Blisko ludziCodziennie widzą ludzki dramat na granicy. "Przepraszam za łzy"

Codziennie widzą ludzki dramat na granicy. "Przepraszam za łzy"

Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej
Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej
Źródło zdjęć: © Materiały WP
Patrycja Ceglińska-Włodarczyk

08.03.2022 14:16, aktual.: 08.03.2022 21:02

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

- Są obrazy, których nie da się wymazać z pamięci. Czasem serce krwawi, łzy stają w oczach. Trzeba mocno zapanować nad sobą, bo ci ludzie potrzebują wsparcia. Nam też jest ciężko, nie jest to łatwa praca. Każdego dnia widzimy umęczone twarze ludzi, którzy idą w nieznane i są naprawdę wystraszeni – mówi w rozmowie z WP Kobieta pielęgniarka pracująca na granicy, Dorota Haś.

Wojna w Ukrainie trwa już niemal dwa tygodnie. Codziennie polską granicę przekraczają tysiące ludzi, którzy zostawili w kraju cały dobytek życia, a ich plany i marzenia legły w gruzach z dnia na dzień. Ukraińcy nie chcą wojny i nie rozumieją działań Putina. Uciekają z kraju, który kochają, aby znaleźć schronienie i perspektywy na lepsze życie dla siebie i swoich dzieci. Już ponad milion Ukraińców uciekło przez naszą granicę z Ukrainy.

Danuta Haś i Teresa Kot to pielęgniarki z nadarzyńskiej przychodni, które razem z dyrektorem placówki i lekarzem Adamem Chusteckim pojechały do gminy Dołhobyczów nieopodal granicy polsko-ukraińskiej, aby pomagać. Na miejscu ekipa dostała pokój, który zagospodarowała na gabinet lekarski. Decyzja o przyjeździe pod granicę była spontaniczna, ale jednocześnie przemyślana.

- Jeśli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia, to pomagamy ludziom w inny sposób. Czasami wystarczy porozmawiać, wysłuchać tych ludzi – mówi w rozmowie z WP Kobieta Adam Chustecki.

Giną nie tylko ludzie, ale też marzenia

Strefa wyznań otwiera się już w korytarzu, gdzie ludzie czekają w kolejce po pomoc medyczną, spożywają posiłki i czekają na transport, aby wyruszyć w dalszą podróż. Pielęgniarki i lekarze na miejscu każdego dnia słuchają ludzkich historii. Czasem nawet nie potrzeba słów, aby dostrzec, jaki dramat przeżywają uchodźcy i ich rodziny.

- Przyjechała do nas mama z czwórką dzieci w wieku 3-8 lat. Do tego miała jeszcze czterotygodniowe dziecko. Kiedy się na nie patrzyło, w jego oczach… W tych oczach nie było widać wojny, lęku i strachu, bo jest jeszcze nieświadome… – pani Danucie załamał się głos i trudno było powstrzymać łzy.

- Ale my wiemy, że ta mama karmiąc piersią przekaże mu swoje emocje: strach i niepewność, co spowoduje, że dziecko za jakiś czas będzie miało w sobie ten lęk i niepokój. Przepraszam za łzy – powiedziała pani Danuta.

Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej
Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej© Materiały WP

Panie pielęgniarki podkreślają, że do punktu medycznego trafiają głównie matki z dziećmi.

- Przychodzą do nas dzieci w wieku przedszkolnym, szkolnym, które są przeziębione, ponieważ były długo w podróży lub przebywały w nieocieplonych schronach. Są osoby z chorobami przewlekłymi, alergiami, które potrzebują porady czy leków. Pojawiają się też drobne urazy, które powstały w wyniku np. przewrócenia się lub urazy wynikające z trudnej podróży – relacjonuje pani Danuta.

- Pacjenci opowiadają, że wejście do pociągu transportującego uchodźców jest bardzo trudne. Na stacjach są tłumy ludzi, wszyscy się przepychają. Jedna starsza dziewczynka była bita, wpadła też między peron a pociąg i miała uraz barku. To są bieżące potrzeby wynikające z długiej drogi, którą ci ludzie przebyli – dodaje pielęgniarka.

Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej
Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej© Materiały WP

Najważniejsze jest jednak wsparcie psychiczne. Ludzie, którzy przekroczyli granicę są rozedrgani, boją się o swoją przyszłość, martwią się o rodzinę.

- Są zdenerwowani, płaczliwi, więc nieocenione jest wsparcie psychologiczne, żeby ich pocieszyć, wysłuchać, dać leki uspokajające – mówi pani Danuta Haś.

- Przemieszczając się pomiędzy ludźmi słyszymy ich rozmowy, niekiedy włączamy się do nich. Ludzie płacząc opowiadają o swoich dramatycznych chwilach, o tym jak są załamani, jak się boją przyszłości. Nie wiedzą, co się z nimi stanie dalej, gdzie będą spali, czy ktoś ich przyjmie. Niepewna przyszłość to ogromny stres. Pracujemy nie tylko jako lekarze, pielęgniarki, ale również psycholodzy. Wsparcie, dobre słowo, spojrzenie im w oczy, to ich wycisza. Młode mamy, które karmią piersią, panie po 70. z błagalnym wzrokiem cały czas mówią o niepewnym jutrze. Mają strach w oczach – dodaje pielęgniarka Teresa Kot.

Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej
Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej© Materiały WP

- Rozmawiałam z panią, która martwi się o swoją córkę, która jest w 7. miesiącu ciąży. Przebywają tutaj w punkcie na granicy, kompletnie nie wiedzą, co mają zrobić, gdzie się udać, które miasto ich przyjmie, co zastaną. Pani chce jeszcze wrócić do Ukrainy po drugą córkę i wnuki. Cały czas przewija się tęsknota za krajem i za mężczyznami, którzy zostali. Za synami, partnerami. Nie wiadomo, kiedy jeszcze się zobaczą – dodaje pani Teresa.

- Jedna pani Ukrainka przekroczyła granicę z dwoma synami. Dotarcie do granicy zajęło jej sporo czasu. Powiedziała mi: "Myślałam, że mam dużo przyjaciół i bliskich mi osób. Kiedy przyszła wojna, nikt nie chciał mi pomóc. A jeśli już, to za pieniądze". To są naprawdę ludzkie dramaty i dylematy, co robić w obliczu wojny. Warto wspomnieć też o tym, że często uchodźcy podróżują ze swoimi zwierzakami. Naprawdę gardło ściska i serce mocno krwawi, jak ci ludzie bardzo kochają te psy, koty i inne zwierzątka. Nie zapominają o nich i my też nie możemy. One są bardzo wylęknione, przestraszone – dodaje Adam Chustecki.

Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej
Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej© Materiały WP

Medycy muszą stanąć na wysokości zadania

Pielęgniarki oraz lekarz Adam Chustecki podkreślają, że praca przy granicy jest bardzo obciążająca. Cały zespół pracuje na miejscu po kilkanaście godzin na dobę.

- Wszystko zależy od tego, ile osób danego dnia przekroczy granicę i jakie są potrzeby. Ostatnio siedzieliśmy dłużej niż sami planowaliśmy, ponieważ wieczorem pojawiły się na granicy kolejne osoby. Ale z reguły to jest 12-14 godzin dziennie. Tu trzeba być elastycznym. Ktoś, kto przyjeżdża tutaj jako lekarz, musi być też wolontariuszem w każdym wydaniu. Pomagamy odbierać dzieci z transportów, przenosimy rzeczy, podajemy posiłki, herbatę. Ci ludzie są w innym świecie, nie wiedzą, co się dzieje. Zostali wygnani ze swojego kraju – mówi lekarz Adam Chustecki.

- Nasza rola jest ogromna i my musimy sobie z tym poradzić. Jesteśmy wykształceni w tym kierunku, ale na bieżąco uczymy się też nowych rzeczy, mierzymy się z nowymi problemami – podkreśla Teresa Kot.

