Trwa ładowanie...
d5dn3ou

"Po prostu nie wyglądał na Szymona". Zmiana imion dzieci jest w Polsce na porządku dziennym

Mieliśmy już w Polsce roczniki Izaur i Ann-Marii, obecnie w natarciu są Amelie i Jessiki. Imiona, podobnie jak wszystko inne, podlegają modom. Czy jednak przemianowanie 6-letniego Nabuchodonozora na Jana, to nie takie samo widzimisię, jak nadanie mu tego imienia?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Czy Brunhilda wybaczy matce?
Czy Brunhilda wybaczy matce? (123RF)
d5dn3ou

Hormonalne fanaberie

Nina o tym jak nazwie swojego pierworodnego, myślała właściwie od początku ciąży. Czytała historię imion, które brała pod uwagę. Zwracała uwagę na to, czy łatwo je przełożyć na inne języki, rozmawiała z bliskimi. Chociaż koniec końców zdecydowała się na popularne imię, nie można powiedzieć, żeby był to wybór przypadkowy. Kupiła nawet pościel i śliniaczki z inicjałami przyszłego syna, którego postanowiła nazwać Szymon.

Chłopczyk urodził się zdrowy, silny i bardzo pogodny. Ninie po raz pierwszy przyszło do głowy, że coś jej tu nie pasuje. Dziecko było wiecznie roześmiane, głośne, miało wyrazisty charakter. Oczywiście o tyle, o ile można tak powiedzieć o noworodku. Tymczasem Szymon kojarzył się jej raczej ze spokojnym chłopcem – tacy właśnie byli jej bliżsi i dalsi znajomi noszący to imię.

d5dn3ou

Podzieliła się spostrzeżeniami z mężem. Najpierw myślał, że to dziwny żart, potem powiedział, że chyba zwariowała i nie będą zmieniać imienia synowi. Tym bardziej że wszystkie papiery zostały już złożone w urzędzie, a rodzina i znajomi od dobrych kilku miesięcy wiedzieli, jak będzie się nazywało dziecko. W końcu zrzucił chęć zmiany imienia na karb burzy hormonów. Nina nie ustępowała. Zerknęła nawet w statystyki, z których wynikało, że imię Szymon jest trzecim najpopularniejszym w tym roku. Takie żywiołowe dziecko nie powinno mieć pospolitego imienia – przekonywała.

- Miałam w sobie jakąś pewność, że to dobra decyzja i że – prędzej czy później – dopnę swego. I rzeczywiście mąż w końcu się ugiął. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że reszta rodziny na początku uznała to za fanaberię. Koniec końców wszyscy wykazali się zrozumieniem. Wiele osób, w tym mąż, przyznało mi z czasem rację. Zdarza mu się spojrzeć na 3-letniego dziś Oskara i podziękować, że go przekonałam. Uważam, że najlepiej mieć w zanadrzu kilka pomysłów na imię, ale z ostateczną decyzją poczekać, aż dziecko się urodzi, by upewnić się, czy wybrane imię faktycznie do niego pasuje – mówi Nina.

Decyzja o zmianie zapadła po trzech miesiącach

Wybór imienia dziecka już po narodzinach, nie uchronił od jego zmiany Pauliny i jej męża. Mieli kartkę, na której zapisywali żeńskie imiona, które im się podobają, ale nie chcieli fiksować się na żadne z nich, dopóki nie ujrzą córeczki.

d5dn3ou

Po przyjściu na świat dziecka, rodzice mają trzy tygodnie, żeby zdecydować się na imię. Po upływie 21 dni robi to za nich urzędnik. Paulina ociągała się z wyborem niemal do samego końca. Mimo to po trzech miesiącach od narodzin Wiktorii, podczas spaceru przyszło jej niespodziewanie do głowy, że córka powinna nazywać się inaczej.

- Nie zastanawiałam się nad tym i nie analizowałam tego jakoś świadomie. Po prostu spojrzałam na nią i pomyślałam nagle "ojej, ona nie wygląda jak Wiktoria!". Cokolwiek miałoby znaczyć "wyglądanie jak Wiktoria " - bo żadnej nie znam – śmieje się Paulina.

Co ciekawe, gdy powiedziała mężowi o wątpliwościach, od razu się z nią zgodził. Padło na imię Matylda. Wymyślił je tata Pauliny dobre pół roku wcześniej, ale jakoś nikt nie brał tej propozycji pod uwagę.

