Blisko ludziKazali się jej leczyć z oziębłości seksualnej u Freuda. Potem uratowała mu życie

Kazali się jej leczyć z oziębłości seksualnej u Freuda. Potem uratowała mu życie

Kazali się jej leczyć z oziębłości seksualnej u Freuda. Potem uratowała mu życie
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons CC0
Magdalena Drozdek

28.10.2016 13:38, aktual.: 28.10.2016 13:48

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

W życiu najbardziej kochała seks, pieski chow-chow i Zygmunta Freuda. Najpierw słynny psychoanalityk wyleczył ją z „oziębłości seksualnej”, potem ona uratowała go przed hitlerowskimi prześladowaniami. – Jeśli kiedyś ktoś będzie chciał nakręcić o mnie film, niech mówią o mnie jako ostatniej z linii Bonaparte. Reszta się nie liczy – mawiała Maria Bonaparte.

Na świat przyszła w wyjątkowo skomplikowanych okolicznościach. Dla jej rodziny liczyły się tylko pieniądze, dla których zrobiliby wszystko. Sztucznie aranżowane małżeństwo i poród na czas były tylko niewielką częścią ich życia.

Babka, co zabijała wzrokiem

Maria przyszła na świat w lipcu 1882 roku. Nie mogła mieć pojęcia, w jakiej rodzinie przyjdzie się jej wychowywać. Była jedyną córką księcia Rolanda Bonaparte, wnuka Lucjana, brata Napoleona I. Żonę Roland dostał od matki. Kobieta wybrała dla syna, wydawałoby się, idealną kandydatkę. Bogatą, z dobrego domu. Była dziedziczką kasyna w Monte Carlo, a na jej rachunku widniała niemała suma, bo 14 mln franków. W tamtych czasach to była jedna z najbardziej bajecznych fortun w Europie.

Matka Rolanda nie przewidziała jednak jednego – że arystokratka z milionami na koncie będzie miała problemy ze zdrowiem i to poważne. Marie-Felix Blanc walczyła z ostrą gruźlicą. Zaraz po ślubie zaczął się więc wyścig, by Marie zaszła jak najszybciej w ciążę.

Poród był dla niej zbyt wielkim wysiłkiem i kilka dni po urodzeniu córeczki zmarła. Roland, a szczególnie jego matka, nie byli pocieszeni. Marie nie zdążyła oficjalnie przepisać na nich swojego majątku. Pozbawiona matki dziewczynka trafiła pod opiekę despotycznej babki. Podobno była tyranem, lubiła wymierzać surowe kary, a wnuczkę trzymała pod kluczem w podparyskim St. Cloud. Maria dorastała w towarzystwie swojej pielęgniarki i guwernantek. Pracownicy rezydencji nieustannie plotkowali, że to właśnie seniorka zamordowała swoją synową – jedni twierdzili, że despotyzmem, inni, że bardziej tradycyjnie posłużyła się trucizną.

Maria Bonaparte spędziła więc większość dzieciństwa pod kloszem, a w dodatku z przekonaniem, że i ona jest poważnie chora, jak matka, więc nie ma co w świat się pchać. A gdy po latach zapragnęła studiować – babka mówiła jej, że jako księżniczka musi się jedynie dobrze prezentować. Nauka nie jest dla elity. Dziewczyna szybko nabawiła się neurozy i licznych fobii. Jedną rozrywką było dla niej pisanie i czytanie kryminałów. Zbrodnie fascynowały ją do tego stopnia, że codziennie męczyły ją koszmary. Później będzie je analizować razem z Freudem.

Jak przystojny wiking wolał swojego wuja

Miała 16 lat, kiedy pierwszy raz zakochała się tak na poważnie. Oczarował ją dużo starszy Antoine Leandri. Korsykanin, nomen omen żonaty, rozbudził w niej kobiecość. Babka musiała zauważyć we wnuczce zmiany, bo od razu postanowiła interweniować. Nie wyobrażała sobie, że Maria będzie pokazywać się u boku starszego, więc dziewczynę oszpecała. Ścinała jej włosy, a garderobę wyposażyła w same łachmany.

Seniorka nie zniosła jednak protestów nastolatki. Odpuściła, a Maria mogła cieszyć się swoją pierwszą miłością. Jak się okazało, niedługo. Antoine, który pracował dla jej ojca, został zwolniony. By zemścić się na Ronaldzie, szantażował księżniczkę ujawnieniem jej miłosnych listów. Bonaparte, którego i tak nie lubią w towarzystwie, nie chciał wywoływać niepotrzebnego skandalu. Szantażystom wypłacił ugodę, a córkę od tego czasu pilnował.

