Trwa ładowanie...

Młodzi gromadzą się na imprezach. "Przechodziły obok nas różne osoby. Jedyna reakcja to: 'bawcie się dobrze'"

– Nie damy się zastraszyć i pewnie wyszlibyśmy na ulicę protestować, ale do tego potrzeba więcej niż 30 osób – mówi Nicola M., która nie zrezygnowała z zakrapianych spotkań towarzyskich w trakcie pandemii. Nie jest jedyna. Małgorzata Osowiecka, psycholog z Uniwersytetu SWPS, wyjaśnia, skąd u wielu młodych ludzi taka potrzeba.

Share
Młodzi gromadzą się na imprezach. "Przechodziły obok nas różne osoby. Jedyna reakcja to: 'bawcie się dobrze'"Źródło: East News
d2i35ec

– Protestować? Przeciwko czemu? – pytam zaskoczona. Szybko dostaję odpowiedź. – Przeciwko ograniczeniom – mówi 25-latka. Coraz więcej młodych osób myśli podobnie.

W ostatnich tygodniach obserwowałam rozgrywające się przed blokiem sceny. 20-latkowie kupowali alkohol w pobliskim sklepie monopolowym i przesiadywali na pobliskiej ławce z maskami zsuniętymi na brodę. Ci bardziej odważni zachęcali przechodniów, żeby zadzwonili po policję, pokazując, że nie boją się nikogo ani niczego, a na pewno nie koronawirusa. W końcu ławkę zdemontowano. Imprezy się skończyły.

Zobacz także: SIŁACZKI – program Klaudii Stabach. Sezon 2 odc. 1. Historie inspirujących kobiet

Jeszcze przed majówką, podczas konferencji prasowej ministra zdrowia i premiera Mateusza Morawieckiego, Łukasz Szumowski apelował o zachowanie dystansu społecznego. – Oczywiście my w przestrzeni prywatnej przecież nie analizujemy, ile osób się spotyka, ale ja zachęcam, żeby ten dystans trzymać. Wiele od nas zależy, od tego, na ile odpowiedzialnie będziemy unikać takich dużych zgromadzeń, podczas których to dystansowanie jest trudne albo niemożliwe – mówił minister zdrowia. Nie na wszystkich te liczby i prośby zrobiły wrażenie. A przynajmniej dla niektórych nie były one tak istotne, jak weekend spędzony w gronie znajomych.

d2i35ec

Kinga K. ma 25 lat. Na wyjazd ze znajomymi zdecydowała się spontanicznie. Kumpel zaproponował, że mogą skorzystać z pogody i wyjechać na jego działkę na wsi, około 100 km od Warszawy. 6 osób się zgodziło, reszta została w domu, bo przestrzegają zasad izolacji. Kinga wyjaśnia, że pojechali 3 samochodami, żeby było bezpieczniej i żeby nie narażać się na kontrolę policji. Mieli na twarzach maseczki. Kiedy jednak dojechali na miejsce, maseczki zostały rzucone w kąt, a każdy oddał się beztroskiej atmosferze. – Poczuliśmy się normalnie, zapomnieliśmy o tej całej pandemii – wyznaje. Koronawirus został w Warszawie.

Koronaparty w mediach społecznościowych

Anita M., przeglądając w weekend media społecznościowe, zauważyła dwie niepokojące sytuacje. Jej znajomy dodał zdjęcie w 5-osobowym gronie z podpisem: "nielegalne zgromadzenie". Później opis przerodził się w "domóweczkę". Kiedy już się wyszalał, kolejnego dnia pojawiło się nowe zdjęcie. Ten sam chłopak pozował z poważną miną i zachęcał wszystkich: "#zostańwdomu".

– Inni znajomi opublikowali zdjęcie w kilkanaście osób. Siedzieli na przystanku, praktycznie jeden na drugim. Później sfotografowali się w jednym małym pomieszczeniu. Można się domyślić, że jechali jednym autobusem. Głównym powodem spotkania były po prostu potrzeba kontaktu i alkohol – wyjaśnia Anita.

Denerwuje ją to, że te wszystkie osoby, które nie stosują się do zaleceń, ignorują zagrożenie, jakie stwarzają dla innych. Sama od początku pandemii unika spotkań. Widuje się jedynie z domownikami i raz w tygodniu wychodzi na zakupy. – Na pewno są świadomi zagrożenia, ponieważ temat wirusa jest niesamowicie nagłośniony – dodaje. Sama zresztą też starała się ich wielokrotnie uświadamiać. Usłyszała, że "przesadza", że "przecież nic się nie stanie".

d2i35ec

Nikt nie zwrócił im uwagi

Nicola M. spotyka się ze znajomymi bez żadnych obaw. Od początku pandemii chodzi do biura i nie widzi powodu, dlaczego w takim razie miałaby zrezygnować z imprez. Podkreśla, że nawet gdyby firma zaoferowała jej możliwość pracy zdalnej, nie dałaby się zamknąć. Nie wytrzymałaby w domu. – Ostatnio spotkaliśmy się w ogródku w około 10 osób. Przechodziły obok nas osoby młode i starsze. Jedyna reakcja to: "bawcie się dobrze" – opowiada.

Dodaje jednak, że nie zachowywali się głośno, bo woleli nie mieć policji na karku. Jeśli chodzi o środki ostrożności – nie przytulają się i nie piją z tych samych kubków. – Jakąś tam odległość zachowujemy – dodaje Nicola. A co, gdyby przyjechała policja?

