Przeprowadziła się do Niemiec. Na początku nie wiedziała, co kupić w sklepie

Aneta od kilku lat mieszka w Stuttgarcie. Studiuje elektrotechnikę w systemie dualnym. W rozmowie z WP Kobieta mówi o zaletach łączenia studiów i pracy, chwali swojego pracodawcę i zdradza, za co uwielbia język niemiecki..

Przeprowadziła się do Niemiec. Na początku nie wiedziała, co kupić w sklepieAneta znalazła dom u naszych sąsiadów
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
268

Justyna Sokołowska, WP Kobieta: Dlaczego zdecydowałaś się na przeprowadzkę do Stuttgartu, gdzie mieszkasz już od czterech lat?

To przypadek właściwie zadecydował, że znalazłam się w Niemczech. Dom Kultury, do którego chodziłam na lekcje śpiewu, organizował wymianę młodzieży. Okazało się, że na 3 dni przed wyjazdem ktoś się pochorował i szukano kogoś w zastępstwie na jego miejsce. I tym oto sposobem znalazłam się w Stuttgarcie. Miasto od razu mi się spodobało, wtedy jeszcze, spędzając w nim tylko kilka dni, widziałam wszystko przez różowe okulary. Wtedy też zakiełkował pomysł, żeby przeprowadzić się do Niemiec.

Zawsze miałam zainteresowania techniczne, a o Niemczech mówiło się, że to jest dobry kraj dla inżynierów i inżynierek. Mam też znajomą, która wcześniej też przyjechała tu studiować i bardzo sobie ten wybór chwaliła. Dodatkowo Niemcy nie są aż tak daleko i stąd można przyjeżdżać w rodzinne strony częściej niż raz na rok na święta. Nie chciałam się wyprowadzać z Polski do zbyt dalekiego kraju.

Z jakimi wyzwaniami musiałaś zmierzyć się po przeprowadzce do Niemiec?

Pierwsze zakupy w supermarkecie spowodowały trochę niepokoju ze względu na marki produktów, które nic mi nie mówiły. Nie wiedziałam na początku, co w ogóle kupować, co jest dobre. Sytuacja wymagała też dużej samodzielności, bo przeprowadziłam się zaraz po maturze i to 1000 kilometrów od domu. Moje wyzwania były więc typowymi wyzwaniami każdej osoby, która musi się nagle sama o siebie zatroszczyć. Przełamanie się językowe też nie było łatwe. W głowie miałam barierę, bo wtedy jeszcze nie mówiłam w tym języku płynnie.

Czym się zajmowałaś tuż po przeprowadzce?

Przeprowadziłam się w ramach wolontariatu europejskiego, które po niemieckiej stronie organizowało centrum młodzieżowe Kinder-und Jugendhaus Stammheim. Tam też pracowałam przez pierwszy rok mojego pobytu w Niemczech. To miejsce, które jest czymś na zasadzie świetlic środowiskowych, miejsce spędzania wolnego czasu po szkole, przyjazne dzieciom. Jest tu bilard, gry planszowe, stół to tenisa, możliwość grania w koszykówkę. Zdarzyło mi się nawet dzieciom ze szkoły podstawowej zorganizować zajęcia z polskiej kuchni, kiedy robiliśmy wspólnie pierogi.

Miałam z tym dużo stresu, bo dzieci było trzydzieścioro i nie byłam pewna, czy sobie z nimi poradzę i ich zainteresuję. Okazało się, że jednak zabawa w lepienie polskich pierogów przypadła im do gustu. Dodatkowo dzieci pytały mnie, jak to jest w Polsce, jak jest w polskiej szkole, były tego ciekawe. Raz w roku w czasie ferii Jugendhaus zamienia się w małe miasto. Dzieci przychodzą tu niby do pracy, za którą dostają wypłatę i mogą sobie coś kupić na jakimś stoisku. To jest taka praca, która tak naprawdę jest zabawą w dorosłe życie, jest też wybierany burmistrz. Ponieważ jest to centrum młodzieżowe i organizuje wymiany nie tylko z Polską, raz nawet pojechałam z grupą niemiecką do Cardiff.

To był zatem rok pełny atrakcji.

