Trwa ładowanie...
wesele

Wyboista droga do ołtarza. Wesele jest w Polsce ważniejsze niż ślub

Dwa lata. W Polsce tyle czeka się średnio w na dopięte na ostatni guzik wesele. Tyle, że im więcej guzików, tym większe szanse, że któryś odpadnie. Oczekiwanie na "wielki dzień" jednych ekscytuje, w innych zabija resztki romantyzmu i sprawia, że czują się jak źle obsadzeni aktorzy.

Share
Wyboista droga do ołtarza. Wesele jest w Polsce ważniejsze niż ślub
Źródło: 123RF
d2ld01o

Para planuje ślub. Ona – trochę przesądna. Co za tym idzie, w grę wchodzą wyłącznie miesiące z "r". Rzecz jasna te hipotetycznie ciepłe, bo i kto chciałby iść do ślubu w płaszczu i w grudniu. On – meloman. Na jego weselu nie może grać byle kto. A na nie byle kogo trzeba poczekać.

Dodajmy do tego elegancką salę, koniecznie z ogródkiem, zlokalizowaną nie więcej niż 50 kilometrów od miejsca zamieszkania. Piątek to niewygodne dla gości urlopy, z kolei niedziela wymusza grzeczną zabawę. Musi być sobota. Każda ze zmiennych, przesuwa ten wielki dzień o kilka dobrych tygodni.

d2ld01o

Koniec końców na ślub szyty na miarę czeka się w Polsce około dwóch lat. Szczegółowe planowanie niekoniecznie oszczędza młodej parze nerwów. Ostatecznie jeśli organizuje się ślub w 4 miesiące albo czeka na łut szczęścia w postaci sali zwolnionej przez parę, która nie dotrwała do przysięgi, nie można oczekiwać cudów. Oczekuje się ich natomiast, jeśli po miesiącach degustacji przystawek i objazdówek po salach weselnych, w łeb bierze którykolwiek z elementów.

Obejrzyj także: Ile pieniędzy przeznaczyć na ślub i wesele?

Szerokim echem odbiła się historia pary, której studio fotograficzne na dwa miesiące przed ślubem wypowiedziało umowę. Dwa miesiące to mnóstwo czasu. Można w tym czasie schudnąć pięć kilo, wykuć na pamięć rozmówki hiszpańskie albo napisać magisterkę. Niestety nie jest to dużo w branży usług ślubnych.

Narzeczeni, którzy zostali na lodzie, postanowili nie podejść do sprawy na spokojnie, są w końcu sprawy ważne i ważniejsze. Fotograf tłumaczył się operacją syna przypadającą dokładnie w tym samym terminie. Nie dopominali się nawet zbyt ostro o zwrot zaliczki. Jednak kilka tygodni po rozwiązaniu umowy, na fanpage'u studia pojawiła się informacja, że w terminie "operacji syna", fotograf wybiera się na Santorini.

d2ld01o

Przyszły pan młody opisał całą sytuację na Facebooku. Internauci przegrupowali szeregi i uderzyli zmasowanymi siłami na fanpage. Niestety lwia część z nich pomyliła strony i zamiast rujnować opinię studia fotografii, rzuciła się na bogu ducha winny salon kosmetyczny funkcjonujący pod tą samą nazwą. Gniew niewidzialnej ręki sieci bywa ślepy. Dziwi natomiast zaangażowanie internautów w sprawę. Widać kto się nie postawił-a-zastawił z okazji ślubu, ten nie Polak.

Zabukowane przed wybudowaniem

Kaśka i Gustaw za planowanie ślubu wzięli się z dwuletnim wyprzedzeniem. Oboje są po trzydziestce i choć od początku studiów mieszkają w Warszawie, wesele zdecydowali się zrobić w rodzinnej Łomży. Nie chcieli forsować starszych członków rodziny, a do tego tak było po prostu taniej. Sale, które oglądali, nie przypadły im do gustu. Znajoma z liceum dała im cynk, że pod miastem powstaje nowy, elegancki dom weselny.

- Obejrzeliśmy wizualizację projektu i stwierdziliśmy, że będzie idealny. Ani pałacowo, ani przaśnie, w sam raz dla nas. Zaklepaliśmy termin i zabraliśmy się do odhaczania innych punktów z listy. Na miejsce pojechaliśmy dopiero kilka dni przed weselem. Sama sala była okej, ale zamiast ogródka i ławeczek - za przeproszeniem roz...rdol. Właściciele nie wyrobili się z terminami. Byłam przerażona, ale na tamtym etapie nie mieliśmy wyboru. Wzięłam xanax i poprosiłam męża, żeby uprzedził co bardziej czepialskie ciotki – wspomina Kaśka.

