Trwa ładowanie...

Ciałożyczliwość i jedzenie intuicyjne. Dwa trendy dobre dla ciała i duszy

Ciałożyczliwość to termin, który już dawno powinien zrobić furorę, ale pojawił się dopiero teraz. Ma wiele wspólnego z ciałopozytywnością, ale nie jest ruchem społecznym o korzeniach politycznych. I absolutnie nikogo nie wyklucza.

Share
Ciałożyczliwość jest prosta, ale radykalna
Ciałożyczliwość jest prosta, ale radykalnaŹródło: Getty Images
d10i57k

Pomyśl o swojej najlepszej przyjaciółce, albo córce czy siostrze. Kiedy ma gorszy dzień, gdy coś jej nie pójdzie, podnosisz ją na duchu, pomagasz dostrzec pozytywy, prawda? A gdy tobie coś nie pójdzie, jak reagujesz? Jesteś dla siebie dobra, czy niekoniecznie? Gdy ominiesz trening, zjesz tabliczkę czekolady, odpuścisz mycie włosów kolejny dzień z rzędu? Wtedy zaczyna się festiwal samobiczowania.

I właśnie stąd, z potrzeby stworzenia alternatywy w sposobie, w jaki mówimy i myślimy o naszych ciałach, zrodziła się ciałożyczliwość. Rzecz zupełnie nowa, a w polskim internecie propagowana przez Małgorzatę Akkuş, psychodietetyczkę i ekspertkę od jedzenia intuicyjnego, która zachęca do bycia życzliwym dla ciała.

Aleksandra Kisiel, WP Kobieta: Gdy na twoim instagramowym koncie przeczytałam o ciałożyczliwości, automatycznie pomyślałam o ciałopozytywności i jak się ma jedno do drugiego. Jaki jest ten związek?

Pokazuje owłosione nogi i pachy. Kaya Szulczewska o kontrowersyjnych zdjęciach

Małgorzata Kiełtyka: Ciałopozytywność to teraz gorący temat. W polskim internecie, w mediach społecznościowych, na grupach, toczy się debata o znaczenie tego słowa, o to, kto może się z ciałopozytywnością identyfikować, skąd wziął się ten ruch i dokąd zmierza. A ja chciałam od tych emocji odejść. O ciałożyczliwości przeczytałam u Agaty Głydy z bloga Psycholog na diecie. Spodobało mi się to podejście.

d10i57k

Po pierwsze dlatego, że nie jest ideą, nie jest ruchem społecznym, który jest dokładnie opisany i dotyczy konkretnej grupy osób. To jest termin, który oznacza pewien sposób myślenia o sobie i swoim ciele. I tego terminu może używać każdy, bez obaw, że pojawią się oskarżenia o promowanie otyłości albo o podpinanie się pod trend, na który jest się zbyt chudym.

Pod tym względem ciałożyczliwość jest dla każdego i naprawdę nie wyklucza, bo nie mówi o sytuacji społecznej, o przywilejach, a o relacji z ciałem. Wychodzę od słowa życzliwość. Życzliwość to bycie dobrym dla kogoś, to przychylność. Dodajmy do tego ciało i wyjdzie bycie dobrym dla ciała: dla swojego ciała i dla ciał innych ludzi. Definicja jest bardzo prosta i nikogo nie wyklucza.

I dla każdego może to oznaczać coś innego, dlatego daleka jestem od podawania sposobów na ciałożyczliwość. Nie chcę, żeby się z tego zrobił jakiś program, który trzeba realizować punkt po punkcie. Bycie życzliwym dla siebie to może być zjedzenie sałatki zamiast ciastka, ale też zjedzenie ciastka zamiast sałatki. Zależy co się do tej pory robiło. Dla kobiety z ortoreksją, która przez rok odmawiała sobie cukru, bo się go boi, ciałożyczliwym będzie zjedzenie ciastka na spotkaniu z koleżankami.

d10i57k

Już widzę te rozgrzane do czerwoności klawiatury osób z fatfobią, które piszą, że to pozwolenie na odpuszczanie sobie, promowanie otyłości.