- Chcemy pomagać, pomagamy, ale są obrazy, których nie da się wymazać z pamięci. Staramy się ze sobą rozmawiać, wspieramy się, ale praca jest obciążająca psychicznie – dodaje pani Danuta.

- Każdego dnia stykamy się z ludzkim dramatem. Musimy być bardzo, bardzo odporni. Wychodzimy do dzieci z pluszakami, żeby miały się do czego przytulić, rozbawiamy ich. Dzieci się śmieją, dziękują i naprawdę za wiele nie chcą. Najbardziej potrzebują dobrego słowa – dodaje Chustecki.

Nieocenione wsparcie

Na szczęście medycy mogą liczyć na wsparcie bliskich.

- Moja cała rodzina związana jest z medycyną, więc zawsze wychowywałam dzieci w duchu pomocy. To jest naturalne, że wyjeżdżamy i pomagamy. W pełni zaakceptowali moją decyzję – opowiada pani Danuta.

- Moje dzieci są prawie dorosłe i bardzo pozytywnie zareagowały. Powiedzieli do mnie: "Mamo jedź, my sobie poradzimy. Tylko uważaj na siebie". Mogą liczyć na wsparcie najbliższej rodziny. Koleżanka też napisała do mnie, że jeśli coś potrzeba moim dzieciom, to pomoże i zrobi, co trzeba – mówi pani Teresa.

Poza tym przy granicy jest ogromna mobilizacja okolicznych organizacji oraz mieszkańców pobliskich miejscowości. To również duże wsparcie dla wszystkich, którzy pomagają na granicy.

- Wszyscy przywożą to, co mają. Okoliczni rolnicy pracują jako strażacy. Porzucili swoją pracę, która teraz jest dla nich mniej istotna i zajmują się przewożeniem ludzi z granicy do naszego punktu medycznego. Koła gospodyń wiejskich są bardzo zorganizowane i przywożą nam pełne gary jedzenia. Wolontariuszki przyjechały ze Szczecina i z Gdańska, żeby pomagać i robić ogromne ilości kanapek. My przyjechaliśmy tutaj ze swoim sprzętem medycznym, ale zastaliśmy też na miejscu podstawowe środki takie jak leki przeciwbólowe czy przeciwymiotne. To wszystko kupili ludzie – opowiada pani Danuta.

Medycy pomagają na granicy
Medycy pomagają na granicy© Materiały WP

- Ludzie z okolicy zostawili swoje obowiązki i ruszyli z pomocą. Też pomagamy tutaj jak możemy, nie tylko medycznie. Koleżanka wzięła ostatnio wspomniane czterotygodniowe maleństwo, żeby mama mogła się najeść. Bezcenny widok, kiedy ta mama miała chwilę dla siebie. Widać, że była wygłodzona, bo po prostu jadła, jadła i piła, żeby mieć siłę zajmować się dziećmi. Serce się kraje i to są widoki, które na zawsze w nas zostaną – dodaje pani Teresa.

Choć praca po kilkanaście godzin na dobę jest trudna i wykańczająca nie tylko fizycznie, ale również psychicznie, na koniec dnia pojawia się ogromna satysfakcja.

- Tu wszystko jest dla nich bezpłatnie: kawa, herbata, jedzenie, podpaski, karma dla zwierząt. Mogą zabrać jedzenie na drogę, wolontariusze pracują na pełnych obrotach. Najcenniejsze, co tu spotykamy to słowo "dziękuję" i uśmiech w oczach ludzi. W tym całym dramacie oni potrafią się jeszcze uśmiechnąć – kwituje pielęgniarka Teresa Kot.

Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej
Medycy pomagają na granicy polsko-ukraińskiej© Materiały WP

Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was! Chętnie poznamy wasze historie, podzielcie się nimi z nami i wyślijcie na adres: wszechmocna_to_ja@grupawp.pl.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także