365 razy Pani Lucyna

Swoje wiekopomne dzieło wydała po raz pierwszy dokładnie 150 lat temu. Od razu osiągnęła sukces. Od 1860 roku aż do czasu II Wojny Światowej „365 obiadów” Lucyny Ćwierczakiewiczowej wznawiano ponad dwadzieścia razy. Dziś trudno nam sobie wyobrazić, jak ważna była to książka!

Obraz
Źródło zdjęć: © sxc.hu

Swoje wiekopomne dzieło wydała po raz pierwszy dokładnie 150 lat temu. Od razu osiągnęła sukces. Od 1860 roku aż do czasu II Wojny Światowej „365 obiadów” Lucyny Ćwierczakiewiczowej wznawiano ponad dwadzieścia razy. Dziś trudno nam sobie wyobrazić, jak ważna była to książka! Całe pokolenia polskich kobiet uczyły się na jej podstawie gotować i prowadzić „gospodarstwo domowe”.

„Obiady” stały na honorowym miejscu w prawie każdej polskiej kuchni. Wspominały je czule przez lata wszystkie babcie i ciotki w każdej rodzinie. O Ćwierczakiewiczowej ciepło wypowiadała się córka Iwaszkiewicza - Maria oraz spadkobierczyni słynnego cukiernika Małgorzata Blikle.

Pani Lucyna przez dziesiątki lat zdominowała rodzimy jadłospis. Gdy nastała siermiężna komuna, książki Ćwierczakiewiczowej straciły kompletnie rację bytu. Gotowano z nich jedynie w niektórych domach „z tradycjami”. Reszta gospodarstw przestawiła się na mniej wyrafinowaną „Kuchnię Polską”.

Dywagacje Ćwierczakiewiczowej straciły sens w PRL-u, czyli w kraju, w którym nie można było dostać tak podstawowych produktów jak szynka, cytryny, pomarańcze i czekolada. Pani Lucyna bowiem nie przebierała w środkach. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych. Raczej nie miała pojęcia o niskokalorycznej kuchni dietetycznej. Pewnie nie za bardzo zdawała sobie sprawę z tego, że istnieje takie „dziwactwo” jak wegetarianizm.

Rozprawiała więc z wielkim talentem o: pasztetach z raków, pierożkach z maderą, rozbratelu wiedeńskim, kotletach z mózgu cielęcego, czy o musie z szynki. Proponowała np. pulardę z sardelami, kaczki z parmezanem, kwiczoły w auszpiku na postumencie i żabki młode smażone. Polecała również trufle na świeżo, puree z kasztanów, suflet z kwaśnej śmietany i leguminę z cytrynowej kaszki.

Ćwierczakiewiczowa była niezwykle usystematyzowana. Sukces osiągnęła zapewne dlatego, że wyręczała gospodynie domowe w odpowiedzi na stare jak świat pytanie: „kochanie co dziś na obiad?”. Wpadła bowiem na genialny pomysł. Swoją książkę podzieliła na 12 głównych rozdziałów odpowiadających poszczególnym miesiącom roku. Każdy miesiąc podzieliła na odpowiednią liczbę dni.

Każdej dacie przyporządkowała konkretny obiad. Nie zapominała o postach, nowalijkach, sezonowych owocach, czy kiszonkach. W kwietniu pisała: „ponieważ do połowy tego miesiąca bywa często post, podaję przeto trzy obiady postne na tydzień”. W maju natomiast donosiła: „w tym miesiącu wiele produktów smak traci, a nowalii jeszcze nie ma. Szparagi są najlepsze”. Każda pani domu mogła dzięki Pani Lucynie przygotować jadłospis na co najmniej tydzień z góry.

Jak przypomniał Jerzy Majewski w swojej świetnej książce „Warszawa Nieodbudowana”, Lucyna Ćwierczakiewiczowa mieszkała w kamienicy przy ulicy Królewskiej 3 w Warszawie. Wystarczył tylko jeden rzut oka i od razu było wiadomo, że „ta Pani” na gotowaniu zna się świetnie. Pani Lucyna była bowiem ogromna! Po schodach schodziła pół godziny, tyłem, stopień po stopniu.

Z wejściem do mieszkania na piętrze miała spore problemy, tak więc do góry wnoszono ją na specjalnym krześle, które zawsze stało i czekało na parterze. Niosło ją dwóch silnych mężczyzn, a sama Ćwierczakiewiczowa nie dość, że się głośno awanturowała, to do tego nie chciała płacić tragarzom. Rzadko jednak wychodziła z mieszkania.

Całymi dniami gotowała i piekła z pomocą dwóch służących. Podobno uważała się za największą „doskonałość Warszawy”, a wszelkich wrogów tępiła bezlitośnie. Zmarła u szczytu swojej popularności w lutym 1901 roku. Warto przy tym dodać, że mimo ogromnej tuszy, w swoich tekstach prasowych promowała: ruch, gimnastykę, higienę i zdrową dietę...

Źródło artykułu: WP Kobieta
Wybrane dla Ciebie
"Zranią ją, jeśli spróbuje ściągnąć pierścionek". Tak mówił o byłej ukochanej
"Zranią ją, jeśli spróbuje ściągnąć pierścionek". Tak mówił o byłej ukochanej
Nie zbliżaj do miejsc intymnych. Ginekolożka odradza pod prysznicem
Nie zbliżaj do miejsc intymnych. Ginekolożka odradza pod prysznicem
Wiosną zmaga się z tym wiele kobiet. Tak pokonasz problem
Wiosną zmaga się z tym wiele kobiet. Tak pokonasz problem
To był "proces dekady". Tak dziś żyje Amber Heard
To był "proces dekady". Tak dziś żyje Amber Heard
Gdzie wyrzucić blister po lekach? Łatwo o błąd. Pułapek jest więcej
Gdzie wyrzucić blister po lekach? Łatwo o błąd. Pułapek jest więcej
Nawet 5 tys. zł kary. Tyle może kosztować wyrzucanie śmieci w lesie
Nawet 5 tys. zł kary. Tyle może kosztować wyrzucanie śmieci w lesie
Najgorsza pora na drzemkę dla seniora. Ryzyko śmierci wzrasta
Najgorsza pora na drzemkę dla seniora. Ryzyko śmierci wzrasta
Na kleszcze działa jak szlaban. Posadź przy płocie
Na kleszcze działa jak szlaban. Posadź przy płocie
Zakazane słowo w czasie rozmowy o podwyżce. Nic z tego nie będzie
Zakazane słowo w czasie rozmowy o podwyżce. Nic z tego nie będzie
Mąż zmarł nagle. "Nie umiem przeżyć"
Mąż zmarł nagle. "Nie umiem przeżyć"
Sukienka jak bielizna. Aktorka zachwyciła w "nagiej" kreacji
Sukienka jak bielizna. Aktorka zachwyciła w "nagiej" kreacji
Jej córka miała studniówkę. Tak wygląda 17-latka
Jej córka miała studniówkę. Tak wygląda 17-latka
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