Ech, ci ludzie pewnie zawsze będą. I zawsze znajdzie się ktoś gotowy do kontrolowania ciała i życia innej osoby. Żyjemy w kulturze czystej michy, która gloryfikuje samokontrolę, więc jeśli zrobisz coś wbrew regułom, to jest to traktowane jak utrata kontroli. Ale bycie życzliwym to bycie dobrym dla siebie. Ciałożyczliwość trafia do każdej grupy ludzi: młodszych, starszych, grubszych, chudszych. Ludzie, bez względu na rozmiar, potrzebują zmniejszyć wewnętrzną presję. Życzliwość to będzie zaspokajanie podstawowych potrzeb. Wysypianie się, regularne jedzenie, wzięcie prysznica, umycie włosów, zrobienie masażu głowy. To jest ciałożyczliwość, bo sprawia, że czujemy się dobrze.

Czy ciałożyczliwość jest ścieżką dla ludzi, którzy do tej pory byli bardzo zakorzenieni w kulturze diety i wierzyli, że im bardziej będą się nienawidzić, tym lepszy rezultat osiągną, tym bardziej będą zmotywowani do zmiany?

Tak, myślę że to będzie pierwszy krok. Powiedzenie sobie czegoś miłego całkowicie zmienia kierunek patrzenia. Do tej pory byliśmy skupieni na toczeniu wojny z samym sobą. Jeśli znajdziemy choć jeden aspekt, za który możemy się pochwalić i który nie jest związany z dążeniem do idealnego wyglądu, to zaczynamy dostrzegać inne aspekty życia.

d10i57k

Jednak w naszej kulturze bardzo zakorzenione jest negatywne motywowanie.

Niestety czarna pedagogika jest uprawiana i w polskich szkołach, i w polskich domach. Wciąż żywe jest przekonanie, że nad ludźmi trzeba stać z batem, bo inaczej nic nie zrobią. A przecież dobrze wiemy, choć ciężko nam to zaakceptować, że człowiek działa lepiej, gdy się go chwali za to, co zrobił dobrze, nawet jeśli jest to bardzo mała rzecz.

Jesteś psychodietetyczką i ekspertką od jedzenia intuicyjnego. Gdy przychodzą do ciebie pacjenci, jaki element kultury diety najtrudniej jest im odrzucić?

Chyba to, że ideał piękna jest sztucznie wykreowany. I tu nie chodzi o samo zaakceptowanie siebie, a o kulturowy ideał, który jest nierealny. Ludziom ciężko dopuścić do myśli, że mogą być inni, że mogą od tego ideału odbiegać. Najtrudniej jest chyba ludziom zrozumieć, że nie muszą być na wojnie z samymi sobą.

d10i57k

I w tym odejściu od wojowania pomaga jedzenie intuicyjne?

Jedzenie intuicyjne ma dwie definicje. Z jednej strony to styl odżywiania, który polega na słuchaniu potrzeb swojego ciała, ale też słuchaniu emocji i wykorzystywaniu logicznego myślenia.

Ale czy to się sprawdzi u osób chorych, z cukrzycą, zaburzeniami odżywiania?

Teraz przechodzimy do drugiej definicji jedzenia intuicyjnego, czyli programu, który uczy, w jaki sposób dojść do tego, żeby intuicyjnie jeść. Niektórzy uczą się parę miesięcy, inni - parę lat. To praca nad psychiką, nad emocjami. To nauka szacunku do swojego ciała. Trzeba zweryfikować swój stosunek do aktywności fizycznej, do jedzenia w ogóle, zakwestionować nawyki, które nam szkodzą. To cały program, który trzeba przejść, żeby odkryć w sobie intuicję, która najprawdopodobniej przez wiele lat była uśpiona.

d10i57k

Przy zaburzeniach odżywiania nie powinno się tego robić na własną rękę. Trzeba znaleźć kogoś, kto się na tym zna. Z osobą, która ma anoreksję, nie można zacząć rozmowy od tego, czym jest głód i sytość. Te rzeczy trzeba odłożyć na później. Można zacząć od planowania przyszłości. Można się umówić, od którego aspektu się zaczyna. Dlatego ważne jest robić to z osobą, która ma wiedzę i doświadczenie.

Jedzenie intuicyjne to zdecydowanie więcej niż jedzenie w oparciu o uczucie głodu i sytości. W czasie nauki jedzenia intuicyjnego rozmawia się o kilku podstawach: co to jest głód, co to jest sytość, co to jest satysfakcja z jedzenia, jedzenie emocjonalne, dobry stosunek do ciała, dobre nastawienie do aktywności fizycznej, elastyczna dieta, odejście od ścisłych zasad żywieniowych, które mają na celu kontrolowanie masy ciała.

