Zofia Kucówna związała się z zajętym artystą. Jego żonę mijała każdego dnia

Zofia Kucówna i jej burzliwe życie
Zofia Kucówna i jej burzliwe życie
Źródło zdjęć: © AKPA | AKPA

12.05.2023 12:28, aktual.: 12.05.2023 13:00

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Pragnęła zostać malarką – lecz kiedy nauczycielka z liceum plastycznego dostrzegła aktorski talent swej uczennicy, zasugerowała, że dziewczyna powinna obrać inną ścieżkę zawodową. Jak stwierdziła, w malarstwie Zofia Kucówna będzie przeciętna, za to na scenie ma szansę naprawdę wiele osiągnąć. Miała całkowitą rację.

Zofia Kucówna, urodzona 12 maja 1933 roku, od dzieciństwa była przekonana, że swą przyszłość zwiąże z malarstwem. Kiedy jednak za namową polonistki w liceum wzięła udział w konkursie recytatorskim, wygrywając wszystkie jego etapy, otworzyła się też na inne opcje. Tym bardziej, że nauczycielka dość sceptycznie podeszła do jej malarskiej przyszłości - twierdziła, że podopieczna powinna po maturze złożyć papiery do szkoły teatralnej.

"W plastyce będziesz przypuszczalnie przeciętna, a w aktorstwie możesz być nieprzeciętna, idź, spróbuj" - cytowała Kucówna słowa polonistki w "Wysokich Obcasach". I za jej radą nastolatka, zamiast wybrać krakowską Akademię Sztuk Pięknych, zdecydowała się kontynuować edukację w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej.

Nie marzyła o aktorstwie

- Nie pragnęłam być aktorką. Mnie się wydawało, że w tym zawodzie kobieta musi mieć nadzwyczajną urodę. A ja byłam chuda, grałam w piłkę z chłopakami i chodziłam do liceum plastycznego - wspominała w "Tygodniku Płockim".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Miała w sobie charyzmę, niezwykłą energię i sceniczną osobowość. Studia ukończyła w 1955 roku i od tamtej pory praktycznie nie opuszczała teatru. - Zakochałam się w tym czymś tajemnym, co odbywa się pomiędzy aktorem a widownią - wyznawała. Występowała u najwybitniejszych reżyserów teatralnych, a uznanie krytyki przyniosły jej między innymi role w "Weselu" (Panna Młoda), "Zbrodni i karze" (Sonia), "Nie-Boskiej Komedii" (Żona), "Domu lalki" (Nora) czy "Makbecie" (Lady Makbet).

Nie kryła, że to właśnie granie na scenie sprawia jej największą przyjemność. Występowała też w Teatrze Telewizji i brała udział programach poetyckich, a w Kabarecie Starszych Panów śpiewała jedne z większych kabaretowych szlagierów – "Kaziu, zakochaj się" oraz "Piosenkę o okularnikach".

Co ciekawe, odnoszącą sukcesy na scenie Kucówną filmowcy praktycznie zupełnie się nie interesowali. - W Polsce obowiązywał pewien wzór urody. Ładnej dziewczyny z okładki. Filmowcy angielscy mają intuicję do kobiet. Wybierają oryginalność. U nas przede wszystkim fotogeniczność. Tak było przez wiele lat - kwitowała tę sytuację Kucówna w "Tygodniku Angora".

I faktycznie, na dużym ekranie pojawiała się rzadko, zaś jeśli już, to zwykle w epizodach – a szkoda, bo za występ w "Wianie" Jana Łomnickiego (1964), gdzie reżyser powierzył jej rolę wymagającą i niełatwą, zebrała bardzo dobre recenzje. Kucówna jednak tym brakiem filmowych propozycji zupełnie się nie przejmowała. W teatrze ról dla niej było pod dostatkiem, wykładała w warszawskiej Akademii Teatralnej, pisała książki ze swoimi wspomnieniami i aktywnie działała w Związku Artystów Scen Polskich, angażując się zwłaszcza w prace na rzecz Domu Aktora w Skolimowie. Pochłaniało ją też burzliwe życie towarzyskie – i uczuciowe.

