Trwa ładowanie...

Alkohol na rodzinnym stole. "Zapraszanie dziecka do podnoszenia toastu to uwodzenie dorosłością"

– U nas alkohol był na porządku dziennym: co imieniny, urodziny, o świętach nie wspominając, wjeżdżał na stół. Nienawidziłam tego – przyznaje Lena, której ojciec uważał, że "kieliszek szampana jeszcze nikomu nie zaszkodził", więc pozwalał się napić nawet swoim dorastającym dzieciom. – To dawanie trucizny własnemu dziecku – komentuje specjalista psychoterapii uzależnień Tomasz Wachowiak.
Share
Alkohol szkodzi dzieciom nawet w niewielkich ilościach
Alkohol szkodzi dzieciom nawet w niewielkich ilościachŹródło: Pexels
d4671co

W domu Leny, odkąd pamięta, alkohol był na porządku dziennym. – Przy byle okazji i pod byle pretekstem tata wyjmował kieliszki i otwierał wódkę. Często wpadał do nas wujek, jego brat, i pili razem. Mama też lubiła napić się piwa, tłumaczyła, że jest dobre na nerki – wspomina Lena.

Kobieta była nastolatką – mogła mieć z 13, 14 lat – kiedy tata "pozwolił jej zamoczyć usta w kieliszku". – Chciał mnie chyba w ten sposób zniechęcić do alkoholu i przyznaję, że mu się to udało – mówi Lena. Ta taktyka nie sprawdziła się jednak w przypadku jej brata. Ten do alkoholu nie tylko się nie zraził, lecz zaczął regularnie biesiadować z rodzicami.

– Jak skończył 18 lat, tata zaczął zapraszać go do stołu. Pili nawet w Wigilię, bo przecież "alkohol jest dobry na trawienie". Mama się nie sprzeciwiała. Nikt nie widział w tym nic złego. Zaczęło wychodzić na to, że to ze mną jest coś nie tak, bo nie piję – wspomina Lena.

d4671co

"Kultura picia u nas w rodzinie trzymała się mocno"

Alkoholu nigdy nie brakowało też w domu Martyny. Teoretycznie nikt nie był uzależniony. Praktycznie jednak żadna Wielkanoc, Boże Narodzenie czy inne święto nie mogło się obyć bez butelki wódki. – Kultura picia u nas w rodzinie trzymała się mocno. Puszka piwa czy kieliszek szampana w ogóle nie uchodziły za groźne – wspomina Martyna.

Najgorszy z narkotyków

"Napoje zawierające alkohol są ważną częścią polskich rytuałów i tradycji, towarzyszą naszym spotkaniom i kluczowym wydarzeniom. Bazujemy jednak często na mitach i stereotypach, które utrudniają nam bycie odpowiedzialnymi. Nie potrafimy też określić, ile czystego alkoholu zawiera dany napój w swoim standardowym naczyniu (i objętości)" – alarmują autorzy raportu "Czego Polacy o alkoholu nie wiedzą?".

d4671co

A jak mówi certyfikowany psychoterapeuta uzależnień Tomasz Wachowiak, twórca ośrodków Terapii Uzależnień "Forest" w Sępólnie Krajeńskim oraz "Borowikowa" w Bydgoszczy, każda ilość spożytego alkoholu pod wpływem metabolizmu zostaje zamieniona w organizmie na aldehyd octowy, czyli truciznę. – Pozwalanie własnemu dziecku na picie to podawanie trucizny młodemu, rozwijającemu się organizmowi –podkreśla.

Wachowiak odwołuje się do filmu Marka Koterskiego "Wszyscy jesteśmy Chrystusami", gdzie główny bohater-alkoholik przypomina sobie własnego ojca, który zrobił z synka bohatera, bo wręczył mu kieliszek i pozwolił się napić.

Dlatego według Tomasza Wachowiaka stawianie alkoholu na stole przy byle okazji, a zwłaszcza częstowanie nim dzieci – nawet 18-letnich czy niewiele starszych – to praktyka godna potępienia. – Alkohol jest najgorszym z narkotyków. W 99 proc. jest pierwszą substancją psychoaktywną, po którą sięgamy. Niestety, w naszym społeczeństwie panuje na to przyzwolenie. Uważa się, że picie w umiarze nie jest niczym złym. Ale umiar łatwo stracić. A im wcześniej się zaczyna, tym łatwiej można się wciągnąć i uzależnić. Takim praktykom mówię więc stanowcze "NIE".

