Modne spojrzenieChciała przedłużyć rzęsy. Nie skończyło się to dobrze

Chciała przedłużyć rzęsy. Nie skończyło się to dobrze

Na to warto zwrócić uwagę wybierając stylistkę rzęs
Na to warto zwrócić uwagę wybierając stylistkę rzęs
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Stanislaw Blachowicz

01.06.2023 14:20, aktual.: 02.04.2024 08:26

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Długie i gęste rzęsy to marzenie wielu kobiet, dlatego wiele korzysta z zabiegów przedłużania i zagęszczania. Niestety, jak pokazuje doświadczenie rozmówczyń Wirtualnej Polski, nie zawsze efekt spełnia oczekiwania, a konsekwencje nieudanego przedłużania rzęs mogą być poważne.

Katarzyna wybrała się do polecanej przez koleżanki z pracy stylistki. Jak przyznaje w rozmowie z WP Kobieta, jej znajome miały nieco inny gust niż ona, ale skusiła się słysząc o oszczędności czasu rano przed malowaniem. - Zresztą, powiedziałam na wizycie, że chciałabym tylko delikatnie zagęścić i podwinąć - mówi.

Stylistka poinformowała ją o tym, jak przebiega zabieg, upewniła się, że nie ma alergii, powiedziała kilka słów o pielęgnacji i zabrała się do pracy. - Czerwona lampka zapaliła mi się już przy ustalaniu długości, bo nie do końca reagowała na moje sugestie, tylko kiwała głową i mówiła "OK". Ale pomyślałam, że nie ma co dyskutować, skoro się na tym zna, niech robi – wspomina.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

- Trwało to dość długo, a gdy zobaczyłam efekt, o mało z tego fotela nie spadłam. Wyglądałam dosłownie jak żaba Monika, koleżanka Kulfona. Czułam się jak odbicie lustrzane moich koleżanek i samej pani stylistki – dodaje Katarzyna.

Gdy tylko wróciła do domu, natychmiast zapisała się na pierwszy wolny termin do innej kosmetyczki .

- I dobrze, bo już następnego dnia nie mogłam z nimi nic zrobić, tak się posklejały. Stylistka, która mnie przyjęła tylko wzięła oddech i powiedziała, że dobrze zrobiłam, że sama nie zaczęłam tego szarpać, bo uratujemy więcej. Udało się, a do tamtej już nawet nie poszłam z reklamacją, żeby jej więcej nie widzieć - podsumowuje.

Walka o naturalne rzęsy

Na przedłużanie rzęs przez uczącą się koleżankę zdecydowała się Karolina. Choć swoje naturalne rzęsy miała całkiem niezłe, dała się namówić.

- Pomyślałam, że w sumie, jak będą odrobinkę bardziej "podrasowane", to tylko lepiej. Niestety były ładne tylko przez chwilę - mówi w rozmowie z WP Kobieta.

Już wieczorem po zabiegu zaczęły ją delikatnie piec powieki i oczy, a z każdą godziną było coraz gorzej. Gdy zadzwoniła do koleżanki, która przedłużała jej rzęsy, usłyszała, że czasami tak się zdarza i jeśli do jutra nie przejdzie, to niech przyjdzie.

- Słyszałam jednak jakąś irytację w jej głosie, bo zadzwoniłam dość późno. Ze stresu zrobiłam - jak się potem dowiedziałam od innej kosmetyczki - najgorszą rzecz, jaką mogłam zrobić i ściągnęłam je sama, pocierając płynem do demakijażu. Okazało się po prostu, że dostałam uczulenia na klej, a nikt mi nie powiedział, że takie coś się może wydarzyć i co powinnam wtedy zrobić - wspomina Karolina, która później przez prawie rok walczyła o to, by wyrwane przez to naturalne rzęsy odrosły.

Poważniejszy problem

Z poważnymi konsekwencjami nieudanego zabiegu przedłużania i zagęszczania rzęs zetknęła się też Marta. Problem pojawił się, gdy jej zaufana stylistka wyjechała na urlop, a jej z powodu choroby wypadła umówiona wcześniej wizyta, więc postanowiła skorzystać z usług innej kosmetyczki.

- Sprawdzałam opinie, nie miała ich dużo, ale chciałam poprawić rzęsy. Zabieg przebiegł bez komplikacji, jednak po czasie zaczęły się problemy. Najpierw oczy mnie swędziały, więc pomyślałam, że to alergia, ale potem zaczerwienienie postępowało, pojawiła się ropa, a rzęsy zaczęły mi wypadać. Pomyślałam, że to może uczulenie na klej, ale prawda okazała się gorsza i po badaniach u okulisty okazało się, że to nużyca - mówi Marta.