Burzliwe życie miłosne

Swojego pierwszego męża, Jana Mayzela, poznała jeszcze na studiach – zaprzyjaźnili się, a wkrótce potem zostali parą i zdecydowali się na ślub. Jednak związek młodej aktorskiej pary nie należał do najłatwiejszych; oboje pracowali na swoją pozycję w branży, co wiązało się z tym, że często nie widzieli się całymi dniami. Kiedy Mayzel dostał angaż w warszawskim Teatrze Powszechnym, uznali, że przez jakiś czas będą musieli pogodzić się z rozłąką. Wkrótce jednak również i jej zaproponowano angaż w tym samym stołecznym teatrze. Małżonkowie nie kryli szczęścia, że nie tylko znów będą blisko siebie, ale i razem zaczną występować na scenie. Wtedy na ich drodze stanął Adam Hanuszkiewicz.

Hanuszkiewicz był już w tamtym czasie jedną z większych gwiazd teatralnych i słynął z tego, że nie przepadał za samotnością. Po raz pierwszy ożenił się w wieku lat osiemnastu, jego wybranką została Maria Stachiewiczówna, z którą miał córkę Teresę. Potem związał się z Zofią Rysiówną, swoją koleżanką z teatru – i razem wychowywali dwoje dzieci. Kiedy jednak poznał Kucównę, jego serce zabiło szybciej. Wdali się w romans, o którym inni aktorzy chętnie szeptali za kulisami – zwłaszcza że żona i kochanka Hanuszkiewicza mijały się na teatralnych korytarzach, a atmosfera stawała się coraz mniej przyjemna.

- Jestem z rozbitej rodziny. Sam rozbiłem niejedną. Nie wszyscy są zdolni do miłości - tłumaczył aktor w jednym z wywiadów. Kucówna wkrótce poprosiła męża o rozwód (Mayzel ułożył sobie potem życie u boku Zofii Merle), Hanuszkiewicz też wreszcie zdecydował się na zakończenie małżeństwa i od tamtej pory oficjalnie zostali parą. Ślub wzięli jednak dopiero w 1976 roku, a niedługo potem ich związek zaczął się psuć. "Coraz mniej Adama w moim życiu. Znika na wiele tygodni. Nawet nie wiem, gdzie go szukać. Jestem sobie sama żeglarzem…" - pisała Kucówna w książce "Zatrzymać czas".

Po trzynastu latach małżeństwa – a trzydziestu spędzonych razem – zdecydowali się na rozwód. Powód? Hanuszkiewicz związał się z młodszą od niego o trzy dekady aktorką Magdaleną Cwenówną. - Powiadają, że ja się żenię z coraz młodszymi kobietami, a to nieprawda. Przecież ja zawsze żeniłem się z dwudziestoparolatkami, tylko sam jestem coraz starszy - żartował w "TeleTygodniu". Kucówna, która zmagała się wówczas z chorobą nowotworową, całą sytuację zniosła ciężko.

- Kiedy przyszedł rozwód, nie było we mnie rozpaczy, tylko smutek. Byłam smutna, bo rozstanie zawsze jest klęską. Ale nie mogłam mieć i nie mam do nikogo pretensji. Bo to ja sama dokonywałam wyborów, ja sama umieściłam swoje uczucia i ja sama jestem odpowiedzialna za całe moje życie - opowiadała później w "Wysokich Obcasach".

Ale Maciej Englert zaproponował jej posadę w Teatrze Współczesnym, prowadziła też zajęcia dla młodzieży i pozostawała aktywna zawodowo, nie miała więc czasu – ani chęci – żeby się nad sobą użalać. Kiedy pytano, czy nie doskwiera jej samotność, czy nie żałuje, że nigdy nie została matką, odpowiadała, że nauczyła się być sama ze sobą i nigdy się nie nudzi. - Spełniłam się jako aktorka, kobieta i człowiek. Nie zrealizowałam się jedynie jako matka, ale to już na własne życzenie. Jestem Bykiem, urodziłam się w maju. Nie umiem robić kilku rzeczy naraz, a myślę, że obowiązki płynące z macierzyństwa zamknęłyby mnie z dzieckiem w domu. Nie miałam takich tęsknot - dodawała w "Pani".

Po przejściu na emeryturę Kucówna zamieszkała w Domu Aktora w Skolimowie – tym samym, o który dbała z takim poświęceniem i troską. Jak podsumowywała, mimo tych wszystkich bolesnych chwil i niepowodzeń, jest szczęśliwa: "Ważna jest dla mnie świadomość, że nie zmarnowałam życia, choć nie oczekiwałam niczego nadzwyczajnego. Po prostu żyłam, pracowałam, grałam, podróżowałam, śmiałam się, cierpiałam też".

Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (5)
Zobacz także