Wesele się udało, chociaż nie mogą odżałować, że zdjęcia mają tylko z sali weselnej, przy sztucznym oświetleniu. Fotograf do tanich nie należał.

d2ld01o

O doświadczenia z weselami długodystansowych planistów i ich porównanie do narzeczonych spontanicznych, pytam fotografkę ślubną Julię Kaczorowską, połowę duetu White Balance.

- Najważniejsze, żeby postawić na taki typ planowania i imprezy, jaki pasuje do danej pary. Większość par szykujących wesela "krótkoterminowo" stawia na dobrą zabawę w gronie znajomych i nie ulega presji rodziny. Z tradycji weselnych biorą to, co im pasuje. Nie ma wielkiego planu, a co za tym idzie, mniej rzeczy może się nie udać. Z mojego doświadczenia wynika, że często pary, które nie muszą mieć wszystkiego dopiętego na ostatni guzik, są potem bardziej wyluzowane i lepiej się bawią podczas przyjęcia – opowiada Julia.

Zdaniem fotografki z reguły bardziej od panów młodych stresują się panny młode, przeważnie spiritus movens całego przedsięwzięcia.

- Nie raz i nie dwa widziałam dziewczyny, które nie potrafiły w pełni cieszyć się z tego dnia, bo któryś ze skrupulatnie zaplanowanych elementów nie wypalił. Przeważnie od dawna planowały ceremonię w detalach. Przez ten czas wyobrażenie o tym, jak ma wyglądać ten dzień, staje się na tyle silne, że każda rozbieżność wyprowadzała je z równowagi. Z drugiej strony są też kobiety, które rozplanowanie zabawy godzina po godzinie uspokaja - wyjaśnia Kaczorowska.

d2ld01o

Ślubne motylki

Magda i Igor zaręczyli się po pół roku znajomości, podczas wypadu do Budapesztu. To był 2014 rok. Była wielka namiętność, motyle w brzuchu i rozmowy do rana. Termin ślubu wyznaczyli za półtora roku. Magda od dawna miała w głowie jasną wizję tego, jak powinno wyglądać jej wesele – ogród, lampiony, drewniany parkiet pod gołym niebem, koronkowa suknia boho, wymyślne menu i sztuczne ognie o północy. Zabrała się za przygotowania.

- Lecieliśmy na jakimś rodzaju szczeniackiego zauroczenia. W momencie zaręczyn nawet ze sobą nie mieszkaliśmy. Zaczęły wychodzić cechy, których nie widzieliśmy lub nie chcieliśmy widzieć. Doszliśmy do wniosku, że tak naprawdę dopiero zaczynamy się poznawać i głupotą byłoby brać ślub w takim momencie – opowiada Magda.

Nadal są parą, ale o ślubie na razie nie rozmawiają. Częściowo chodzi o pieniądze. Nie wszystko udało się odwołać na czas, w zaliczkach utopili kilkanaście tysięcy. Za te pieniądze mogliby pojechać we dwoje na miesięczne wakacje.

d2ld01o

- Mam wrażenie, że największy zapał do wesela z pompą mają pary z krótkim stażem. Wtedy szumne deklaracje miłości przed ludźmi, ostentacyjna czułość i pokazywanie miłości "w świetle reflektorów", przychodzą naturalnie. Uczucie z czasem się zmienia. Po 6 latach związku nadal się kochamy, ale inaczej. Czasem śmiejemy się, że jesteśmy starym, dobrym małżeństwem. Nie wyobrażam sobie w tym momencie ćwiczenia miesiącami odpowiednio widowiskowego pierwszego tańca albo pozowania do sesji jak para z taniego romansidła – podsumowuje Magda.

Nastawienie ślubnego budzika "na za dwa lata" jest brzemienne w skutkach. Tyle że nie wiadomo, czy rozwiązanie będzie wzruszające i naturalne, czy raczej zakończy się cesarskim cięciem znajomości. Ile par, tyle metod. Problematyczne pozostaje wybranie tej najwłaściwszej.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d2ld01o

Podziel się opinią

Share
d2ld01o
d2ld01o