- Wcześniej kontaktowałam się z kobietą, która przedłużała mi te rzęsy, obiecała oddzwonić, ale tego nie zrobiła. Powiedziała tylko, że uczulenie na klej miałabym od razu. Oczywiście nie jestem pewna, że zaraziłam się właśnie tam, ale to było jedyne nowe miejsce, w którym w tamtym czasie byłam. Moja stylistka powiedziała mi później, że być może ta kobieta nie zdezynfekowała odpowiednio narzędzi i po prostu nieświadomie mnie zaraziła, bo po chorobie miałam też osłabioną odporność - dodaje.

Leczenie trwało długo, ale udało się zapobiec rozprzestrzenieniu się pasożytów i choć od sytuacji minęły już dwa lata, Marta do dziś nie zdecydowała się na kolejny zabieg przedłużania rzęs.

Poszukiwanie kompromisu

Zofia Szewczyk, kosmetolożka i właścicielka gabinetu Klinika Szewczyk - Kosmetologia & DaySpa, w rozmowie z WP Kobieta przyznaje, że w ciągu kilku lat pracy w zawodzie spotkała się z wieloma różnymi sytuacjami, dzięki którym mogła się wiele nauczyć. Dlatego podkreśla, że nawet najbardziej doświadczona stylistka może popełnić błąd lub zetknąć się z zaskakującym lub odbiegającym od normy przypadkiem, o czym powinna pamiętać zarówno jedna, jak i druga strona.

- Nie zawsze też da się spełnić wszystkie oczekiwania klientki. Jeśli rzęsy są krótkie i np. osłabione, to nie zawsze da się doprowadzić do takiej gęstości i długości, o jakiej ktoś marzy. Warto przede wszystkim słuchać się nawzajem, aby efekt był nie tylko zadowalający, ale i bezpieczny - komentuje.

Na to warto zwrócić uwagę

Ekspertka zwraca uwagę na to, o czym warto pamiętać, decydując się na zabieg przedłużania rzęs i na co zwrócić uwagę przy wyborze stylisty lub stylistki.

- Po pierwsze, oprócz sprawdzenia opinii w internecie, warto po prostu rozejrzeć się po gabinecie i zobaczyć, czy jest czysto, czy narzędzia są dezynfekowane i sterylizowane, czy stylistka posiada jednorazowe komponenty zabiegowe – wylicza Zofia Szewczyk.

- Czasem śmieję się w rozmowach z klientkami, że jeśli przed stylizacją rzęs poczują zapach alkoholu, ale nie od stylisty, to dobrze, bo to znak, że narzędzia i ręce są odpowiednio zdezynfekowane - przyznaje. - Nie zawsze styliści lub stylistki mają świadomość, że sama dezynfekcja narzędzi może nie wystarczyć, a pasożyty, takie jak nużeniec, mogą przetrwać np. na pęsecie - dodaje.

Kompletny wywiad to podstawa

Kosmetolożka zaznacza też, że szczególnie podczas pierwszej wizyty, stylistka powinna zebrać kompletny wywiad od klientki i zapytać o stan zdrowia, alergie czy choroby, jak zespół policystycznych jajników, nadczynność lub niedoczynność tarczycy czy nawet zespół suchego oka.

Jak przyznaje - niektóre mogą spowodować, że zabieg nie przyniesie spodziewanych efektów.

Warto też sprawdzić kursy ukończone przez wybranego stylistę. - To również moja rada do samych stylistów, aby wybierać dobre, np. certyfikowane kursy, na których nacisk kładzie się nie tylko na technikę, ale i np. anatomię oka czy kwestie związane z wzrostem włosa i rzęs - wylicza ekspertka.

Odpowiednie produkty

Zofia Szewczyk podkreśla też, że zawsze można, a nawet powinno się zapytać stylistę o produkty, których używa. - Czy mają certyfikację unijną, czyli oznaczenie "CE", i numer zwykle z tyłu konkretnego opakowania. Niestety ratowałam już rzęsy klientki, której przyklejono je na zamówiony przez internet, tani klej. Nie było to łatwe - mówi.

Dodatkowo - jak stwierdza ekspertka - dobry stylista zdaje sobie sprawę, że nie wszystko da się przewidzieć i każdy organizm może zareagować np. na klej inaczej.

- Dobrego stylistę można poznać też w momencie kryzysowym. Powinien potrafić zachować zimną krew, jak np. w przypadku alergii, gdy nie tylko trzeba ściągnąć rzęsy, ale wiedzieć, kiedy konieczne jest skierowanie do lekarza. Dlatego też warto pracować na certyfikowanych materiałach, bo ze stuprocentową pewnością można podać lekarzowi skład produktu - podsumowuje Zofia Szewczyk.

Zapraszamy na grupę FB - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (22)
Zobacz także