– Pewnie każdy z nas powiedziałby, co o tym wszystkim myśli i byśmy się rozeszli, a następnego dnia znowu spotkali w innym miejscu. Wkurza mnie to, że jesteśmy demokratycznym krajem, każdy ma prawo do wyrażenia swoich poglądów, każdy ma prawo do wolności, a teraz próbują nami sterować. My wszyscy rozumiemy, że jest ogłoszona pandemia, że istnieje koronawirus, ale jesteśmy też świadomi tego, że nie jest on dla nas groźny – przedstawia swoje poglądy.

d2i35ec

Większość znajomych się z nią zgadza. Tylko jedna osoba wyłamała się z grupy. – To dlatego, że mieszka z rodzicami i nie chcą go wypuścić. Pomimo tego, że ma 24 lata – wyjaśnia. Nicola twierdzi, że izolacja nie przyniesie niczego dobrego. Według niej doprowadzi jedynie wiele osób do depresji i rozwoju innych chorób.

Małgorzata Osowiecka, psycholog z Uniwersytetu SWPS, wyjaśnia, że wielu młodych ludzi, którzy decydują się na branie udziału w zgromadzeniach, nie robi tego dlatego, że nie boją się koronawirusa. Zdaniem Osowieckiej poszukują doznań, których po wielu miesiącach izolacji zaczyna im brakować.

– Teraz wszystko się zmieniło. Jest mało bodźców, bo nie spotykamy się ze znajomymi, nie chodzimy do pracy, na ulicach jest pusto. Zostaliśmy zmuszeni do tego, żeby postępować zgodnie z regułami i przestrzegać obostrzeń, więc wielu z nas zaczyna brakować normalności, szaleństwa, spontaniczności. To bardzo naturalne reakcje. Oczywiście zależą od temperamentu, osobowości, od tego, czy jesteśmy ekstrawertyczni czy introwertyczni – wyjaśnia psycholog.

Osowiecka zaznacza, że osoby, które są bardziej introwertyczne, lepiej poradzą sobie z sytuacją i nie będą poszukiwać zbyt wielu doznań społecznych w czasie pandemii. Osoby ekstrawertyczne będą natomiast dążyły do kontaktów społecznych.

d2i35ec

– Może się to też wiązać z tym, że przyzwyczajamy się do pewnych rzeczy. Przestają one być dla nas tak straszne, jak były na początku. Człowiek bardzo szybko się przyzwyczaja do zastanych okoliczności. I tych bardzo dobrych, i tych złych. Badania pokazują, że już po paru miesiącach od jakiegoś tragicznego wydarzenia satysfakcja z życia wraca do poziomu sprzed tego wydarzenia. W przypadku pandemii może być podobnie – tłumaczy.

Ludzie narażają się dla spotkań

– To nie jest odpowiedzialne zachowanie. Za każdym razem, gdy odpalałam w majówkę Instagram, widziałam imprezy i popijawy – mówi Natalia N. Zauważa, że spotkania towarzyskie nasiliły się po poluzowaniu obostrzeń. Irytuje ją, że ludzie zachowują się, jakby nic się nie stało.

– Ja przez ten cały czas tylko raz widziałam się z z przyjaciółką, kilka razy wpadła do nas ciocia, ale sama unikam kontaktu i wychodzę z domu w naprawdę ważnych sprawach – podkreśla. Nie jest to dla niej łatwe, bo z natury jest osobą aktywną, która cały czas angażuje się w nowe zajęcia i obowiązki.

– Ciągle coś robię, a teraz zostałam uwiązana w domu. Bez pracy. Mimo to izoluję się i staram się przestrzegać wszystkich obostrzeń. Już pomijam sprawę rządu i tego, czy to słuszne czy nie, ale jesteśmy w tym bagnie razem i powinniśmy się w tym łączyć – mówi z żalem. Jej tata pracuje za granicą, nie widzieli się od lutego. Święta spędził sam. Dla niej również jego brak przy stole był trudny. Tym bardziej nie rozumie postaw znajomych.

d2i35ec

– Dziadków też nie widziałam już kupę czasu. Lekarze nie wracają do domów z obawy przed zarażeniem najbliższych, a ludzie narażają się bez sensu, bo nie mogą wytrzymać chwili bez picia – wyrzuca z siebie.

Psycholog Małgorzata Osowiecka zaznacza, że dla wielu osób spotkanie jest niemalże potrzebą biologiczną, a brak jej zaspokojenia może skutkować stanami depresyjnymi, lękowymi czy spadkiem satysfakcji z życia. Jako bezpieczne metody zaspokajania tej potrzeby wymienia: wspólne uprawianie sportu – np. jazdę na rowerze, robienie czegoś w tym samym domu, ale różnych pokojach, spotkania przez ścianę. Pomagają również codzienny kontakt i zdawanie sobie relacji z tego, co zrobiliśmy w ciągu dnia.

– Tego typu "półprodukty" będą dawały nam satysfakcję bycia ze sobą, łączenia się w czymś trudnym – mówi i dodaje, że pierwszym krokiem, aby poradzić sobie z sytuacją, jest zaakceptowanie stanu, w jakim się znajdujemy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d2i35ec
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2i35ec
d2i35ec