Blisko ludziTam, dokąd proboszcz nie chadza. Miejscowi wiedzą, że pielgrzym lubi się bawić

Tam, dokąd proboszcz nie chadza. Miejscowi wiedzą, że pielgrzym lubi się bawić

Tam, dokąd proboszcz nie chadza. Miejscowi wiedzą, że pielgrzym lubi się bawić
Źródło zdjęć: © 123RF

14.08.2017 13:10, aktual.: 14.08.2017 13:22

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

– Tego, co dzieje się po oficjalnej, "rozmodlonej" części goszczenia pielgrzymów, nikogo nie interesuje. Dopóki nie ma skandalu – mówi młoda kobieta, przez której wioskę każdego roku przechodzą pielgrzymi. Śpiewają, modlą się, a po zmroku - imprezują. Kobieta nie ma zamiaru nikogo oceniać. Są wakacje i to normalne, że ludzie chcą trochę odetchnąć. Mieszkankę "pielgrzymkowej" miejscowości bardziej denerwuje coś zupełnie innego.

Coś dla ducha…
Sam środek Polski, okolice Włocławka, malutka miejscowość, w której życie toczy się powoli i bez większych zawirowań. Wyjątkiem jest tych kilka dni na początku sierpnia, kiedy wieś zapełnia się ludźmi o nieznanych twarzach, gwarnie śpiewających religijne pieśni i chętnie rozmawiających z miejscowymi, po prostu - pielgrzymującymi. Przez miejscowość, w której mieszka moja rozmówczyni, pielgrzymek przeszło w tym roku kilka. – Na pewno nocowała ta z parafii w Gniewkowie. Przechodziła też taka z diecezji toruńskiej i chyba Inowrocław – wymienia pani Marzena.

Pani Marzena mówi o sobie - kobieta niezależna. Bez dzieci, za to z wielkim psem, żyjąca tak, jak chce. – Lubię ludzi, chociaż uchodzę tu pewnie za dziwaczkę – śmieje się. Pisze książki, a ponieważ w jej wsi mało się czyta, miejscowi odnoszą się do niej z pewnym zdziwieniem. – Tyle tutaj funkcjonuje jeszcze średniowiecznych zasad i przesądów, zdziwiłabyś się – mówi mi. Na dowód, opowiada anegdotkę.

– Idę z psem w godzinach południowych obok miejscowych sklepów. Spotykam staruszka. Grzecznie mówię mu "dzień dobry", on odpowiada, równie grzecznie, po czym dodaje: "Dobrego ma pani męża, że tak sobie spaceruje w południe, zamiast obiad gotować, jak wszystkie" – śmieje się. I wyjaśnia, że to nie złośliwość, tutaj tak po prostu jest.

Pielgrzymującym przygląda się z pozycji obserwatora. – Lokalni mieszkańcy lubią pielgrzymki. To ciekawostka, rodzaj rozrywki w takich małych, sennych miejscowościach. Okazja do poznania nowych osób, spędzania wspólnego czasu na zbiorowej modlitwie z całą rodziną na świeżym powietrzu – wylicza korzyści.

Do ubiegłego roku spali w budynku pierwszego, prowizorycznego kościoła, czy też "starego baraku", jak nazywa go pani Marzena, który stał naprzeciwko tego oficjalnego. Każdego roku pielgrzymi są też goszczeni u tych samych rodzin, jednak zawsze jest to za mało, dlatego przybysze chodzą i pytają miejscowych o możliwość noclegu. A ponieważ w okolicy przeważają domki jednorodzinne, miejsca jest pod dostatkiem - po porostu nie każdy ma ochotę przyjmować pod dach obcych.

