Blisko ludziMówią o niej, że jest morderczynią i konfidentką. Ona twierdzi, że walczy o prawdę

Mówią o niej, że jest morderczynią i konfidentką. Ona twierdzi, że walczy o prawdę

Mówią o niej, że jest morderczynią i konfidentką. Ona twierdzi, że walczy o prawdę
Źródło zdjęć: © PAP

01.12.2016 16:05, aktual.: 01.12.2016 18:39

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

- Czy żałuję, że biegłam za nieobiektywną dziennikarką TVP? Nie, nie żałuję. Niezależnie od nagonki w mediach i tego co piszą na portalach spytałabym Ewę Bugałę jeszcze raz dlaczego przeinacza fakty i manipuluje. A mówić o mnie można wszystko- mówi Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka Nowoczesnej.

Zacznijmy od faktów. Posłanka Nowoczesnej, Joanna Scheuring–Wielgus zaczepiła w Sejmie dziennikarkę TVP Ewę Bugałę. „Redaktor Ewa Bugała zwykle nagrywa nas, dziś my nagraliśmy ją” napisała później na Twitterze Scheuring - Wielgus. Dołączyła też filmik, na którym prosi dziennikarkę o to, żeby wypowiedziała się na temat manipulowania informacjami w mediach publicznych. Bugała uciekła. Scheuring nie odpuszczała, szła za nią i prosiła: ale dlaczego nie chce pani tego zrobić. Filmik stał się hitem. Pojawiło się mnóstwo komentarzy krytykujących posłankę. Również te w stylu: brzydka Wielgus atakuje ładną Bugałę.

Bolą panią te uwagi?

- Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie, że ktoś krytykuje mój wygląd. Mam partnera, trzech synów. Przyzwyczaiłam się do hejtu. Jestem Niemką, więc nie powinnam zajmować się polityką, jestem morderczynią, konfidentką, przypominam Hitlera. Szkoda mi ciągle tłumaczyć, że nazwisko mam po mężu, który zginął w wypadku samochodowym, a drugie nazwisko mam po obecnym partnerze, z którym mam dwóch synów. Jestem zła i nie widzę nic zdrożnego w moim postępowaniu.

Nie czuje się pani winna, że biegła za dziennikarką?
Pani Ewa Bugała, czołowa dziennikarka TVP praktycznie nie funkcjonuje w Sejmie na Wiejskiej. Nie robi wywiadów z posłami różnych ugrupowań. Reportaże, które przygotowuje, na przykład, na temat Nowoczesnej powstają nie wiadomo z jakich źródeł.
Wczoraj wreszcie pojawiła się w Sejmie. Miejsce miała wyjątkowe, bo dziennikarze TVP jako jedyni mogą wejść na audytorium, miejsce na środku sali sejmowej skąd można bez problemu filmować opozycję.

Jako jedyni?
Żadna inna telewizja w Polsce już dzisiaj tego nie może. Tak więc mamy media równe i równiejsze i chyba wszyscy powinni się do tego przyzwyczaić. Ja jednak przyzwyczaić się do tego nie mogę. Zawsze chciałam spytać panią redaktor Bugałę, jak można tak pracować.

To znaczy?
Wywodzę się z NGO-sów, chciałam, żeby pani Ewa Bugała przeprosiła za swoje zmanipulowane materiały o organizacjach pozarządowych. Chciałam jej wytłumaczyć, jak to funkcjonuje. Ona spytała tylko: ale po co? No pewnie, po co. Współpracuję z różnymi dziennikarzami, żaden z nich nie może powiedzieć, że jestem agresywna i niemiła. Ale kłamstw znieść nie mogę. Przepraszam, ale mnie to zawstydza. Dziennikarz uciekający przed politykiem? Dlaczego ją w ogóle nie interesuje to, co ma do powiedzenia druga strona. Ja, na przykład, nie uciekłam wczoraj z telewizji publicznej, choć zostałam zaproszono rano, żeby porozmawiać na temat zgromadzeń. Na taką rozmowę się zgodziłam.

Ale rozmowa była inna?
Tak. Przyszłam, robili mi makijaż, a w słuchawce słuchałam materiału szkalującego Nowoczesną. Oczywiście materiału zrobionego przez panią Ewę Bugałę. Mówiono, że Nowoczesna się sypie, ma problemy, a ja zachowuję się agresywnie. Świetnie. Cały absurd polega jednak na tym, że materiał robiła ta sama dziennikarka, która przede mną uciekła. Naprawdę nie było w całej telewizji jednego obiektywnego dziennikarza. Czy ja jestem w świecie Kafki? Rozmowy o zgromadzeniach nie było. Tematem spotkania było moje agresywne zachowanie.

