Trwa ładowanie...
d1sku5j

Koszmarna eksmisja. "Wszystkie rzeczy wrzucili do kontenera"

- Do syna zadzwonili koledzy. Powiedzieli, że na osiedlu ludzie podchodzą do kontenera i przegrzebują nasze rzeczy. Bielizna, maszyna do szycia, monitor, karty do bankomatu i dowód osobisty, to tylko niektóre z nich - opowiada mieszkanka Mysłowic.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Po lewej mieszkanie, które zaproponowano rodzinie, po prawej kontener z osobistymi rzeczami wyrzuconymi w czasie eksmisji
Po lewej mieszkanie, które zaproponowano rodzinie, po prawej kontener z osobistymi rzeczami wyrzuconymi w czasie eksmisji (Archiwum prywatne)
d1sku5j

W piątek Mirella, właścicielka mieszkania w Mysłowicach, udostępniła post, w którym opisała eksmisję dokonaną przez Miejsko-Gminny Zakład Komunalny. Zgodnie z relacją kobiety, w 2015 roku sąd zdecydował, że zostanie wykwaterowana ze swojego mieszkania. Powodem miało być zadłużenie. Tym samym kobiecie i jej rodzinie przyznano mieszkanie socjalne, zaznaczając jednocześnie, że okres oczekiwania na nowe lokum może wynieść nawet 10 lat. Do tego czasu rodzina miała pozostać w starym mieszkaniu.

Mirella wraz z córką i partnerem wyjechali do Czech w poszukiwaniu pracy. W Mysłowicach został tylko jej syn.

d1sku5j

"Dostałam telefon"

- Często przyjeżdżał do Czech w odwiedziny. 23 maja był u nas, a mieszkanie w Mysłowicach stało puste. Dostałam telefon od Miejsko-Gminnego Zakładu Komunalnego. Poinformowano mnie, że zostaliśmy eksmitowani - mówi kobieta w rozmowie z Wirtualną Polską i dodaje, że jako oficjalną przyczynę podano zagnieżdżenie się insektów. MGZK na pytanie, dlaczego nie została przeprowadzona dezynfekcja, miało odpowiedzieć, że ta nastąpi dopiero 27 maja.

Mirella od razu zadzwoniła do sąsiadów, chcąc zweryfikować informacje dotyczące robactwa. Jednak nikt nie słyszał o tym, by w bloku miały być insekty.

d1sku5j

- Nagle do syna zadzwonili koledzy. Powiedzieli, że na osiedlu ludzie podchodzą do kontenera i przegrzebują nasze rzeczy. Okazało się, że nic nie zostało zabezpieczone, a nasze rzeczy mieszkania wylądowały w kontenerze przed blokiem - relacjonuje Mirella.

- Chłopcy zgodnie ze wskazówkami syna natychmiast wyciągnęli wszystkie najbardziej wartościowe przedmioty. Z przerażeniem oglądałam zdjęcia, które wysłali synowi: była na nich bielizna, monitor, maszyna do szycia... Były też karty bankomatowe, odpis książeczki zdrowia i dowód, co prawda nieważny i przeciętny, ale przecież widniały tam moje dane osobowe - mówi.

Kontener na osiedlu w Mysłowicach Archiwum prywatne
Kontener na osiedlu w Mysłowicach (Archiwum prywatne)

Zabronili wejść do mieszkania

d1sku5j

Mirella zdecydowała, że wróci do Polski, jak najszybciej się da. 27 maja przybyła pod swój blok. Wcześniej udało się jej skontaktować z człowiekiem, który miał przeprowadzać dezynfekcję.

- Powiedział mi, że dezynfekcja będzie, ale to niemożliwe, żeby w mieszkaniu były robaki. Gdyby rzeczywiście insekty zaatakowały lokum, sąsiedzi również musieliby mieć odkażone mieszkania, a oni o niczym nie wiedzieli - tłumaczy Mirella.

Zgodnie z relacją kobiety, przedstawiciele MGZK zabronili jej i synowi wejść do mieszkania. Kobieta natychmiast zaczęła działać i umówiła się na spotkanie z prawniczką, a także poinformowała o sprawie lokalne media. W związku ze zobowiązaniami w pracy musiała jednak wracać do Czech. Jej synowi pozwolono wejść do mieszkania, by zabrać lodówkę, która wciąż była w środku.

- Syn razem z pomocą kolegi wystawił lodówkę na korytarz i poprosił przedstawiciela MGZK by pozwolił mu schować ją i inne rzeczy wyciągnięte z kontenera do naszej piwnicy. Ale nie zgodził się - tłumaczy kobieta, która jednak nie dała za wygraną.

d1sku5j

- Zrobiło się głośno, zwłaszcza gdy zamieściłam w sieci zdjęcia proponowanego nam mieszkania socjalnego. Z MGZK skontaktowałam się ponownie telefonicznie, by zapowiedzieć, że mam zamiar domagać się odszkodowania w związku ze sposobem, w jaki przeprowadzono eksmisję. W odpowiedzi usłyszałam, że w ramach odszkodowania dostanę dwa, a nie jedno mieszkanie socjalne. Nie zgodziłm się. Mi nie chodzi o mieszkania socjalne, tylko o jakikolwiek szacunek dla mnie i mojej rodziny - podsumowuje.

Zobacz też: "Do końca życia zapamiętam te jego przerażone oczy". Pielęgniarki o śmierci pacjentów

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d1sku5j

Podziel się opinią

Share
d1sku5j
d1sku5j