Renesans bloków z wielkiej płyty. "Wszystko mamy tu pod nosem"

Bloki z wielkiej płyty cieszą się oraz większym zainteresowaniem
Bloki z wielkiej płyty cieszą się oraz większym zainteresowaniem
Źródło zdjęć: © East News | ARKADIUSZ ZIOLEK

19.05.2024 06:50

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Ok. 20 proc. mieszkań w Polsce znajduje się w blokach z wielkiej płyty. Ich żywotność początkowo przewidywano na jakieś 50 lat, jednak dr inż. Jarosław Szulc z Instytutu Techniki Budowlanej zapewnia, że jeszcze postoją – i to długo. – Dla wielu młodych rodzin wielka płyta jest znacznie atrakcyjniejsza niż nowoczesne budownictwo – twierdzi ekspert.

Kiedy Agnieszka w 2018 roku rozglądała się z mężem za własnym lokum, poszukiwania rozpoczęli od oglądania nowych mieszkań i stawianych właśnie domków szeregowych. – Umówiliśmy się, pojechaliśmy i… złapaliśmy się za głowę – przyznaje Agnieszka. – 4 tys. zł za metr kwadratowy w stanie surowym to było zdecydowanie poza naszym budżetem. Za 50 m kw. wychodziło 200 tys. zł. Wykończenie kosztowałoby pewnie drugie tyle. Byłam załamana.

Szukali w Radomiu, skąd pochodzą i gdzie pracują. Radom nie uchodzi za miasto drogie. Musieli jednak mierzyć siły na zamiary. – Wychowałam się w domku jednorodzinnym, w którym mieszkają moi rodzice i mój brat. Nie chciałam mieszkać w bloku, ale jak widać, życie potrafi zaskoczyć – dodaje.

Gdy znaleźli 55-metrowe mieszkanie za niewiele ponad 200 tys. zł, gotowe do wprowadzenia, zdecydowali się na nie. – Wymagało tylko odświeżenia. Poprzedni właściciel powymieniał instalacje i wyremontował łazienkę. Udało nam się wynegocjować fajną cenę za trzy pokoje z kuchnią i balkonem oraz piwnicą. Nie żałuję, bo mieszka nam się tu bardzo dobrze. Wszystko mamy pod nosem: sklepy, targ, przychodnię, przedszkole, szkołę, kino, do centrum blisko. W naszej klatce mieszka sporo młodych rodzin i każdy jest zadowolony – zapewnia Agnieszka.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Osiedle z przestrzenią

Budynki z wielkiej płyty zaczęły pojawiać się w Polsce w latach 60. Największy boom na nie przypadł na lata 80. Dziś już się ich nie buduje, więc mieszkanie w tego typu budownictwie można kupić wyłącznie z drugiej ręki. Technologia wielkopłytowa polega na używaniu wielkowymiarowych prefabrykatów.

– W PRL-u obowiązywał tzw. normatyw projektowania mieszkań; większość mieszkań w wielkiej płycie to M3 lub M4, czyli lokale o powierzchni między 45 a 55 m kw., w których zazwyczaj są dwa albo trzy pokoje plus kuchnia, bywało, że czasem ślepa, ale to bardzo przypomina współczesny aneks kuchenny, który też jest jak gdyby "ślepą kuchnią" – zauważa dr inż. Jarosław Szulc z Instytutu Techniki Budowlanej.

– Takie rozmieszczenie pomieszczeń jest wygodne, bo np. małżeństwa zazwyczaj chcą mieć sypialnię dla siebie, pokój dla dziecka i pokój gościnny. Natomiast mieszkania we współczesnym budownictwie projektuje się już inaczej. Często w tym samym metrażu jest o jeden pokój mniej. Sam wychowałem się w trzypokojowym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie i bardzo dobrze wspominam ten czas. Również moi synowie tutaj dorastali – dodaje.

Ekspert potwierdza, że mamy w Polsce renesans bloków z wielkiej płyty – także z wymienionego już powodu, że są one doskonale zlokalizowane. – W tamtych czasach nie projektowało się pojedynczego budynku, tylko całe osiedle. Dzięki temu na osiedlach wielkopłytowych oprócz zabudowań mieszkalnych znajduje się cała towarzysząca im infrastruktura: przedszkola, szkoły, przychodnie zdrowia, domy kultury, pawilony handlowe, do tego boiska, place zabaw. A gęstość zabudowy na tych osiedlach nie jest taka, jak teraz, kiedy przestrzeni między budynkami właściwie nie ma – mówi dr inż. Jarosław Szulc.

Patodeweloperka?

