Blisko ludziWalczą o przetrwanie jak mogą. Niesamowite historie o odwadze Ukrainek

Walczą o przetrwanie jak mogą. Niesamowite historie o odwadze Ukrainek

Źródło zdjęć: © GETTY
Katarzyna Pawlicka
08.03.2022 14:43, aktualizacja: 08.03.2022 20:23

Już dwa tygodnie trwają walki Ukraińców z rosyjskim najeźdźcą. W bombardowanych miastach giną także cywile i dzieci, dochodzi do gwałtów. Wśród żołnierzy walczących na froncie ponad 20 proc. to kobiety. Ale ryzykują nie tylko one – każdego dnia o przetrwanie walczą także te, które chcą ochronić bliskich, pomóc wszystkim, którzy uciekają przed wojną czy cierpią głód, dodać otuchy spędzającym kolejną noc w zimnej piwnicy. Wiele z nich musi przejść 25 km z maleńkimi dziećmi, by je ratować.

- Do niedawna miałam normalne życie jak miliony ludzi na całym świecie: budziłam się, jadłam śniadanie, robiłam trening, spotykałam się z rodziną i przyjaciółmi. Jednak wszystko zmieniło się w ciągu jednego dnia – mówi w nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych Anastasiia Lenna.

Wróciła do ojczyzny, by walczyć

Przed wojną na jej profilu widniały wyłącznie zdjęcia z podróży, sesji zdjęciowych, zagranicznych wakacji. W 2015 roku zdobyła koronę Miss Grand International. Wyjechała do Turcji. Tam pracowała jako modelka i PR-owiec. W obliczu rosyjskiego ataku postanowiła jednak wrócić do Ukrainy. Przeszła przeszkolenie i chwyciła za karabin. Dziś, już nie w cekinowej sukience, a t-shircie i wojskowej kurtce, apeluje do ludzi na całym świecie o pomoc.

- Walczymy nie tylko w obronie naszych dzieci, ale także w imię demokracji i wolności. Chronimy nasz kraj. Każdy, kto przekroczy naszą granicę z zamiarem ataku, zostanie zabity – mówi z pełnym przekonaniem.

Za ojczyznę gotowa jest umierać 79-letnia Valentyna Konstantynovska, która w połowie lutego wzięła udział w szkoleniu wojskowym dla ochotników organizowanym przez Gwardię Narodową w, oblężonym dziś, Mariupolu. W rozmowie z agencją Reutera wyznała, że strzelać chciała nauczyć się od 2014 roku, kiedy to Rosjanie weszli na Krym. Do wojsk obrony terytorialnej wstąpiła na początku tego roku.

Choć kobieta zdaje sobie sprawę z własnej słabości i wie, że nie starczy jej sił, by walczyć na froncie przez długie godziny, deklaruje:

- Będę bronić mojego domu, miasta, dzieci. Jestem na to gotowa, nie chcę przegrać. Nie mogę wiele zdziałać, ale mogę pomagać, opatrywać rannych. I będę strzelać, choć wiem, że mnie zabiją. I niech tak będzie, dzięki temu zginie mniej młodych.

Ci, niestety, tracą na wojnie życia bez względu na płeć. Odpierając rosyjski atak pancerny pod Kijowem, zginęła bohaterską śmiercią 52-letnia Iryna Tsvila, żołnierka z Brygady Szybkiego Reagowania Gwardii Narodowej Ukrainy. W swoich mediach społecznościowych motywowała cywilów do działania. Podczas próby dostarczenia karmy dla psów do schroniska zastrzelona została zaledwie 26-letnia Anastazja Jalanskaja, która była również wolontariuszką w szpitalu wojskowym. Rosyjskiego ostrzału nie przeżyła także młoda lekarka Marina Kalabina. Wiozła do placówki medycznej rannego siostrzeńca.

Jednak twarze wojny w Ukrainie mają również rysy kobiet próbujących przetrwać. Na przekór czasom i warunkom stworzyć bezpieczne miejsca dla siebie i bliskich. Sprawić, by nie tracili nadziei. Jedną z nich jest artystka Olia Fedorova mieszkająca w Charkowie. Za pośrednictwem mediów społecznościowych walczy z rosyjską propagandą i dezinformacją. Opisuje tam również swoją codzienność – bombardowania dzielnic zamieszkanych przez ludność cywilną, próby złapania choć odrobiny snu podczas nocy spędzanych w schronie i walkę o kontakt z bliskimi.

- Mieszkam w Charkowie - pięknym mieście, liczącym ponad 1,5 miliona mieszkańców, wielkim centrum nauki, kultury, sztuki, edukacji i technologii, które miało takiego pecha, że znalazło się niecałe 40 km od granicy z Rosją – pisze i dodaje, pozując z nożem do samoobrony, który przyniosła jej mama:

- Jako cywile nie mamy zbyt wielu możliwości obrony. Mamy noże, maczetę i kij z gwoździami, który zrobił nasz sąsiad. Ale nasza ochrona to przede wszystkim fortyfikacje - zabarykadowaliśmy wszystkie wrażliwe miejsca w budynku.