Wreszcie znalazł córce prawdziwego księcia z bajki. Poznał ją z 13 lat starszym księciem Jerzym, z duńskiej i greckiej rodziny królewskiej. Przystojny wiking zrobił na Marii ogromne wrażenie, ale dziewczyna czuła, że nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Szybko okazało się, że Jerzy jej nie kocha. Nie chciała rzucać dla niego Paryża, ale nie mogła zawieść ojca. W listopadzie 1907 roku odbyło się więc huczne wesele.

Podczas nocy poślubnej Jerzy miał powiedzieć Marii: „nienawidzę tego tak samo, jak ty. Ale to konieczne, jeśli chce się mieć dzieci”. O ile takich historii w rodzinach królewskich było wiele, to pewnie rzadko zdarzało się, żeby potomek królów od własnej żony wolał swojego wuja. Prawdziwą miłością Jerzego miał być bowiem książę Waldemar (żonaty).

Maria w swoich pamiętnikach pisała, że żyła praktycznie w czworokącie. Mimo wszystko z Jerzym doczekała się dwójki dzieci.

Obraz
© Wikimedia Commons CC0

Wyleczyć tę oziębłość

Kiedy Jerzy wyjeżdżał, Maria uciekała do swoich kochanków. Jednym z nich był Rudolph Loewenstein, uczeń Zygmunta Freuda. To dzięki Rudolphowi poznała tajniki psychoanalizy. Zanim jednak spotkała się z jego mistrzem, zaangażowała się w pomoc ofiarom pierwszej wojny światowej. Zakładała statki-szpitale i morskie ambulanse. Była niezwykle aktywna, ale znajdowała też czas na kolejne romanse. Jednak żaden kochanek nie potrafił zostać przy niej na dłużej. Żaden nie potrafił wyleczyć Marii z „oziębłości seksualnej”, jak sama to opisywała.

Prawie 40-letnia Maria stała się wtedy prekursorką badań nad kobiecymi narządami. Poświęciła lata na to, by badać łechtaczki. Zainteresowania przeradziły się w prawdziwą obsesję. Umarł jej ojciec, a ona poddawała się kolejnym operacjom plastycznym. Ze strachu przed odrzuceniem skorygowała m.in. nos i piersi.

W latach 20. zdesperowana księżniczka próbowała dostać się na wizyty u Freuda. Naukowiec fizycznie nie miał siły na tyle dodatkowych sesji, ale był tak zafascynowany Marią, że przyjął ją do swojego gabinetu.

Maria i Zygmunt zostali najlepszymi przyjaciółmi. Wspierała go w walce z rakiem, przywoziła mu antyki z Grecji, opowiadali sobie o zaletach rasy chow-chow. On z kolei uczynił z niej swojego zaufanego współpracownika. Freud mówił o niej, jako „demonie energii”. Maria dostała za to przezwisko „Freud powiedział” od członków Francuskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego.

W roku 1938 uratowała Freuda i jego rodzinę przed prześladowaniami hitlerowskimi, pomagając im w ucieczce z przyłączonego do Wielkiej Rzeszy Niemieckiej Wiednia. Zapłaciła za badacza tzw. „Reichsfluchtsteuer”, czyli „podatek od ucieczki z Rzeszy”. Zanim jednak się to stało, szykanowany i prześladowany Freud musiał podpisać oświadczenie, że był w kraju dobrze traktowany.

- Gestapo gorąco polecam każdemu – napisał w oficjalnym liście i ruszył z rodziną do Paryża, do domu księżniczki.

Freud nie był jednym uratowanym przez Marię. Udało się jej wyciągnąć z Wiednia 200 innych Żydów. Do końca życia jednak dręczyły ją wyrzuty sumienia, bo w mieście zostały cztery siostry psychoanalityka. Zginęły w obozach koncentracyjnych.

Co działo się potem z Marią? Wojnę spędziła w Afryce Południowej, o tym, że Freud zmarł, dowiedziała się z radia. Po powrocie do kraju stara się kontynuować dzieło mistrza. Podczas koronacji Elżbiety II, znudzona Maria zaproponowała stojącemu obok niej Francois Mitterrandowi szybką psychoanalizę.

Maria Bonaparte zmarła w 1962 roku na białaczkę. Pochowano ją w Atenach, tuż obok wcale nie kochanego męża.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (55)
Zobacz także