Trwa ładowanie...

Wendzikowska po raz pierwszy na spacerze z córką. Wyszła dopiero po 4 tygodniach

37-letnia dziennikarka 4 tygodnie temu została po raz drugi mamą. Dopiero teraz odważyła się wyjść na pierwszy spacer z małą Antoniną.

Share

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

Wendzikowska po raz pierwszy na spacerze z córką. Wyszła dopiero po 4 tygodniachŹródło: ONS.pl
d1jh1ay

Anna Wendzikowska na swoim profilu na Instagramie pochwaliła się zdjęciem z pierwszego spaceru z Antoniną. Prezenterka telewizyjna urodziła 30 października 2018, jednak dopiero teraz odważyła się zabrać córkę nad Zegrze. Zdjęcie podpisała: "Pierwszy spacer Dzidki...".

Dziennikarka owinęła pociechę w chustę i przytuliła do klatki piersiowej. Jedna z użytkowniczek Instagrama napisała: "Cudownie widzieć coraz więcej rozpoznawalnych mam używających chust! To jest niezwykle pomocna rzecz w macierzyństwie, a dodatkowo tak zdrowa i dająca ogromne poczucie bezpieczeństwa dla maluszka. Brawo Pani Aniu. Życzę też dużo zdrówka dla dzieci w tym niewdzięcznym okresie".

Warto zaznaczyć, że Wendzikowska zadbała również o swoją stylizację. Założyła długi, szary płaszcz w kratę. Prezentuje się znakomicie. Macierzyństwo może nie jest łatwe, ale ewidentnie jej służy.

Dziennikarka dopiero po czterech tygodniach odważyła się wyjść z córką. Jak podają strony parentingowe w okresie jesienno-zimowym z wyjściem na pierwszy spacer trzeba zaczekać co najmniej dwa tygodnie. Wcześniej należy przygotować pociechę i zorganizować werandowanie, czyli po prostu wystawić ubrane niemowlę w wózku na balkon lub pozostawić przy otwartym oknie. Pierwsze werandowanie nie powinno być dłuższe niż 10 minut.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

icon info

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

d1jh1ay
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1jh1ay
d1jh1ay