Wesele jak wesele. Tyle że bez pary młodej. Nie ma podpitych wujków i marudzących ciotek

Jest rosół, są oczepiny i tańce z disco polo w tle. O 12 w nocy na salę wjeżdża tort. Wodzirej zaprasza do zabawy gości. Tylko pary młodej nie ma. Wesele idealne? Hanna Stępień wpadła na wyjątkowy pomysł i podbiła nim serca mieszkańców Bydgoszczy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wesele jak wesele. Tyle że bez pary młodej. Nie ma podpitych wujków i marudzących ciotek
(Agencja Gazeta)

Pierwsze takie wesele odbyło się 9 lat temu. Był przebierany ksiądz i około 40 znajomych Hani i jej chłopaka. - Zawsze lubiliśmy chodzić na wesela. A jako 19-latkowie nie mieliśmy za wiele okazji, by w nich uczestniczyć. Trzeba było liczyć na rodzinę. Stwierdziliśmy, że sami zrobimy sobie takie wesele. Puściliśmy na uczelni informację, że robimy taką imprezę. Po wszystkim byliśmy stratni 3 tys. złotych, bo nie za bardzo wiedzieliśmy, jak to dobrze zorganizować - mówi w rozmowie z WP Kobieta Hanna Stępień.

Na kolejną imprezę przyszło dwa razy tyle osób. Tak to się zaczęło. „Uwielbiasz chodzić na wesela, a nikt w rodzinie nie bierze ślubu? Nie mogłeś trafić lepiej!” - można przeczytać na ich fanpage’u na Facebooku.

Hania jeszcze do niedawna była studentką prawa, pracowała w biurze sprzedaży Lidla. W sierpniu zostawiła pracę i wyjechała w podróż do Indonezji. Wróciła i założyła z kolegą firmę zajmującą się organizacją wesel - tych prawdziwych. Ale one nie są tak wyjątkowe, jak te bez pary młodej.

Jak wygląda organizacja? Pół roku wcześniej Hania rezerwuje salę, na Facebooku robi wydarzenie i informuje o nim znajomych. Panuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Żeby zostać weselnikiem, trzeba wpłacić 130 złotych od osoby. W cenie jest jedzenie, fotograf, cała zabawa. Nie ma tylko alkoholu. O to każdy musi zadbać już sam.

- Na prawdziwych weselach jest mnóstwo alkoholu. Tu też jest, ale każdy przynosi go we własnym zakresie. Ile przyniosą, tyle wypiją. Obliczają siły na zamiary. Nie ma pijaństwa. Przez 9 lat nie było sytuacji, żeby komuś coś zginęło, żeby ktoś się z kimś pobił. Powiem szczerze, że co roku zbieramy mnóstwo dobrych opinii. Ludziom brakuje czegoś innego w tym zabieganym świecie - opowiada.

Disco polo i de’volaille

Impreza zaczyna się o 19, około 20 jest danie główne. W menu jest rosół z domowymi kluskami, filet z kurczaka w sosie paprykowo-pieczarkowym, kotlet de’volaille, ziemniaki i frytki. Na stole będzie i mięso pieczone, szparagi w szynce na sosie tatarskim, łosoś wędzony z twarożkiem chrzanowym, indyk w maladze czy pstrąg w galarecie. Po północy na salę wjeżdża barszcz z pasztecikami.

Na parkiecie nie brakuje tańczących. Szybko nie pustoszeje. Czy udawane wesele różni się czymś od tego prawdziwego? - Sama konwencja wesela jest zachowana. Zaczynamy toastem za zdrowie panny młodej i gości, potem jest zabawa, oczepiny, po 12 jest tort, jest bar z pasztetem i żurkiem. Nie witamy chlebem i solą. Cały czas zastanawiam się, co trzeba by dodać, żeby jak najwierniej odtworzyć prawdziwe wesele. Chyba będę musiała jednak powitać tych gości chlebem i solą, ale trochę tego chleba trzeba będzie kupić.

