Modne spojrzenieChodzi samotnie po europejskich górach. "Najpiękniejsza forma podróżowania"

Chodzi samotnie po europejskich górach. "Najpiękniejsza forma podróżowania"

Karolina od lat podróżuje samotnie
Karolina od lat podróżuje samotnie
Źródło zdjęć: © Arhiwum prywatne
Iwona Wcisło

30.04.2024 11:02, aktual.: 03.06.2024 10:50

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Kupuje najtańszy bilet, pakuje plecak i leci. Sama. Tuż po lądowaniu pojawia się poczucie, że w końcu może być sobą. A potem jest tylko lepiej. - Najpiękniejszym miejscem są dla mnie góry. Wdrapanie się na szczyt i możliwość posiedzenia na nim to dla mnie niemal mistyczne przeżycie - mówi Karolina, która pokochała samotne podróże.

Iwona Wcisło, dziennikarka Wirtualnej Polski: Co daje ci samotne podróżowanie?

Karolina: Wolność, ale taką prawdziwą. Lubię swoje życie, ale czuję, że brakuje mi jednego puzzelka. Kiedy kupuję bilet lotniczy, moje serce zaczyna bić szybciej, jak jadę na lotnisko, to już szaleje, ale dopiero, gdy wyląduję, czuję, że jestem sobą.

Moje podróże są dla mnie formą medytacji. Czuje wtedy wewnętrzny spokój, otwierają mi się inne pokłady świadomości. Bardziej wsłuchuję się w siebie i swoje potrzeby. Na co dzień tego nie doświadczam.

Najpiękniejszym miejscem są dla mnie góry. Wdrapanie się na szczyt i możliwość posiedzenia na nim to dla mnie niemal mistyczne przeżycie. Czuję wtedy oczyszczenie, którego potrzebuję. To dla mnie forma terapii. Myślę wtedy, że świat jest cudowny.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Są jakieś minusy?

Brak dobrych zdjęć (śmiech).

Co dzieje się w twojej głowie podczas takich wędrówek?

Jestem tu i teraz. Nie włącza mi się takie myślenie, jak na co dzień, tylko przeżywam wszystko w danej sekundzie. Jak kogoś spotykam i skręca w lewo, to idę z nim. Dlatego nigdy nie mam planu, bo mi się i tak wszystko potem rozjeżdża. Według mnie to najpiękniejsza forma podróżowania.

Nie planujesz niczego?

Tylko hotel. Moje podróże są niskobudżetowe. Zazwyczaj śpię w hostelach, w pokojach wieloosobowych, w których, jak jest kotarka, to jest cudownie. Ostatnio w Albanii miałam łazienkę o wielkości 0,5 mkw., więc wszystko robiło się w jednym miejscu, w jednej pozycji.

Pokoje są damskie czy koedukacyjne?

Bardzo rzadko trafiam na damski pokój, choć coraz częściej są one dostępne. Jeśli słyszę mniej fajne opinie o mieście, to próbuję szukać damskich pokoi wieloosobowych. A tak to zwykle biorę najtańszy - koedukacyjny, dla 10-12 osób. Ostatnio miałam nawet 16-osobowy. Było super. No może poza aromatem butów. Jak każdy je ściągnie po podróży, to jest tragedia. Podobnie, gdy panowie zaczną chrapać w różnych tonacjach. Ale jak się człowiek zmęczy porządnie, to nic mu nie przeszkadza.

Pokój wieloosobowy w Kotorze
Pokój wieloosobowy w Kotorze© Archiwum prywatne

A jak z czystością w takich tanich miejscach?

Zwykle pozostawia wiele do życzenia. Zdarzyło mi się, że trafiłam na brudne łóżka. Ale kiedy zmogło mnie zmęczenie, przestało mi to przeszkadzać. A na drugi dzień, kiedy wróciłam z gór, stwierdziłam, że ta pościel nawet jest ok (śmiech).