To są zasady, o których nie mówi się na lekcjach biologii w szkole, gdy mowa o odżywianiu. Jak wspominam swoją edukację, to chyba nigdy nie było lekcji o tym, czym jest głód, czym jest sytość. A do aktywności fizycznej w szkole podchodziło się jak do musztry. Mam wrażenie, że nauczyciele traktowali nas jak żołnierzy w wojsku, których trzeba złamać.

No i potem były wyścigi, kto ma zwolnienie z WF-u na dłużej, prawda? A jeszcze później dziewczyny zaczynają ćwiczyć i ćwiczą tylko po to, żeby schudnąć. Nie chcą zaakceptować, że ruch jest im potrzebny przez całe życie. Nie potrafią zrozumieć, że jeśli nie będą się ruszać, to jako 60-latki będą miały problem z podniesieniem ręki nad głowę, bo będą miały ograniczoną ruchomość stawów.

d10i57k

Ja myślę, że o sporcie powinni zacząć mówić fizjoterapeuci, a nie trenerzy personalni. Więcej osób zajmujących się fizjologią i anatomią ciała człowieka powinno mówić o tym, jaką rolę odgrywa ruch, patrząc na to jak długo będziemy żyć. A przecież będziemy żyć coraz dłużej. Jaka będzie jakość życia dziewczyny, która w młodości zniszczyła sobie stawy czy kręgosłup, dążąc do ideału piękna, jeśli będzie żyć 80 czy 90 lat? Czy nie lepiej byłoby, gdyby odpuściła w kwestii idealnie płaskiego brzucha, a skupiła się na mięśniach dna miednicy czy stawach?

Dobrze, ale jak się uwolnić od tego ideału piękna i wyobrażenia o roli ruchu, skoro jesteśmy bombardowane obrazkami z jedynego słusznego kanonu?

Możemy to zrobić, odcinając się od negatywnych treści w mediach społecznościowych. Przecież nikt za nas nie klika "lubię to" na profilach fatfobicznych trenerek personalnych. To my decydujemy, co oglądamy w telewizji, na YouTube, na Instagramie! I to my decydujemy, czy weryfikujemy informacje, które do nas docierają. Mamy internet, mamy wolność, jaką daje, ale nie umiemy z niej korzystać, bo bierzemy każde słowo za dobrą monetę, zwłaszcza jeśli płynie z ust osoby, która ma miliony fanów.

Podam przykład trenerki z Instagrama, która jest bardzo drobna i ma idealnie wyrzeźbioną sylwetkę, do której aspirują jej fanki. Pewnie zawsze była taka drobna, ma bardzo niski procent tkanki tłuszczowej. Dla przeciętnej dziewczyny tak mały procent tkanki tłuszczowej będzie niebezpieczny z punktu widzenia gospodarki hormonalnej. Ale ona tego nie wie, myśli, że to jest wzór i że powinna do niego dążyć. I gdy nie osiąga tego celu, to obwinia siebie i swoje ciało.

Kolejne miejsce, w którym potrzebne są zmiany i ciałożyczliwość, to środowisko lekarskie i psychologiczne. Dostaję mnóstwo wiadomości od ludzi, których lekarze traktują bardzo źle. Środowisko medyczne niestety jest fatfobiczne. Nie zapomnę historii dziewczyny, która poszła do lekarza, mówiąc, że zmaga się z anoreksją i depresją. I usłyszała, że na anoreksję jest za gruba, a na depresję za młoda. Po jakimś czasie wróciła z BMI tak niskim, że nikt nie wątpił w anoreksję.

Stan wiedzy polskich lekarzy i to, czego uczeni są w trakcie studiów, gdy mowa o relacji z ciałem, otyłości, odżywianiu, jest niestety opłakany. I jest mocno do tyłu w stosunku do USA, gdzie ta wiedza dociera szybciej, bo badania są robione na miejscu, publikacji nie trzeba tłumaczyć, etc.

Marzy mi się taki system opieki zdrowotnej i kształcenia, w którym mówi się o dobrym samopoczuciu fizycznym i psychicznym. W którym holistyczne podejście do człowieka i życzliwość są nadrzędne. Co możemy zrobić już teraz? Zamiast się karać i mieć poczucie winy związane z naszą dietą, naszym ciałem, znajdźmy coś pozytywnego i bądźmy dla siebie życzliwi.

d10i57k

Podziel się opinią

Share
d10i57k
d10i57k