Marzenie o normalności

Ku pokrzepieniu serc zamieszcza w sieci zdjęcia kotów, które zaczynają rozumieć, że dochodzące z oddali dźwięki wybuchów to znak, że czym prędzej należy zejść do schronu. Na jednej z jego ścian Olia umieściła swoją pracę – znak drogowy z napisem "Witamy w ojczyźnie". Oczywiście w języku ukraińskim. Inna artystka, 28-letnia malarka Kira Shivenko, napełniając butelki z benzyną w mieście Kramatorsk, powiedziała: "Putin myślał, że przywitamy go kwiatami? Cóż, mamy dla niego gotowych kilka drinków".

Wśród dźwięków wybuchów i syren alarmowych na świat przyszło dziecko 32-letniej Wiktorii, mieszkanki Kijowa. Jej historię, pokazującą, że życie i śmierć są ze sobą nierozerwalnie związane, opisały media na całym świecie. Rodzącej kobiecie udało się co prawda dostać do szpitala, jednak lekarz zarządził ewakuację do schronu, w którym przebywało 50 innych pacjentów. Pomieszczenie pamiętało czasy sowieckie, było chłodne i zawilgocone. Na szczęście poród odbył się bez komplikacji. Chłopczyk o imieniu Fedor urodził się zdrowy.

"Trzymałam go na rękach w schronie i mówiłam: Masz szczęście, jesteś wyjątkowy, urodziłeś się w Ukrainie, jesteś nowym Ukraińcem" – mówiła jego mama w rozmowie z "The Guardian", nie kryjąc wzruszenia. Dodała jednak, że nie chce, by jej dziecko znało prawdziwą wojnę.

Heroiczną i na szczęście udaną próbę wydostania się z dziećmi z Ukrainy podjęła Julia z Równego, o czym poinformował serwis tvn24.pl. Decyzję podjęła, gdy na jej miasto spadły pierwsze bomby. Kobieta z dwójką małych dzieci: czteroletnią córką i pięciomiesięcznym synem przeszła 25 km, by dostać się do Polski. Po drodze była zmuszona porzucić bagaże, które zabrała ze sobą z ojczyzny. Kółka w walizkach poodpadały. Cała trójka wędrowała przez 10 godzin. - Cieszę się, że moja mała wojowniczka dała radę pokonać tę trasę – wyznała kobieta, ze łzami w oczach patrząc na córkę.

Pomoc w Polsce

Uchodźczyń takich jak Julia przybywa w Polsce z godziny na godzinę. Wśród setek pomagających im osób jest Raisa Misztela – pochodząca z Ukrainy i mieszkająca w Tychach finalistka programu "The Voice Senior". W piekarni i cukierni, którą prowadzi wraz z mężem organizuje zbiórki najpotrzebniejszych rzeczy, pomaga w tłumaczeniach, a 8 marca wystąpi w koncercie charytatywnym, z którego dochód zostanie przeznaczony dla uchodźców. Sama gości 11 osób z Ukrainy, w tym czworo dzieci w wieku 5,7,9 i 14 lat.

Rodakom pomaga także Swietlana Werk, która do Polski przyjechała 20 lat temu. Jak donosi poznańskie TVP3, dzięki niej bezpieczne schronienie znalazło już pół tysiąca uchodźców z Ukrainy. Wśród nich jest czteroletni chłopiec.

- Syn siostry przekazał swoje dziecko tutaj na wychowanie. Jego matka i on są wojskowymi i idą bronić naszej Ukrainy, a dziecko ma zostać tutaj, aby w razie czego mieć dobrą opiekę – poinformowała kobieta.

Poświęcenie ukraińskich kobiet doceniła także pierwsza dama – Ołena Zełenska. W jednym ze swoich wpisów zamieściła zdjęcia ukraińskich kobiet, pisząc:

"Przed wojną (jakie to przerażające i nadal niezwykłe) pisałam, że w Ukrainie jest o dwa miliony więcej kobiet niż mężczyzn. To tylko statystyka, która teraz nabiera jednak zupełnie nowego znaczenia. Bo to oznacza, że ​​nasz obecny opór ma przede wszystkim kobiecą twarz".

W dalszej części wpisu Zełenska podziękowała żołnierkom, wolontariuszkom, kobietom dalej wykonującym swoją codzienną pracę i tym, które codziennie, bez paniki, zabierają dzieci do schronów i odciągają ich uwagę od wojny grami czy zabawkami, a także rodzącym w schronach przeciwbombowych.

Absolutnie wzruszającą historią podzielił się natomiast na Twitterze Franciszak Wiaczorka – dziennikarz i białoruski działacz opozycyjny. Opublikował bowiem zdjęcie kobiety w fartuchu i chuście, pieczącej chleby dla ukraińskich żołnierzy. "Starsza pani z obwodu tarnopolskiego piecze chleb dla ukraińskich żołnierzy broniących kraju. Wszyscy na Ukrainie włączyli się w opór przeciwko rosyjskiej okupacji. To takie odważne i wzruszające" – napisał.

O tej odwadze, wytrzymałości i harcie ducha Ukrainek słyszymy od początku wojny każdego dnia. 8 marca, w Międzynarodowy Dzień Kobiet, nasz podziw połączony z obietnicą wsparcia powinien wybrzmieć jeszcze mocniej.

Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także