Są i oczepiny, i dj-wodzirej, i rzucanie welonem. - Niby wesele bez pary młodej, ale symbolicznie wyłania się parę. Często spontanicznie, z wodzirejem. W tym roku był konkurs taneczny i para, która wygrała, prowadziła oczepiny. Czasem podbiegam do gości i po kryjomu przyczepiam im karteczki. Nie mogą wiedzieć, że będą parą młodą. Jeszcze by nie przyszli! - śmieje się Hania.

Goście bawią się lepiej niż u rodziny. Nie czują przymusu, by pojawić się na weselu. Nikt im nie wciska, że tak przecież wypada. Każdy jest tu z własnej woli.

- Lubię wesela, ale jeśli miałabym wybierać, to wolałabym wesele bez pary młodej. Mimo wszystko jest większy luz, nikt się nie stresuje, nie ma kłótni, cioci, która patrzy, czy aby nie za dużo wypiłeś. Tego nie ma. To podstawowa różnica. Goście znają się od kilku edycji, powoli robi się z tego jedna rodzina - mówi Hania.

Kocham cię, ale tylko tej jednej nocy

- Za pierwszym razem przyszłam z ciekawości. Bo trudno sobie wyobrazić wesele bez młodych. Poszliśmy w dwunastkę. Rok później było nas już 27 osób, znajomi z Gdańska pociągiem przyjechali. Wesele to słowo jak magnes. Z obciachem i bójkami nad ranem kojarzyło się dekadę temu. Dziś z dobrą zabawą. Jest inaczej niż na typowym balu karnawałowym: długie kreacje, zadęcie. A my bawimy się po swojsku. Nie trzeba tańczyć w parach, ludzie wymieniają się partnerami, jak to na weselach, tańczysz z każdym. Pierwsze takty i sala pełna - mówi Joanna, 47-latka z Bydgoszczy.

Na początku na wesela przychodzili praktycznie tylko znajomi Hani. Teraz wśród weselników są nawet jej rodzice i rodzice przyjaciół. W lutym odbyła się 9. edycja.

- Po jednym przyjęciu, kiedy wszyscy się leczyliśmy, zadzwonił pan Marek. Stały bywalec. Powiedział, że na kolejne zaprosił już 55 osób. Za głowę się złapałam, bo co miałabym powiedzieć tym, którzy przychodzą na wesela od początku. Zdecydowałam się właśnie zrobić dwie imprezy, tydzień po tygodniu. Z ręką na sercu odmawiałam innym ludziom, bo nie było już miejsc na sali - opowiada Hania. - Nie do końca wiem, z czego to wynika. Wesela organizujemy od 8 lat, a w tym roku zasypano nas telefonami. Może ludzie potrzebują szaleństw i nietuzinkowych wydarzeń w życiu? - przyznaje.

Raz zdarzyło się, że na wesele przyszła policja. Sąsiad doniósł, że bawią się w poście. - Wybiegłam do nich i mówię, że my tu mamy wesele. Popatrzyli na mnie, ja w normalnych ciuchach, pewnie pomyśleli, że jakaś wariatka się trafiła. Dostaliśmy tylko upomnienie - wspomina.

Nie brakuje też historii rodem z rasowej telenoweli o dobrym budżecie.

- Na drugim weselu moja koleżanka poznała się z moim znajomym. Teraz są już małżeństwem. Nawet byłam świadkową na ich ślubie w sierpniu ubiegłego roku. Serce rośnie, bo lubię ludzi i niekonwencjonalne wydarzenia. Wiem jeszcze, że jedna para ze sobą chodziła, ale chyba im ostatecznie nie wyszło. Różne pary się tworzą, ale raczej na zasadzie: kocham cię, ale tylko tej jednej nocy - opowiada.

Suma za wejście na wesele jest niewygórowana jak na karnawałową imprezę. Szczególnie, że nie trzeba wkładać do koperty.

- Nie chcę się na tym wzbogacić, dla mnie to zabawa. Zobaczymy, jak to się rozwinie. Teraz jestem bardzo związana z Bydgoszczą, więc nie chciałabym zostawić tych ludzi. Planujemy wstępnie zorganizować takie wesele w Trójmieście - opowiada.

Czego brakuje gościom? Poprawin.

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.