Złości to panią?
Twarda ze mnie kobieta, nie mogę więc mówić o złości, bardziej o niedowierzaniu. Telewizja publiczna jest tubą propagandową PIS-u. Trzeba mówić o tym głośno. Ja się nie godzę na takie media publiczne. Taki przykład. Redaktor Bugała robi materiał, w którym pada stwierdzenie, że organizacje pozarządowe dostają pieniądze od państwa. Dostają? Naprawdę?! Biorą udział w konkursach, które są organizowane w poszczególnych departamentach. Każda organizacja pisze wniosek, ustala budżet, trzeba się dostosować do wszystkich reguł, które są w regulaminie. Potem czeka się na wyniki. Jak ja startowałam w konkursach mogłam zgłosić 20 wniosków, dostawałam na 3.
Pieniądze to dostała Fundacja Republikańska na początku zeszłego roku. 174 tysiące, tak zdecydował minister Gliński. Po co te pieniądze? Na zrobienie audytu w instytucjach kultury w Polsce. A Fundacja Elbanowskich? W marcu ogłoszono konkurs na konsultację, konkurs już ktoś wygrał. Co zrobiła pani minister Zalewska? Wycofała konkurs. Po prostu powiedziała, że jest nieważny. Zorganizowała nowy, gdzie wystartowała fundacja Elbanowskich. Elbanowscy wygrali jednym punktem, bo rzekomo mieli większe doświadczenie. Dostali 2,5 miliona na zorganizowanie konsultacji w sprawie edukacji. Pytanie: kiedy odbyły się konsultacje, jak zostały wydane pieniądze. Przecież my już ponoć jesteśmy po konsultacjach. Obradujemy nad ustawą oświatową, gdzie więc są te pieniądze? Cisza, nie wiadomo.

I druga rzecz, która mnie denerwuje w przekazach pani Ewy Bugały o koniugacjach rodzinnych, kto jest powiązany z kim w organizacjach pozarządowych. Może niech telewizja publiczna zastanowi się co wygaduje i co dzieje się u nich. W organizacjach pozarządowych pracują eksperci i pasjonaci. W odróżnieniu od tych, którzy pracują w TVP. Więc jeśli ktoś mnie spyta czy żałuję swojego zachowania, odpowiem: nie, nie żałuję. Dziś zrobiłabym to samo.

Jest pani zazwyczaj nerwowa? Na tym filmie widać było, że puściły pani nerwy.
Naprawdę? Nie mam takiego wrażenia. Po prostu poważnie traktuję pracę. Ale wracam do domu i mam swój świat. Najbardziej obchodzi mnie jak było w szkole u mojego jedenastoletniego o syna, i czy młodszy siedmiolatek czuje się dobrze.

Próbuję skontaktować się z Ewą Bugałą. Jedna z osób pracujących w TVP: Tu nikt nie może rozmawiać z mediami. Anonimowo mogę powiedzieć, że nie dziwię się posłance Wielgus. Sama po prostu nie mogę patrzeć na to, co wyczynia Bugała. Młoda laska, kiedyś podrzędna dziennikarka TVP, dziś gwiazda, bo jako jedna z nielicznych wypełnia polecenia góry. W TVP zawsze były rotacje, ale takich rzeczy nie było. To, że ludzie boją się cokolwiek powiedzieć, donoszą na siebie wzajemnie. Nie ma mowy o prawdziwym dziennikarstwie. Myślę, że to wkurza wszystkich.
Inna pracownica TVP, aktualnie na wypowiedzeniu: - Można różnie oceniać zachowanie posłanki Nowoczesnej, ale w jednym ona ma rację na pewno - materiały robione przez Bugałę to manipulacja.
Marzena Paczuska, szefowa "Wiadomości". – Nie mam się zamiaru wypowiadać na temat tej sprawy. Mój zespół niczego się nie boi. To świetny zespół. Świetny i profesjonalny. Ktoś bzdury pani opowiada. Nie, nie pomogę się pani skontaktować z Ewą Bugałą. Żaden pracownik TVP nie może wypowiadać się w mediach.
Ewa Bugała telefonu nie odebrała.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (639)
Zobacz także