Agnieszka mieszka na siódmym piętrze wieżowca z wielkiej płyty. – Widok z balkonu mamy piękny – przyznaje. – Odwiedziłam ostatnio koleżankę, która kupiła mieszkanie w nowym apartamentowcu. Z balkonu widzi, co robią jej sąsiedzi w budynku obok. Zero intymności. Ostatnio koleżanka mówiła mi, że zobaczyła… kolor majtek swojego sąsiada. Czy to nie podchodzi pod "patodeweloperkę"? – zastanawia się.

- Mieszkania w wielkiej płycie ewidentnie są rarytasem i w sumie się temu nie dziwię. Dobrze nam się tutaj mieszka. Może kiedyś pomyślimy o domku, ale jak na razie niczego nam tu nie brakuje – dodaje nasza rozmówczyni.

Dr inż. Jarosław Szulc potwierdza, że mieszkania w wielkiej płycie są tańsze niż w nowym budownictwie, co czyni je atrakcyjnymi. – Jeśli ktoś może zaoszczędzić 10, 20, a zwłaszcza 100 tys. zł, jest to dla niego argument – przyznaje.

Jeszcze postoją

Według szacunków Instytutu Techniki Budowlanej w Polsce ok. 20 proc. wszystkich zasobów mieszkaniowych to lokale w wielkiej płycie. Iwona też zdecydowała się na mieszkanie w wielkiej płycie – z narzeczonym kupiła dwa pokoje z kuchnią na radomskim Ustroniu. Było to dwa lata temu. Dziś przyznaje, że jest… umiarkowanie zadowolona.

– Te mieszkania są tańsze i dobrze zlokalizowane, ale widzę też minusy. Nie ma co ukrywać, że na ogrodzonych, nowoczesnych osiedlach jest spokojniej i schludniej. Tutaj z "odpowiedzialnością zbiorową" za porządek i czystość bywa różnie. Pomazane klatki schodowe, śmieci, wystawanie pod klatkami z piwkiem to moja codzienność. W mieszkaniu często słychać też sąsiadów i to, co akurat robią. Najbardziej nie znoszę jednak, jak palą papierosy na klatce. Ale z sąsiadami to jest tak, że nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. W nowym budownictwie niestety też – mówi Iwona. – I bardzo brakuje mi parkingu podziemnego.

Dr inż. Jarosław Szulc przyznaje, że w wielkich płytach akustyka bywa mankamentem, ale nie przez grubość ścian, które wynoszą tu standardowe 15 cm, do tego są betonowe. – Winne są piony wentylacyjne, otwarte od góry do dołu, którędy rozchodzi się dźwięk – tłumaczy ekspert Instytutu Techniki Budowlanej. Zdaniem dr. Szulca wadą wielkiej płyty są ponadto trudności z aranżacją pomieszczeń.

– Jeśli ktoś chciałby połączyć pokoje albo zrobić inną większą zmianę, to przesunięcie czy usunięcie ściany konstrukcyjnej w wielkiej płycie jest możliwe, ale trudne – zauważa ekspert. – Gdy powstawały te osiedla, jakość wykonawstwa była inna: PRL to czasy prymatu ilości nad jakością. Standard wykończeń zdecydowanie się zmienił.

Żywotność wielkiej płyty przewidywano na ok. 50 lat. Ale dr inż. Jarosław Szulc tłumaczy, że nie oznacza to, iż bloki z wielkiej płyty zaczną się zaraz rozpadać. – Skąd! One jeszcze długo postoją, może nawet 100 lat. Nieporozumienie dotyczące ich żywotności wynika z tego, że umowny projektowy termin użytkowania budynków to właśnie 50 lat. Jednak każdy budynek przechodzi obowiązkowe przeglądy okresowe, jest to zapisane w prawie budowlanym. Żywotność wielkiej płyty cały czas się więc przedłuża – mówi.

– Jakiś czas temu robiliśmy raport i okazało się, że ta żywotność jest wielokrotnie większa niż umowne 50 lat. Na pewno nie ma więc uzasadnienia do tego, aby zacząć się zastanawiać, czy "wielkopłytowców" nie należałoby wyburzyć i postawić na ich miejscu czegoś nowego. Szczególnie że dzisiejsze bloki z wielkiej płyty to nie są te same bloki, co kilkadziesiąt la temu: przeszły termomodernizacje, remonty, konserwacje – wymienia ekspert.

Według szacunków Izby Inżynierów Budownictwa rewitalizacja budynków z wielkiej płyty w skali kraju pochłonęłaby… 200 mld zł.

Ewa Podsiadły-Natorska dla Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (212)
Zobacz także