W takiej podróży człowiek obniża swoje standardy, potrzeby. Nie mam problemu, żeby zjeść sobie zupkę chińską albo owsiankę z torebki. Nie mam żadnych oczekiwań. Wszystko jest ok.

Czy spotkała cię w wieloosobowym pokoju jakaś nieprzyjemna sytuacja?

W pokoju nigdy.

Karolina w Meteorach
Karolina w Meteorach© Archiwum prywatne

A poza pokojem?

W Czarnogórze, a dokładniej w jej stolicy – Podgoricy. Mówię, że to miasto-porażka, bo nie ma tam nawet komunikacji publicznej między lotniskiem a centrum. Jedynie taksówki. Stwierdziłam, że zaoszczędzę i próbowałam dostać się na malutką stację kolejową, oddaloną o ok. 1,5 km od lotniska. Długo nikt nie mógł mi wskazać drogi, ale w końcu się udało namierzyć trasę.

Nagle podbiegł do mnie jakiś facet, na oko 50-letni, złapał za rękę i stwierdził, że idę w złą stronę. Zapytałam, skąd wie, dokąd idę? Zaczął dopytywać o pociąg i tłumaczyć, że nie przyjedzie, bo był wypadek. Ciągnął mnie za rękę, chciał gdzieś zaprowadzić. Był dziwny, a ponieważ nie znoszę, jak mnie ktoś nagabuje, stanowczo odmówiłam. Zaczęłam iść, a ten zaczął mnie szarpać. Wokół nie było żadnych ludzi. Trochę mnie to przeraziło.

Co zrobiłaś?

Wróciłam na lotnisko, poszłam do ochrony i wytłumaczyłam im, że nie czuję się bezpiecznie przez tego faceta. Poprosiłam ich o pomoc. Na co usłyszałam, żebym się nie przejmowała, bo to taksówkarz i faktycznie jest strasznie nachalny. Ale przynajmniej sprawdzili, że nie było żadnego wypadku i pociąg kursuje normalnie. Poprosiłam ich, żeby choć na mnie patrzyli, jak będę wychodzić z terenu lotniska. I tak rzeczywiście zrobili.

Udało ci się bezpiecznie dotrzeć na tę stację?

Szłam jakąś ledwie wydeptaną ścieżką między krzakami. Żeby było mi raźniej, połączyłam się ze znajomymi przez Messengera. A tu nagle taksówkarz zajeżdża mi drogę, otwiera drzwi i ciągnie mnie do samochodu. Mówię, że nic od niego nie chcę. A on na to, że chce mi pomoc i zawiezie mnie nie za 10, a za 5 EUR. Odmówiłam. Zaproponował 2 EUR.

Zrobiło się naprawdę niebezpiecznie. Na szczęście na kamerce miałam przyjaciół, może to podziałało albo moja stanowczość. Potem jeszcze kilka razy zajeżdżał mi drogę mi drogę, ale za każdym razem moja odpowiedź była równie stanowcza. W końcu dotarłam na miejsce.

Stacja pod lotniskiem w Podgoricy
Stacja pod lotniskiem w Podgoricy© Archiwum prywatne

Mam nadzieje, że to był koniec przygód.

Niestety, nie. Stacja okazała się małym budynkiem podobnym do naszych publicznych toalet, postawionym w szczery polu, wokół pasły się barany. W pewnym momencie przykuśtykał jakiś staruszek, może 90-letni. Zaczął mówić do mnie po czarnogórsku, ja mu odpowiadałam po polsku. I tak zleciały nam dwie godziny. Aż tu nagle podjechał taksówkarz. Nie dowierzałam. Zaparkował między baranami, podbiegł do mnie i powiedział, że zawiezie mnie za 1,20 EUR. Postał z nami pół godziny, ale już mnie przynajmniej nie szarpał.