W urzędzie obyło się bez większych problemów. Zgodnie z polskim prawem, nowo narodzonemu dziecku imię można zmienić od ręki przez pół roku od narodzin. Wystarczą podpisy obojga rodziców i dziecku zostaje wydany nowy akt urodzenia. Wiktoria, gdy została Matyldą, miała 4 miesiące.

d5dn3ou

Miła Ania i Kevin rozrabiaka

- Imię bez wątpienia wpływa na charakter. Nie chodzi oczywiście o to, że danemu imieniu są przyporządkowane magicznym sposobem cechy charakteru, ale raczej o to, że z konkretnymi imionami wiążą się wyobrażenia, a nawet oczekiwania społeczne. Właśnie one będą kształtować dziecko. Pomijając kwestie całkowicie subiektywne, takie jak to, czy znaliśmy osoby o tym samym imieniu wcześniej i jakie one były, istnieje pewna wspólnota skojarzeń. Są imiona, które odbieramy jako bardziej lub mniej dystyngowane, poważne czy oryginalne i tych cech niejako oczekujemy po noszących je osobach – tłumaczy trudny do wychwycenia związek charakteru z imieniem psycholożka dziecięca Aleksandra Piotrowska.

Oprócz odczucia niekompatybilności osoby z imieniem, częstym motywem do zmiany jest też uznanie go po upływie czasu, za zbyt ekstrawaganckie lub staromodne. Rodzice najczęściej decydują się na to przed pójściem dziecka do szkoły, o ile wcześniej miało ono nieprzyjemne doświadczenia w związku z imieniem.

Z Brajana – Bartek

Trudno znaleźć osoby, które opowiedziałyby, choćby i anonimowo, o tym, jak złą decyzją było nadanie dziecku jednego z modnych kilkanaście lat temu imion anglojęzycznych takich jak: Rachel, Brian czy Denis. Zdążyliśmy obśmiać je w memach, kabaretach, a nawet skomentować w różnych periodykach z perspektywy socjologicznej.

d5dn3ou

Ta moda śmieszyła też Kasię, mamę 8-latka, któremu dwa lata temu zmieniła imię. Odkąd pamięta rdzennie polskie imiona wydawały się jej piękne. Trochę majestatyczne, ale jednocześnie jakieś takie swojskie.

- Zależało mi też na oryginalności, chyba dlatego, że sama noszę pospolite imię. Nie mam nic do imienia Katarzyna, ale w każdej szkole i w każdej kolejnej pracy zawsze spotykam inną Kasię, a przecież tyle jest ciekawych, rzadkich imion - wyjaśnia.

Syna nazwała Włodzimierz, podobało się jej znaczenie - Włodzimierz to ten, który "zaprowadza pokój". Do tego imię ładnie się zdrabniało, miękko. O dziwo, pierwszą osobą, która skrytykowała wybór była jej babcia. Skomentowała, że dziecko urodzone w XXI wieku, a imię przedpotopowe.

Mały Włodzimierz żył sobie spokojnie i zdaje się, że nie zaprzątało go własne imię, aż poszedł do przedszkola. Tam usłyszał, że nazywa się jak pradziadek jednego z kolegów. Dzieciom, jak to dzieciom, wiele rzeczy wydaje się nieuzasadnienie śmieszne i takie wydało się właśnie jego imię.

d5dn3ou

- To nie tak, że jakoś szczególnie się na niego uwzięli. Dzieciaki jednego dnia się z kogoś śmieją, a za tydzień zapominają. Faktem jest, że kilka razy płakał z tego powodu, raz nawet pytał mnie, dlaczego ma "głupie imię". Nie chciałam patrzeć, jak się przejmuje tym samym po raz drugi w podstawówce. Zależało mi, żeby miał czystą kartę, a nie był "tym chłopcem z dziwacznym imieniem". Porozmawialiśmy i zapytałam go, czy chciałby mieć inne imię. Bardzo się ucieszył – mówi Kasia.

Tożsamość na sześć liter

- Popieram i rozumiem zmienianie imion, które narażają na śmieszność, tym bardziej że w takich przypadkach konsekwencje decyzji rodziców ponoszą dzieci. Problematyczne jest to, że pojęcie śmieszności jest względne. Czasem dopiero grupa rówieśnicza weryfikuje pomysły rodziców. Zmiana imienia nawet 4- czy 5-latkowi będzie dla niego znacznie lepsza, niż znoszenie szykan ze strony innych dzieci. Tożsamość kilkulatków nieustannie się kształtuje i imię nie stanowi tu bynajmniej najważniejszej składowej. Z pewnością jest mniej istotne niż to, czy dziecko będzie lubiane – tłumaczy Aleksandra Piotrowska.

Kasia koniec końców zmieniła imię Włodka na Piotr. Wydawało się jej popularne, a mimo to klasyczne. Czasem zastanawia się, czy nie postąpiła pochopnie. Oprócz dwóch Katarzyn pracuje z nią dziewczyna o imieniu Ludwika. Bardzo lubi swoje imię, chociaż jako nastolatka się go wstydziła. Może i Włodek dorósłby do Włodzimierza?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d5dn3ou

Podziel się opinią

Share
d5dn3ou
d5dn3ou