…i coś dla ciała
W tej miejscowości kościół otacza duży trawnik, na którym każdego roku zbierają się pielgrzymi. Już wcześniej przygotowuje się dla nich ławki, a gdy przybędą, ktoś z miejscowych rozpala palenisko. Do przybyszy często przyłączają się miejscowe rodziny z dziećmi i młodzież. Pani Marzena do niech nie dołącza, ale niosące się po okolicy religijne piosenki, modlitwy i klaskanie słyszy do godziny 22. – To, co dzieje się po zapadnięciu ciszy nocnej, stanowi nieformalny punkt programu i nikt się tym nie oburza – wyjaśnia kobieta.

– W końcu pielgrzymują ludzie dorośli, którzy mają prawo decydować o tym, co robią w tym czasie. Może to nie tylko czas na modlitwę, ale i na pogrzeszenie, z dala od domu i codziennych obowiązków? Nie wiem. Nie oceniam. Przyglądam się temu tak samo, jak innym miejscowym imprezom – mówi pani Marzena.

A co takiego się dzieje? Nic nadzwyczajnego, młodzież po prostu się bawi, bo prawdziwa impreza rozpoczyna się tu po 22. – Mieszkamy blisko, pod kościołem jest gminna droga i łąki, na których odbywają się "nieformalne" imprezy integracyjne. W ubiegłym roku z tyłu naszej działki ktoś uprawiał seks. Rano walały się tam zużyte prezerwatywy, butelki po piwie i chusteczki. Wynika to pewnie z tego, że z tyłu kościoła jest naprawdę "zacisznie"… – zastanawia się.
Miejscowi o wszystkim wiedzą, ale dopóki "nie ma skandalu" - a nie ma, gwarantuje to noc i ustronne miejsca - nikt takich rzeczy nie komentuje. No, może w formie żartu.

Tam, gdzie proboszcz nie chadza
W miejscowości pani Marzeny nie ma zbyt wielu rozrywek - jest telewizja, jest kościół. Nic dziwnego, że miejscowi chętnie wykorzystują okazję, żeby rozerwać się w towarzystwie pielgrzymów. Hałaśliwie bywa do rana, co może czasami jest uciążliwe, ale raz do roku - da się przeżyć. Tym, co kobietę naprawdę oburza, są natomiast pozostawiane przez pielgrzymów śmieci.

– Jak to, nikt nie sprząta? – pytam zaskoczona. Okazuje się, że owszem, sprząta, ale tylko tam, "gdzie widać". Dokąd proboszcz nie chadza, już nie.

Pani Marzena jest zadowolona, że w tym roku pozostałości po upojnych nocach na jej działce nie było. Nie oznacza to, że pielgrzymi nie zostawili za sobą niespodzianek. – Mimo Toi Toi, część pielgrzymów brudzi okolice drogi biegnącej z tyłu kościoła, obrzeża terenu przykościelnego, tuż za linią wielkich tui, na wydeptanych na łąkach ścieżkach. Ciekawe czy to samo robią w parkach, gdzie wyprowadzają swoje psy? Wiem, że to złośliwe, ale trudno nie czuć złości – mówi wprost.

– Nie sądzę, by miejscowym przeszkadzały śmieci. Ważne, że posprzątany jest teren przy samym kościele. Reszta? Co z oczu, to z serca. Tutejsi mieszkańcy wciąż wynoszą śmieci na okoliczne łąki i nie pomaga zwracanie im uwagi czy zgłaszanie dzikich wysypisk na policję. Świadomość ekologiczna jest tu martwa – dodaje gorzko kobieta.

Jeśli dbać o środowisko nie nauczył nas dom, szkoła albo państwo, to może czas, by nauczono nas tego na pielgrzymkach? Tegoroczne w większośći dotarły już do celu, którego zwieńczeniem są obchody święta ku czci Matki Boskiej 15 sierpnia. Może w przyszłym roku organizatorzy będą bardziej naciskać na pielgrzymów, by ci nie zanieczyszczali środowiska? Cóż, biorąc pod uwagę podejście obecnego papieża do kwestii ekologii, można powiedzieć - przykład idzie z góry.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (1400)
Zobacz także