Blisko ludzi"Czy powinnam płacić połowę kredytu mieszkaniowego mojego chłopaka?". Magda u Darka nie czuła się jak w domu

"Czy powinnam płacić połowę kredytu mieszkaniowego mojego chłopaka?". Magda u Darka nie czuła się jak w domu

"Czy powinnam płacić połowę kredytu mieszkaniowego mojego chłopaka?". Magda u Darka nie czuła się jak w domu
Źródło zdjęć: © Getty Images

17.01.2020 17:03, aktual.: 17.01.2020 20:47

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Kiedy do mieszkanka kupionego na kredyt wprowadza się partner zadłużonej osoby, mogą pojawić się wątpliwości – czy ratę dzielić na pół i kto oraz za co ma płacić? Roksana nie była zadowolona, że ukochany nie dokłada się do życia, za to Magda bardzo chciała płacić część kredytu, by w mieszkaniu chłopaka poczuć się jak u siebie. Czy istnieje rozwiązanie optymalne?

32-letnia Roksana po pięciu latach rozstała się z narzeczonym. Było jej bardzo ciężko, bo nie tylko planowali ślub, ale mieli już kupione mieszkanie, w którym urządzili się i mieszkali prawie od roku. Rozstali się, bo Antek dostał pracę na drugim końcu Polski i postanowił się tam przenieść. – Miało to być na zasadzie "zobaczymy co dalej" i "wszystko się jakoś ułoży". Ja nie chciałam jechać, bo miałam pracę i całe życie na miejscu. On pojechał i zabiła nas odległość. Zrozumiałam, że nie chcę i nie mogę tak żyć. Potrzebowałam stabilizacji, chciałam zostać mamą. A Antek żył swoim życiem – opowiada Roksana.

Antek postanowił, że już nie wróci. Żeby Roksana miała gdzie mieszkać, musiała go spłacić i przejąć na siebie kredyt. – Z dnia na dzień zostałam sama i z długami. Do tego cholernie samotna – mówi.

To się jednak zmieniło, kiedy kilka miesięcy później poznała Konrada. Ponieważ dzieliło ich 30 km, a Roksana nie chciała drugi raz przerabiać związku na odległość, zaproponowała, żeby się do niej wprowadził. – Najpierw tylko na weekendy, ale z czasem zaczął zostawać również w tygodniu i w końcu zadomowił się na stałe. Byłam szczęśliwa, ale problem pojawił się w momencie, gdy zaczęły rosnąć koszty utrzymania mieszkania i życia – opowiada Roksana.

Z jednej strony czuła się zakłopotana. Nie chciała kłócić się o pieniądze. Z drugiej strony zaczęła chodzić podenerwowana – miała na głowie kredyt, czynsz, rachunki, a Konrad ani razu nie zapytał, czy ma się dorzucać. Roksana czekała, aż jej ukochany poruszy wreszcie ten temat. Nie zrobił tego, więc wzięła go na rozmowę. Zaproponowała, żeby płacił połowę raty kredytu, czyli tak, jakby dokładał się do wynajmu. – Oburzył się, że przecież to nie jego mieszkanie i że w razie czego, to on zostanie na lodzie, do tego bez pieniędzy. Zrobiło mi się bardzo przykro – wspomina Roksana.

Ostatecznie dogadali się, że Konrad będzie opłacał połowę rachunków i robił większość zakupów. Spłata kredytu została po stronie Roksany.

"Kredyt jest jego, ale mieszkanie nasze"

Magda była bardzo szczęśliwa, kiedy Darek zaproponował jej, żeby się do niego wprowadziła. Miał nowe 60-metrowe mieszkanie w prestiżowej lokalizacji. Podczas gdy jej koleżanki ze swoimi partnerami zaciągały długoterminowe kredyty albo wynajmowały, ona wprowadziła się na gotowe. – Darek nigdy nie ukrywał, że mieszkanie zostało kupione na kredyt. Twierdził, że rata nie jest wysoka, a ja nie wchodziłam w szczegóły, bo to jego pieniądze, poza tym miał dobrą pracę – wspomina Magda. – Zapytałam go, czy mam dokładać się do kredytu. Wręcz mnie wyśmiał. Powiedział, że kredyt jest jego, ale mieszkanie nasze – opowiada.