"Zapraszanie dziecka do podnoszenia toastu to uwodzenie dorosłością"

Podobne zdanie ma dr n med. Andrzej Silczuk, kierownik Zakładu Profilaktyki i Leczenia Uzależnień Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. – Odpowiedzialne używanie alkoholu to prawdopodobnie druga, obok absolutnej abstynencji, najsilniejsza forma oddziaływania przeciw szkodom związanym z używaniem alkoholu i uzależnieniu się od niego. O ile wszelkie zasady dotyczące kultury odpowiedzialnego picia mają sens w zastosowaniu ich do osób dorosłych, o tyle młode osoby, zwłaszcza dzieci, należą do grup szczególnie narażonych na szkody i powinny być objęte nie tylko ustawowym zakazem, ale i moralnym brakiem przyzwolenia społecznego. Zapraszanie dziecka do podnoszenia toastu to uwodzenie dorosłością i prezentowanie zakazanego owocu – mówi Silczuk.

d4671co

Podkreśla przy tym, że "pełnoletność to nie jest dotknięcie czarodziejskiej różdżki i zmiana człowieka z niedoświadczonego na krytycznie doświadczonego".

Lepiej pić w domu?

Martyna pamięta jedną rzecz, którą kiedyś powiedział jej ojciec: "Wolę, żebyś napiła się przy mnie, niż piła poza domem, nie wiadomo co i nie wiadomo z kim". Dla terapeuty Tomasza Wachowiaka to słaby argument. – Odpowiedziałbym pytaniem na pytanie: a co jeśli dziecku się spodoba? Co, jeśli będzie chciało pić częściej, a nie tylko raz do roku, np. z okazji Sylwestra? Mam w ośrodku 16-latkę. Od 12. roku życia piła każdego dnia – opowiada.

Zdaniem Tomasza Wachowiaka podejście, jakie prezentuje ojciec Martyny, to pułapka. Podobnie jak przekonanie, że nie można się uzależnić od lampki szampana. – Młody człowiek ma taką naturę, że jeśli pod wpływem alkoholu dobrze się poczuje i zaszumi mu w głowie, będzie chciał więcej. Zacznie przesuwać granicę, a stąd krótka droga do uzależnienia – wyjaśnia. – Alkohol dostarcza nam dopaminy, czyli hormonu szczęścia. Pod jego wpływem uaktywniony zostaje ośrodek nagrody. Od tego uczucia można się łatwo uzależnić. Bo gdyby tak nie było, nikt nie wpadałby w nałóg, prawda? U uzależnionych pacjentów faktycznie obserwujemy, że są strasznie niecierpliwi, wszystko chcą mieć na już. Właśnie tak działają używki: alkohol oraz narkotyki.

d4671co

Dr Andrzej Silczuk dodaje, że dziecku trudno będzie odmówić takiej propozycji dorosłemu opiekunowi w obawie przed byciem niedocenionym, posądzonym o zdziecinnienie czy lękliwość. W przyszłości młody człowiek może nie odmówić przyjęcia alkoholu od innego dorosłego o znacznie mniej szczerych zamiarach (np. na dyskotece). – Używanie przez dziecko alkoholu w domu, w obecności i za przyzwoleniem rodzica, nie chroni go. Stwarza niebezpieczeństwo bezpośrednie (zatrucia alkoholem) i pośrednie (m.in. zbieranie doświadczeń na tle rówieśników, akceptacja celebrowania wydarzeń alkoholem). Jest również złamaniem obowiązującego w Polsce prawa – tłumaczy doktor.

Trzy fazy alkoholu

Tomasz Wachowiak zwraca uwagą na jeszcze jedną ważną kwestię. – Alkohol działa w trzech fazach. W pierwszej do mózgu płyną hormony szczęścia. Druga faza to kac, czyli moment, kiedy organizm nie nadąża usuwać trucizny. Pojawiają się takie objawy jak bóle głowy, osłabienie, drżenie rąk. I wreszcie trzecia faza, o której się nie mówi. Alkohol jest depresantem. Powoduje dołek psychiczny, obniżenie nastroju. Ludzie, którzy piją, nagle zaczynają czuć się gorzej, mają lęki. Nie łączą tego z alkoholem. Zastanawiają się, co zrobić, żeby się tak nie czuć. Oczywiście napić się. I wpadają w zaklęty krąg – wyjaśnia terapeuta.

Zobacz także: Najpopularniejsze imiona dla dzieci. Gwiazdy najczęściej wybierały klasyczne propozycje

Sprawdź: Pierre Cardin nie żyje. Co z olbrzymim majątkiem słynnego projektanta?

Imiona bohaterek zostały zmienione.

d4671co

Sylwester przed domem Jarosława Kaczyńskiego? Rzecznik KGP odpowiada

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d4671co

Podziel się opinią

Share
d4671co
d4671co