jak "Lot Feniksa" czy "Za linią wroga" przyznaje, że zdarzało mu się błądzić, ale jego nowy obraz będzie wydarzeniem historycznym, bo przebije każdy inny remake filmu grozy. A tych jest ostatnio prawdziwe zatrzęsienie.

Przerabianie starych klasyków i przenoszenie azjatyckich hitów na nowy grunt jest ostatnio powszechniejsze niż realizowanie komedii romantycznych. Zwykła moda, wyczerpanie się pomysłów, podążanie za koniunkturą czy może altruistyczna chęć przypomnienia młodym widzom wielkich obrazów kina? Na pewno wszystko po trochu, co doskonale odzwierciedla zróżnicowany poziom remake'ów. Z jednej strony słaba "Mgła" Wainwrighta czy amerykańska "Klątwa" Shimizu, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. A z drugiej świetny "Świt żywych trupów" Snydera albo anglojęzyczny "Ring" Verbinskiego, zostawiające kultowe oryginały Romero i Nakaty daleko w tyle. Przyjmując nawet, że "Omen" będzie lepszy od wszystkich nowych wersji horrorów, to zastanawiające, jest czy zdoła przebić sam pierwowzór. Zanosi się na to, że jednak tak. Moore postanowił z wielkim szacunkiem i kobiecą delikatnością podejść do wizji Donnera. Cała fabuła, wszystkie postaci, a także słynne rottweilery i przerażające sceny zgonów pozostały podobno
nienaruszone. Nie oznacza to jednak, że reżyser poszedł na łatwiznę i do oryginału podszedł całkowicie odtwórczo. Wprowadził uaktualnienia i pewne odnośniki do rzeczywistości, by nowy "Omen" zyskał wymowę metaforyczną. W zupełnie nowej scenie początkowej pokazuje całkowity upadek moralny, gospodarczy oraz ekonomiczny świata i daje do zrozumienia, że to idealny moment na pojawienie się Antychrysta.

W syna Szatana wcielił się debiutant Seamus David-Fitzpatrick. Mały chłopczyk o przerażającym fizys, zimnym spojrzeniu i wręcz martwej mimice wydaje się stworzony do roli piekielnego Damiena. John Moore podgrzewa dodatkowo atmosferę, oznajmiając, że młodziutki aktor ma jedną linijkę dialogową wywołującą autentyczne dreszcze i mającą tym samym szansę na przebicie wspomnianego wcześniej tekstu Haleya Joela Osmenta z "Szóstego zmysłu". Reżyser chwali też występ Lieve'a Schreibera - zastępującego Gregory'ego Pecka w roli Roberta Thorna - który stworzył wyjątkową kreację człowieka tracącego zarówno wiarę, jak i rozum.

W ogóle da się zauważyć, że cała obsada została znacznie odmłodzona. Średnią w pierwszym "Omenie" zawyżał Gregory Peck, który miał wtedy 60 lat i okres świetności dawno za sobą. Moore postawił na młodszego o przynajmniej dwie dekady Schreibera, cały czas czekającego na przełom w swojej karierze. "Omen" zapoczątkuje więc symboliczny pojedynek między dwójką aktorskich desperatów. Peck u Donnera dał z siebie wszystko, ponieważ pragnął jakimś mocniejszym akcentem udowodnić, że nie powinno się go jeszcze spisywać na straty. Schreiber natomiast nie zagrał jeszcze nigdy głównej roli w wysokobudżetowej produkcji, więc też będzie się chciał pokazać z najlepszej strony. Na drugim planie będą go wspierali młodziutka Julia Stiles, a także zawsze perfekcyjny David Thewlis i dawno niewidziana w polskich kinach Mia Farrow.

Zdaje się więc, że "Świt żywych trupów" oraz "Ring" mogą zacząć przygotowywać miejsce dla kolejnego udanego remake'u. "Omen" ma w intrygujący sposób nawiązywać do Biblii (ciekawe, czy też wzbudzi falę protestów, czy przemknie niezauważony w cieniu "Kodu da Vinci"), być przerażający i piekielnie efektowny, a dodatkowo wchodzi do kin szóstego miesiąca, szóstego dnia i szóstego roku. Dla części to tylko sprytna sztuczka marketingowa, ale dla mnie to znak, coś jak szczęśliwy omen.

Bartosz Sztybor

OMEN The Omen 666
Horror 2006; dystr. CinePix
Reżyseria: John Moore
Scenariusz: Dan McDermott, David Seltzer
Występują: Live Schreiber, Julia Stiles, David Thewlis, Mia Farrow

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (0)
Zobacz także