Blisko ludziCzesi otwierają salony kosmetyczne. Czy takie rozwiązania zawitają także do Polski?

Czesi otwierają salony kosmetyczne. Czy takie rozwiązania zawitają także do Polski?

Czesi otwierają salony kosmetyczne. Czy takie rozwiązania zawitają także do Polski?

11.05.2020 18:37, aktual.: 11.05.2020 19:52

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Od 11 maja w Czechach można iść na manicure czy odżywczą maseczkę do salonu kosmetycznego. Jednak nie wszystkie usługi mogą być zrealizowane. Nowe warunki pracy kosmetyczek przedstawiła nam Zuzana Bukáčková. O polskich realiach opowiedziała Zuza Wiślicka.

Zuzana Bukáčková kosmetyczką jest od 15 lat. W jej salonie można zrelaksować się przy nawilżających maseczkach, ale również poddać się bardziej inwazyjnym zabiegom. Teraz kosmetyczka jest zmuszona do ograniczenia swojego "menu" usług. – Salony zostały otwarte, ale nie możemy oczekiwać, że kosmetyczka zrobi dla nas wszystko. Zabiegi, które naruszają strukturę skóry, będą dostępne dopiero po 25 maja – relacjonuje Czeszka, która prowadzi biznes w Tuklatach.

Do ograniczeń doszły również nowe wymogi sanitarne. – Musimy zachowywać odstęp pomiędzy klientkami. Dodatkowo obowiązkowa jest maseczka ochronna i przyłbica. Klientki mogą zapisywać się wyłącznie internetowo lub telefonicznie, a zaraz po wejściu muszą umyć i zdefektować dłonie – wylicza Zuzana.

Wymaga się również, by wszystkie sprzęty oraz przedmioty dotknięte przez gości były natychmiast odkażane. Szczególnie należy też uważać na toalety i podłogi. – W nowych przepisach jest wymóg dezynfekowania ich raz dziennie, ale ja robię to po każdym kliencie – zapewnia kosmetyczka.

Zobacz także: SIŁACZKI program Klaudii Stabach. Sezon 2 odc. 1. Historie inspirujących kobiet

Zuzana Bukáčková zauważa, że zasady nie zmieniły się bardzo, jeśli ktoś do tej pory dbał o czystość i bezpieczeństwo. – Pracuję jak zawsze, tylko częściej przecieram powierzchnie i przyjmuję mniej klientek – mówi w rozmowie z WP Kobieta.

Podobnie jak w Hiszpanii wzrastają ceny za usługi. – U mnie w salonie się nic nie zmieniło, ale wiem, że wiele salonów, w których nie było takich zasad dezynfekcji, podnosi ceny. Wszystko dlatego, że trzeba będzie więcej pieniędzy wydawać na środki odkażające – zaznacza.

Polskie salony kosmetyczne

Zuza Wiślicka właścicielka warszawskiego salonu "Wisła" mówi, że w Polsce możemy spodziewać się podobnego obrotu spraw. – Wzrosły ceny za rękawiczki, maseczki czy płyny do sterylizacji. Niektóre nawet o 2000 proc. To już daje jednoznaczny obraz sytuacji i rzeczywiście te ceny powinny zostać podniesione, ale z drugiej strony się boimy – naświetla.

Właścicielka ma obawy, że ze względu na kryzys i strach przed zarażeniem, klientów będzie mniej. – Chcemy zachęcić, by ludzie do nas wracali, więc tu pojawia się pytanie, o ile te ceny będziemy mogli podnieść. Czy to będzie 10 złotych, czy 15 - zobaczymy. Z tyłu głowy mam również to, że teraz za opakowanie rękawiczek nitrylowych muszę zapłacić 210 złotych, a wcześniej za taką samą ilość płaciłam 21 zł – wylicza. – Podobnie jest z maseczkami. Przed pandemią za 50 sztuk płaciłam około 30 złotych, w tej chwili od 7 do 12 złotych kosztuje jedna sztuka. Wiadomo, że brakuje ich na rynku, a niektórzy dystrybutorzy chcą na tym po prostu zarobić – mówi.

Pomimo rosnących kosztów branża "beauty" przekonuje, że spełni wszystkie wymogi, byle móc wrócić do pracy – Będziemy robić wszystko, byle znowu zarabiać. Mam nadzieję tylko, że nowe przepisy nie będą tak abstrakcyjne, jak na przykład w przypadku żłobków i nie będą kłóciły się z innymi warunkami – zapewnia Zuzanna Wiślicka.

Właściciele salonów kosmetycznych ponoszą ogromne straty w związku z pandemią, a wielu z nich znalazło się w dramatycznej sytuacji. – My żyjemy z utargu, każdy dzień zamknięcia to strata od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Nowy miesiąc niesie ze sobą kolejne koszty – wynajmu, ubezpieczenia czy pensji dla pracowników. Nie wszyscy dostali "postojowe", nie każdego zwolnili z obowiązku płacenia ZUS-u. Ci, którym się udało, mają odrobinę lżej, ale to kropla w morzu potrzeb. Okres kwarantanny to straty liczone w dziesiątkach, a u niektórych setkach tysięcy złotych – alarmuje.

Pomimo ciężkiej sytuacji i wielu pytań pozostawionych bez odpowiedzi przedsiębiorcy nie składają broni. – Będziemy rozsadzać klientki tak, by zachować odpowiedni odstęp. Mamy zamiar też rozdawać gościom przyłbice, które będą sterylizowane po każdym użyciu, a także maseczki. Obowiązkowe również będzie mycie rąk po wejściu do salonu – zapewnia.

Zuza Wiślicka zdaje sobie sprawę, że jest wiele problemów, które potrzebują rozwiązań, ale wie, że nie może dłużej czekać.

Wirusolog przestrzega

Epidemiolog Bartłomiej Rawski uważa, że jeśli będziemy pamiętać o systematycznej i częstej dezynfekcji, to możemy czuć się bezpiecznie w salonach kosmetycznych. – Tu sytuacja jest delikatniejsza niż w przypadku salonów fryzjerskich. Kosmetyczki muszą pamiętać nie tylko o maseczkach, ale również o dodatkowych plastikowych zabezpieczeniach swoich stanowisk oraz odkażaniu specjalistycznych narzędzi – zaznacza.

– Dezynfekcja rąk i powierzchni po każdej z klientek jest kluczem do otwarcia salonów. Musimy pamiętać też o pomieszczeniach takich jak toalety czy siedzenia w poczekalni – przypomina.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło artykułu:WP Kobieta
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (202)