Po trzech godzinach przyjechał zdezelowany pociąg. W środku podszedł do mnie konduktor i ze zdziwieniem zapytał, czy byłam sama na stacji. Stwierdził, że to nie był dobry pomysł i żebym w pociągu też lepiej sama nie była. Zaproponował miejsce w swojej kabinie, bo, jak stwierdził, nie wróży mi przyjemnej podróży. Pociąg kosztował 0,80 EUR, więc opłacało się (śmiech).

Nachalny taksówkarz
Nachalny taksówkarz© Archiwum prywatne

W ostatecznym rozrachunku zaoszczędziłaś 0,4 EUR.

Warto było.

Nie zniechęciło cię to do samotnych podróży?

Mam tak, że przez chwilę rozpamiętuję jakąś sytuację, może trochę ostrożniej podchodzę do podróżowania, ale to jest bardzo krótki moment. Szybko mi przechodzi.

Zachód słońca nad Zatoką Kotorską
Zachód słońca nad Zatoką Kotorską© Archiwum prywatne

A najwspanialsza podróż? Taka, na wspomnienie której wciąż się uśmiechasz.

Grecja i pierwsze górskie schronisko na trasie na najwyższy szczyt Olimpu. Logistyka jest tam bardzo ciekawa. Z Salonik do Litochoro jedzie się z trzema przesiadkami. Potem trzeba się dostać do parkingu w Prionia, przy którym zaczyna się trasa do schroniska Spilios Agapitos pod Olimpem. Trasa wynosi 18 km, a kursują po niej jedynie taksówki. Krzyknęli mi 50 EUR, a tyle to ja na całą podróż nie miałam.

Jakby tego było mało, po nawałnicy w schronisku nie było wtedy prądu i wody, więc poza bagażem musiałam wnieść na plecach m.in. wodę do mycia. Stwierdziłam, że idę na nogach. Ale po 4 km już wiedziałam, że nie dojdę. Na szczęście drogą jechała para Izraelczyków, którzy podwieźli mnie na parking. Potem się rozeszliśmy, każdy szedł do schroniska swoim tempem.

Schronisko Spilios Agapitos
Schronisko Spilios Agapitos© Archiwum prywatne

Rozumiem, że to nie koniec opowieści?

Pogoda była nijaka, siedziałam w schronisku przy stole i czytałam książkę. W pewnym momencie podeszli do mnie znajomi Izraelczycy i zapytali, czy zagram z nimi w karty. A potem zaczęły się do nas dosiadać kolejne osoby i kolejne. Nie wiadomo kiedy na stole pojawiły się plastikowe butelki z rakiją. Każdy wyłożył na stół swoje jedzenie. Zaczęły się rozmowy o górskich i życiowych planach. I wtedy poczułam niesamowity klimat.

Potem poszliśmy zobaczyć pokój na poddaszu. Okazało się, że jest tam jedno, długie łóżko na 18 osób. Można się było w nim położyć tylko jeden koło drugiego. Ale po takim wieczorze nie stanowiło to dla nikogo problemu.

Poczułam, jakbym trafiła w odpowiednie miejsce i na odpowiednich ludzi. Spędziłam z nimi tylko kilka godzin, a gdy się rozchodziliśmy, byliśmy już wielką rodziną. Ludzie gór zawsze nić porozumienia znajdą. A w takich miejscach są absolutnie cudowni.

Nocleg w schronisku Spilios Agapitos
Nocleg w schronisku Spilios Agapitos© Archiwum prywatne

Co pomaga w samotnym podróżowaniu?

Odwaga i otwartość do ludzi. Nie warto bać się rozmawiać ani zakładać, że ktoś ma złe intencje. Oczywiście trzeba zachować pewną ostrożność, ale warto trochę zaryzykować i otworzyć się na świat.

Wejście na Mitikas - najwyższy szczyt Olimpu
Wejście na Mitikas - najwyższy szczyt Olimpu© Archiwum prywatne

Rozmawiała Iwona Wcisło, dziennikarka Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (154)
Zobacz także