ycipk-18wkpy

Mieszkają na dwóch końcach świata, nigdy wcześniej się nie spotkały. Ich DNA jest zgodne w 100 proc.

"Genetyczna siostro z Polski, gdy myślę na Twój temat, przychodzi mi do głowy bezinteresowny i ludzki akt przekazania mi daru życia, niezależnie od problemów i bólu, który musiałaś znosić" - tak 12-latka dziękowała Dianie za przekazanie szpiku kostnego.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Diana 12-letnią Atheną i jej rodzicami
Diana 12-letnią Atheną i jej rodzicami (East News)
ycipk-18wkpy

Marianna Fijewska, Wirtualna Polska: Żeby zarejestrować się jako potencjalny dawca szpiku, wystarczy wypełnić ankietę i poślinić patyczek. Wykonując te czynności, myślałaś o tym, że twój genetyczny bliźniak naprawdę istnieje i wkrótce może potrzebować pomocy?

Diana Ziobro, dawca szpiku kostnego: Absolutnie nie. Zarejestrowałam się, bo "tak trzeba", ale szybko o tym zapomniałam. Przypomniałam sobie dwa lata później, gdy dostałam maila od DKMS-u. Siedziałam w pracy i nie mogłam uwierzyć. Napisali, że mój bliźniak genetyczny umiera, a nasze DNA jest w 95 proc. zgodne, więc istnieje duża szansa, że przeszczep się przyjmie. Poźniej dowiedziałam się, że to 11-letnia Amerykanka chora na anemię aplastyczną (zaburzenie funkcjonowania komórek macierzystych, przyp. red.).

ycipk-18wkpy

Jak zareagowałaś?
Oddzwoniłam do fundacji, powiedziałam, że jestem zdecydowana stać się dawcą.

Tak po prostu, bez wahania?
Wahanie przyszło później, gdy dowiedzieli się moi bliscy. Mama była przerażona, mówiła: "Dziecko, coś ci się stanie!". Większość pobrań wykonuje się z krwi i podczas takiego zabiegu człowiek jest przytomny. Ale moim biorcą było ciężko chore dziecko. Szpik musiał zostać podany w jak najczystszej postaci, więc pobrano go bezpośrednio z talerza kości biodrowej, w pełnej narkozie. "A jak się nie wybudzę?!" - myślałam, a jednocześnie nie miałam wątpliwości, że jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B.

Jak wyglądają przygotowania do pobrania?
Miesiąc przed wysłano mnie do kliniki w Dreźnie na kompleksowe dwudniowe badania. Dowiedziałam się, że jestem w pełni zdrowa i wyznaczono mi datę pobrania w tej samej placówce. Byłam już oswojona z tym miejscem i wiedziałam, co mnie czeka, więc samo pobranie nie było tak straszne. Gdy się wybudziłam, czułam się zaskakująco dobrze. Nie było utrzymującego się otumanienia ani osłabienia. Jedynie nieprzyjemne uczucie w miejscu wkłucia. To taki ból, jak po urazie, ale po kilku dniach ustępuje i człowiek nie odczuwa już żadnych konsekwencji pobrania szpiku.

ycipk-18wkpy

Kiedy po raz pierwszy skontaktowałaś się z dziewczynką, której oddałaś szpik?
Zgodnie z prawem, mogłyśmy poznać się dopiero po dwóch latach. Wcześniej wolno nam było wysyłać do siebie listy, ale tylko za pośrednictwem DKMS-u. Pracownicy fundacji wykreślali z nich wszelkie informacje, które mogłyby doprowadzić do identyfikacji naszej tożsamości. To takie zabezpieczenie przed łapówkami i innymi ewentualnymi roszczeniami ze strony dawcy. Ja wysłałam list jako pierwsza. Zapytałam: "Jak się czujesz?".

Dziwiło mnie to milczenie z jej strony. Później dowiedziałam się, że stan zdrowia dziewczynki był wtedy bardzo zły. Rodzice tracili nadzieję. To ich jedyna córka, starali się o nią przez 15 lat! Potwornie przeżywali jej chorobę i nie myśleli wtedy o pisaniu do mnie listów. Gdy już się poznaliśmy, opowiedzieli mi, że w dniu, w którym otrzymali mój list, jej wyniki skoczyły w górę, a organizm zaczął ponownie pracować.