Tak, ale też lekcja odpowiedzialności. Zwłaszcza, że opiekowaliśmy się dziećmi, a nie wszystkie z nich dostawały tyle uwagi w domu, ile powinny. To miejsce miało za zadanie dać im takie poczucie bezpieczeństwa, gwarancję, że miło spędzą czas, pobawią się fajnymi zabawkami, będą mieć z kim pogadać, z inną dorosłą osobą.

Było trochę trudnych sytuacji, bo nie byłam jednak przygotowana do pracy z dziećmi i w niektórych momentach po prostu nie wiedziałam, co mam zrobić, żeby dana osoba się mnie posłuchała. W takich jednak momentach na szczęście pomagali stali, wykwalifikowani pracownicy, których prosiłam o radę. W grupie mieliśmy oprócz niemieckich dzieci, także kilkoro kurdyjskich. Zdarzało się, że organizowaliśmy też zajęcia dla dzieci imigrantów z Syrii. Tak więc była to dosyć zróżnicowana kulturowo grupa.

Czy stanowiło to dla ciebie wyzwanie?

Tak, po pierwsze miałam wyzwanie językowe. Rozmawiając z osobą dorosłą, kiedy zapomniałam jakiegoś słowa po niemiecku, mogłam powiedzieć je po angielsku i mogliśmy się dogadać. Natomiast w rozmowie z 8-letnim dzieckiem trzeba się jednak było wysilić i mówić po niemiecku. Po drugie, to była też dla mnie możliwość rozwoju umiejętności miękkich, odważenia się mówienia w języku obcym do grupy 30 dzieci, samodzielnego zorganizowania i poprowadzenia zajęć.

Teraz studiujesz elektrotechnikę w systemie dualnym. Wyjaśnij, jak w praktyce wyglądają takie studia?

To jest forma studiów łącząca praktykę i teorię. Czas studiowania jest podzielony na fazy, teoretyczne i praktyczne. Każda z nich trwa około 3 miesiące. Podczas fazy teoretycznej odbywają się zajęcia na uczelni, w mniejszych grupach niż jest to zazwyczaj w Polsce, a podczas fazy praktycznej opracowujemy projekty dla danej firmy, które potem opisujemy pracy naukowej podlegającej ocenie. Ja jestem zatrudniona na stanowisku studentki dualnej w firmie zajmującej się produkcją komponentów elektronicznych. W związku z tym nie mam ferii, mam natomiast urlop i dostaję comiesięczne wynagrodzenie, które pozwala mi się tutaj utrzymać.

A jak oceniasz pracę w tej firmie?

Mam tylko pozytywne doświadczenia. Czuję się naprawdę zaopiekowana, mam miłego szefa. W pracy odbywają się dość regularne spotkania, kiedy szef informuje nas o tym, jaka jest sytuacja w firmie. Dzięki temu jestem dobrze poinformowana i mam poczucie, że jestem częścią całości, wspólnoty, która ma ten sam cel i na niego razem pracuje.

Czy po skończeniu studiów chciałabyś zostać w Niemczech i tu pracować?

Taki jest plan. Studia dualne mają taką zaletę, że często jest się przejmowanym przez firmy, w której się pracowało będąc studentem. Na razie zostanę więc w tej firmie. Jest to o tyle wygodne, że nie muszę po skończeniu studiów od razu szukać pracy i wysyłać CV, tylko mam pewne stanowisko. Natomiast jak się życie potoczy, to zobaczymy. W każdym razie nie mam zamiaru od razu po studiach inżynierskich rozpoczynać studiów magisterskich, rozglądam się na razie.

Uwielbiasz język niemiecki, a swój profil na Instagramie nazwałaś przekornie „Po szwabsku”. Co cię w tym języku tak fascynuje?

Moja miłość do języka niemieckiego nie była miłością od pierwszego wejrzenia. Potem dopiero zaczęłam doceniać go za to, jaki jest precyzyjny, logiczny, jak pięknie można w nim tworzyć słowa i z wielu słów stworzyć jedno. Jeśli zna się pojedyncze słowa, z których ten długi wyraz jest złożony, to można logicznie wydedukować, co on oznacza. Dzięki temu wychodzą czasem piękne, poetyckie słowa, jak np. Zweisamkeit, czyli połączenie słów „zwei” (co znaczy dwa) i „Einsamkeit” (samotność). To jest określenie stanu, kiedy jest się we dwoje, takie wspólne, harmonijne bycie razem. W polskim czy innym języku trzeba by było powiedzieć całe zdanie, żeby określić ten stan, a w języku niemieckim jest jeden wyraz. Dodatkowo szwabski to tak naprawdę jeden z dialektów języka niemieckiego, którym posługują się mieszkańcy Szwabii (gdzie mieszkam). Chciałabym to słowo odczarować.

