Trwa ładowanie...
d29yfcx

Dorota Wellman żegna psa tak, że łzy cisną do oczu. "Był naszym strażnikiem i przyjacielem"

Od roku jestem w żałobie. W żałobie po psie. Znajomi mówią: weź następnego, tyle jest fajnych piesków w schroniskach, kolega proponuje szczeniaka. A ja nie mogę. Nie chcę zamienić jednej miłości na drugą. - pisze w felietonie dla "Wysokich Obcasów" Dorota Wellman. To, jak wspomina Barry'ego wzrusza do łez.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dorota Wellman żegna psa tak, że łzy cisną do oczu. "Był naszym strażnikiem i przyjacielem"
(Agencja Gazeta, Fot: Łukasz Krajewski)
d29yfcx

"Wyglądał jak puchaty miś z wielkimi uszami. Na spacerze siadał i oglądał samoloty na niebie. Tak się na nie gapił, że przewracał się na plecy." - opowiada o 15-letnim BarrymWellman. - Był mądrzejszy od wielu ludzi. Był naszym strażnikiem, naszym pocieszycielem i przyjacielem" - dodaje dziennikarka. I przytacza sytuacje, chwytające za gardło. Jak tę po operacji syna, kiedy pies nie opuszczał go na krok. Nie brakuje też kilku anegdot ze wspólnego życia. "Na spacerze siadał i oglądał samoloty na niebie. Tak się na nie gapił, że przewracał się na plecy.. "- czytamy.

Wellman nie ma wątpliwości, że ona i jej bliscy byli stadem zwierzęcia. Kiedy Barry zachorował, to stado ratowało go wszelkimi sposobami. "Nie udało się śmierci przechytrzyć. Zrozumieliśmy, że podtrzyywanie go na siłę przy żciu jest okropnie egoistyczne" - wyznaje dziennikarka. Pies zmarł i został skremowany w zwierzęcym krematorium. "Jego prochy rozsypaliśmy tam, gdzie najbardziej lubił biegać" - tłumaczy czytelnikom "WO". Na koniec ma pewną wiadomość. "Wszystkim tym, któkatują zwierzęta, zalepiają im mordki plastrem i topią, zostawiają w lesie, wyrzucają z samochodów, tym, którzy katują w transportach do rzeźni, tym, którzy podnieśli rękę na braci mniejszych, życzę wszystkiego najgorszego!" - kwituje.

Zobacz także:Meghan Markle dostała pierścionek! Kolejny królewski ślub może być blisko!

d29yfcx

Podziel się opinią

Share
d29yfcx
d29yfcx