Początki wspólnego mieszkania były wspaniałe, ale z czasem zaczęły się schody. Magda coraz częściej czuła, że nie jest u siebie. Gdy kupiła do domu palmę, Darek stwierdził, że do roślin trzeba mieć rękę, a palmy nie ma gdzie postawić. Kiedy chciała przemeblować sypialnię – nie lubiła, kiedy pobudkę robiło jej świecące w twarz słońce – Darek uznał, że dobrze jest tak, jak jest i nic nie będą zmieniać. – Takich sytuacji było coraz więcej. Czułam się tam obco. Zaczęłam naciskać, żebyśmy razem spłacali raty, bo wtedy miałabym poczucie, że to nasze wspólne mieszkanie, ale Darek nie chciał się zgodzić – tłumaczy.

Czasem jednak zadłużona osoba wręcz oczekuje, że partner pomoże jej spłacić kredyt. Na jednym z forów internautka zastanawia się, czy powinna płacić połowę kredytu mieszkaniowego swojego chłopaka. "Chcę dokładać połowę do rachunków, ale niestety mój chłopak uważa, że powinnam również w połowie pokrywać koszty związane z kredytem, bo przecież gdybym sama wynajmowała mieszkanie, to też bym komuś płaciła. Nie wiem, jak powinnam zachować się w tej sprawie. Zdeklarowałam się na płacenie połowy z 1000 zł, a on mówi, że uczciwe byłoby płacenie połowy z 3500 zł".

"Nigdy w życiu bym nie zgodziła się na płacenie połowy kredytu" – odpowiada jedna z internautek. "Jesteście tylko parą i co, będziesz płaciła, a po roku się rozstaniecie? Rozumiem do czynszu się dorzucać, ale do kredytu nigdy w życiu" – dodała. Pojawiły też inne punkty widzenia. "Moim zdaniem powinnaś płacić trochę więcej niż rachunki, ale wiadomo, że nie chodzi o dorzucanie się dodatkowo 1250 zł do kredytu. Raczej tyle, ile u was w mieście kosztuje wynajęcie np. pokoju w takim standardzie" – czytamy. Takie historie można jednak mnożyć.

Otwarcie rozmawiać o problemach

Z raportu "Młodzi Polacy w związkach – podział ról finansowych" przygotowanego przez Maison & Partners na zlecenie firmy Wonga wynika, że 60 proc. młodych Polaków (w wieku 18–35 lat) pozostających w związku finansami zarządza wspólnie z partnerem. Jednocześnie 40 proc. ankietowanych przyznało, że ma też własne pieniądze i dysponuje nimi według uznania. Całkowitej niezależności finansowej – bez ingerencji partnera – TAK mówi 18 proc. młodych Polaków.

A jak to wygląda w przypadku kredytu? Raport Wonga wykazał, że wspólne zobowiązania finansowe (w postaci kredytu lub pożyczki) ma co trzecia para. Większość z nich raty spłaca po równo, jednak prawie w co trzecim związku spłatą zajmuje się tylko jedna osoba. 16 proc. ankietowanych twierdzi, że więcej dokłada jeden partner bądź współmałżonek.

Liczne badania – przeprowadzone zarówno w Polsce, jak i za granicą – pokazują, że związki rozpadają się przez pieniądze oraz kredyty. Coach Karolina Cwalina-Stępniak, która pracuje z klientami indywidualnymi oraz biznesowymi, przekonuje, że jeśli chodzi o finanse w związku, najważniejsze to otwarcie rozmawiać o problemach i wątpliwościach, żeby znaleźć rozwiązanie, które będzie odpowiadać obu stronom. – Każdy ma zupełnie inne podejście do kwestii finansowych. To, co dla jednych nie stanowi problemu, innym nie będzie odpowiadać. Warto jednak zastanowić się, czy kwestie finansowe powinny być powodem rozpadu wartościowej relacji – podpowiada ekspertka.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także