Jaką odpowiedź dostałaś?
To był bardzo emocjonalny list. Dziewczynka dziękowała mi, że może dalej żyć. Później pisałyśmy już nieustannie, nie tylko o jej stanie zdrowia, ale o wszystkim - co lubimy, jak wyglądamy, jacy są nasi bliscy. Z każdym listem czułam coraz bardziej, że zyskuję nową rodzinę i coraz bardziej czekałam na dzień, w którym się spotkamy.

Początek pierwszego listu Atheny do Diany. Zakaz kopiowania treści listu Archiwum prywatne
Podziel się
ycipk-18wkpy

Pamiętasz ten dzień?
Bardzo dobrze. Przylecieli do Warszawy w 2018 roku. Pamiętam, że odbierałam ich z lotniska - rzuciliśmy się sobie na szyje i wszyscy zaczęliśmy płakać. Powiedziałam do Atheny, bo wtedy poznałam już jej imię, "Witaj siostrzyczko", a ona odpowiedziała dokładnie to samo. Później moja i jej rodzina stała zszokowana, gapiąc się raz na mnie, raz na mamę Atheny - nie mogli nadziwić się, jakie jesteśmy do siebie podobne.

Athena opowiadała ci, jak zmieniło się jej życie od momentu pobrania szpiku?
Tak. Zaczęła się do mnie upodabniać - przejęła moją grupę krwi, a zgodność DNA z 95 proc. skoczyło do 100. Lekarze ze Stanów mówili, że całkowite przejęcie genów to prawdziwa rzadkość. Athena mówiła o tym, że dawniej szalała za słodyczami, teraz przestała właściwie w ogóle je jeść. Za to bardzo polubiła słone i kwaśne potrawy. Przejęła moje smaki, ale nie tylko. Od dziecka bardzo bałam się kotów, jednak w żadnym z listów o tym nie wspominałam. Gdy się spotkałyśmy, Athena powiedziała, że nie wie dlaczego, ale dawniej kochała kociaki, a teraz wprost nie może na nie patrzeć. To niesamowite, jak ludzie się do siebie upodabniają...

Jak dogadujesz się z Athną i jej rodzicami?
Wspaniale, chociaż pochodzimy z dwóch różnych stron świata, to jest moja druga rodzina. Trudno to wytłumaczyć, gdy ktoś zupełnie obcy staje ci się tak bliski, jakbyś znal go od lat. Mamy mnóstwo cech wspólnych i fizycznie i psychicznie. Nieustannie utrzymujemy ze sobą kontakt. Najbliższe wakacje spędzamy wspólnie w Bułgarii. Athena pozna mojego trzymiesięcznego synka. Ciekawe, czy będzie do niej podobny.

Fragment Listu Atheny do Diany. Zakaz kopiowania treści listu Archiwum prywatne
Podziel się
ycipk-18wkpy

Zostałaś niedawno mamą. Czy to, że oddałaś szpik, miało jakiś wpływ na twoje macierzyństwo?
Gdy zaszłam w ciąże, słyszałam mnóstwo nieprawdziwych ostrzeżeń: "ta ciąża może być zagrożona", "podobno ci, którzy oddali szpik, mogą urodzić chore dzieci". Ale to wszystko było wyssane z palca. Oddanie szpiku wpłynęło na moje macierzyństwo bardzo dobrze - dawcy mają przywilej korzystania z usług lekarzy bez kolejek, wystarczy okazać legitymację. Wydaje się to błahym profitem, a nawet nie wiesz, jak zbawienny było w czasie ciąży. Poza tym, każdy lekarz jakoś inaczej traktuje dawcę. Mam wrażenie, że z większym szacunkiem.

Zobacz też:Szczęśliwy finał sprawy ukraińskiej rodziny. Czytelnicy WP pomogli

Co byś powiedziała tym, którzy myślą o rejestracji do banku potencjalnych dawców, ale wciąż się wahają?
Że ta decyzja musi być bardzo dobrze przemyślana. Niech zarejestrują się, jeśli są pewni, że nie zmienią zdania. Gdy oddawałam szpik w Dreźnie, towarzyszył mi tłumacz. Powiedział, że nieustannie spotyka ludzi, którzy wycofują się w ostatniej chwili. Dla chorych to istny koszmar. Wiedzą, że jest szansa, ale nie mogą z niej skorzystać. Z perspektywy dawcy mogę jedynie powiedzieć, że nie ma większej radości, niż radość uratowania czyjegoś życia. Gdybym mogła, oddawałabym szpik codziennie.

SPRAWDŹ, CZY MOŻESZ ZOSTAĆ DAWCĄ SZPIKU TUTAJ

ycipk-18wkpy

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Kobieta
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-18wkpy

ycipk-18wkpy
ycipk-18wkpy