A co cię zaskoczyło w codziennym życiu w Stuttgarcie?

Szukając mieszkania, zauważyłam, że w 95 proc. mieszkań są metalowe rolety zaciemniające okna. Poza tym trudno tu znaleźć mieszkanie do wynajęcia w rozsądnej cenie, ponieważ jest większy popyt niż podaż. Pewne jest, że kiedy napiszesz wiadomości do wynajmujących, to na ponad 90 proc. tych maili w ogóle nie dostaniesz odpowiedzi. Często też zdarza się, że jak się uda w końcu ustalić termin oglądania mieszkania, to trudno zostać wybranym, bo tak naprawdę to właściciel wybiera, komu wynajmie swoje mieszkanie. Trochę dziwne uczucie, kiedy musisz o sobie opowiadać, że jesteś spokojna, niekłopotliwa itp., by przekonać go do wynajęcia tobie mieszkania. Na szczęście ten proces mam już za sobą i aktualnie mam gdzie mieszkać.

Czy czujesz się tutaj jak w domu?

Niemcy w tym regionie nie są zbyt skorzy do nawiązywania nowych znajomości, zachowują się z rezerwą i trzeba trochę się postarać, żeby się do nich zbliżyć. Początki nie były więc najłatwiejsze. Poza tym czasem miewam takie momenty, kiedy idę ulicą i nagle dopada mnie dziwne wrażenie, że jednak to nie jest miasto, w którym dorastałam. Ale to są naprawdę krótkie momenty i generalnie już teraz czuję się tutaj jak w domu.

#Wszechmocne. Spełnione i niezależne. Nowa akcja WP Kobieta

Źródło artykułu: WP Kobieta

Wybrane dla Ciebie

Posadź pod drzewkami. Kleszcze i krety pójdą precz
Posadź pod drzewkami. Kleszcze i krety pójdą precz
Wetrzyj w pnie jak najszybciej. Mszyce już nie zaatakują
Wetrzyj w pnie jak najszybciej. Mszyce już nie zaatakują
"Wyciągnie" pryszcze w jedną noc. Hit z apteki za 5 zł
"Wyciągnie" pryszcze w jedną noc. Hit z apteki za 5 zł
Wysiej zamiast trawy. Patent Popielarskiej już jest hitem
Wysiej zamiast trawy. Patent Popielarskiej już jest hitem
Mało kto dodaje do sernika. Wystarczy 1,5 łyżki
Mało kto dodaje do sernika. Wystarczy 1,5 łyżki
Jest trzeźwym alkoholikiem. "Chciałem przestać pić, a nie mogłem"
Jest trzeźwym alkoholikiem. "Chciałem przestać pić, a nie mogłem"
Spowiedź będzie nieważna. "Ludzie ściągają na siebie gniew Boga"
Spowiedź będzie nieważna. "Ludzie ściągają na siebie gniew Boga"
"Niemal codziennie płakałam". Straszne, za co ją prześladowano w szkole
"Niemal codziennie płakałam". Straszne, za co ją prześladowano w szkole
Nielegalna roślina w Polsce. Nie wypłacisz się, jeśli zasadzisz
Nielegalna roślina w Polsce. Nie wypłacisz się, jeśli zasadzisz
Grała Mariolkę w "Kiepskich". Oto jak teraz wygląda
Grała Mariolkę w "Kiepskich". Oto jak teraz wygląda
Kubicka wygląda perfekcyjnie. Wskoczyła w "powycinaną" sukienkę
Kubicka wygląda perfekcyjnie. Wskoczyła w "powycinaną" sukienkę
Genialny patent na obieranie jajek. Skorupka odejdzie w mig
Genialny patent na obieranie jajek. Skorupka odejdzie w mig