Blisko ludzi300 zł za usunięcie wszy, 700 zł za namówienie niemowlaka do spania. Tak zarabia się na rodzicach

300 zł za usunięcie wszy, 700 zł za namówienie niemowlaka do spania. Tak zarabia się na rodzicach

300 zł za usunięcie wszy, 700 zł za namówienie niemowlaka do spania. Tak zarabia się na rodzicach
Źródło zdjęć: © Pixabay.com

28.08.2018 21:51, aktual.: 31.08.2018 15:36

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Kilka dni temu natknęłam się na informację o ofercie pierwszego w Polsce salonu zajmującego się profesjonalnym iskaniem dziecięcych głów. Totalnie zaskoczona newsem pomyślałam, że problem wszy u dzieci, choć rzadko poruszany, musi być poważny, skoro ktoś postanowił pomóc zrozpaczonym rodzicom.

Po chwili, na szczęście jeszcze nie z potrzeby, a z ciekawości, wertowałam stronę internetową firmy, która zaprasza do swojego salonu w Warszawie. A w nim wykwalifikowana pielęgniarka lub studentka pielęgniarstwa, za ok. 300 złotych ma skutecznie usuwać wszy. Lub, po dopłacie 50 złotych przyjedzie do domu, by całą operację przeprowadzić w jak najmniej stresujących dziecko warunkach. I, co chyba najważniejsze, zdejmie z rodziców odpowiedzialność za rozprawienie się z pasożytami.

Wywołana odkryciem profesjonalnych łowczyń wszy zagwozdka pt. "czego to ludzie nie wymyślą” towarzyszyła mi od tamtej pory, dlatego postanowiłam sprawdzić, o jakich jeszcze okołodziecięcych profesjach nie miałam pojęcia. Choć być może jako matka powinnam.

Wygląda na to, że programy 500 plus, 300 plus, "becikowe” i bony żłobkowe, mają się nijak do mnogości rodzajów pomocy oferowanej rodzicom przez firmy i twórców kolejnych zawodów. Nic tylko rodzić. W innych sprawach ktoś zawsze wyręczy.

Nagle okazało się bowiem, że kilkanaście miesięcy temu przeoczyłam opcję skorzystania z pomocy doradczyni wyprawkowej, co prawda jedynej w Polsce, ale która o swojej działalności już zdążyła opowiedzieć w programie śniadaniowym. Okazuje się, że kobieta ta chce walczyć z "zamętem w głowach rodziców”, który powoduje "zaślepienie” i owocuje sporymi brakami na koncie nie zawsze przekładajacymi się na najlepszą noworodkową wyprawkę na świecie. Dlatego ma misję i teraz uświadamia przyszyłych rodziców, że do szpitala to trzeba zabrać pieluchy jednorazowe, kilka tych z tetry, śpiochy, kaftaniki i wkładki laktacyjne. Co tam, że większość oddziałów położniczych poszła o krok dalej i listę rzeczy, które powinny wejść w skład wyprawki publikuje na stronach internetowych. Przecież zawsze to lepiej, by ktoś po ekspercku ocenił, czy wyprawka dla naszego dziecka się do czegokolwiek nadaje.

Sen jest dla słabych
Jeśli zaś dziecko z niewiadomych przyczyn, jest zwolennikiem tej teorii, a rodzic z bezradności i niewyspania rwie włosy z głowy, z pomocą pędzą oni, coache snu inaczej zwani konsultantami snu. Ich działania mają sprawić, że dzieci niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki będą zasypiać i najlepiej smacznie spać do rana. Konsultacja z kimś, kto trudni się uczeniem dzieci zasypiania, kosztuje od kilkudziesięciu do nawet 800 złotych (w przypadku serii spotkań i wykupienia sms-owego albo telefonicznego dostępu do coacha na np. miesiąc). Efekty podobno murowane.

A gdy dziecko już będzie wyspane i dopadnie je głód, a zapracowany rodzic nie ma pojęcia jak stworzyć idealnie zbilansowany posiłek, którego nie powstydziłaby się ani Lewandowska, ani Chodakowska, zawsze można zamówić dziecku dietę pudełkową. A w niej marchewka pokrojona w słupki i maliny prosto z krzaka, oczywiście z dostawą bladym świtem do domu.

Siła, masa, rzeźba
Zawsze może się jednak zdarzyć tak, że dieta pudełkowa powinna być czymś więcej, niż tylko wyręczeniem rodziców w gotowaniu. Czyli powinna być dietą odchudzającą. Wtedy, oprócz zamawiania pudełek, zatrudnić można trenera personalnego. Tak, są tacy, którzy specjalizują się w planach treningowych dla dzieci. Tylko jak to się ma do rosnącej w zatrważającym tempie liczby zwolnień z wychowania fizycznego?

Lekcja stylu
Pozostaje jeszcze jedna kwestia do rozwiązania. Strój. Kiedy świetnie odżywiony i wysportowany maluch potrzebowałby outfitu na ważną uroczystość, a rodzice nie mieliby czasu, by z niezainteresowanym zakupami potomkiem przemierzać galerie handlowe, mogą liczyć na wsparcie. Okazuje się, że profesja znana jako „personal shopper” ma także opcję „baby”. A osoby trudniące się kupowaniem ubrań innym oferują albo „jednorazowe stylizacje okolicznościowe”, np. na chrzest, albo kompletowanie całej garderoby.

Wiedza, którą zdobyłam przeglądając ofertę dla rodziców sprawiła, że zaczęłam sobie zadawać pytania. Po pierwsze, jak to możliwe, że moje pokolenie i co oczywiste pokolenia starszych ode mnie, w ogóle przetrwały dzieciństwo pod opieką rodziców pozbawionych wsparcia coachów, doradczyń, konsultantów i personal shopperów. I drugie: czym wolny czas wypełniają rodzice korzystający z tych udogodnień? No chyba, że zarabianiem na to wszystko pieniędzy.

autorka: Paulina Socha-Jakubowska

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (14)
Zobacz także