Trwa ładowanie...

#Selfcare. Na jej zajęciach dziewczyny krzyczą i płaczą

Historia Karoliny Erdmann jest niezwykła. Miała kierownicze stanowisko w korporacji, ale była nieszczęśliwa. Z dnia na dzień postanowiła zmienić swoje życie. Intuicja jej nie zawiodła - jej autorski trening co tydzień przyciąga oddane fanki. Byłam na nim, krzyczałam i płakałam, a za tydzień wróciłam po więcej.

Share
Karolina Erdmann stworzyła niezwykłe zajęcia "The Beat"
Karolina Erdmann stworzyła niezwykłe zajęcia "The Beat"Źródło: fot. Instagram
dvae2ym

Karolina Erdmann w ciągu siedmiu lat stworzyła prawdziwą jogową społeczność. Spośród innych trenerek wyróżnia ją świadomość, że w aktywności nie chodzi o spalanie kalorii czy budowanie pięknej sylwetki, ale o emocje. Wiedziona własnymi doświadczeniami stworzyła zajęcia, jakich na próżno szukać w innych szkołach jogi. Na czym polega fenomen kultowego "The Beat"?

"Chciałam zmęczyć ludzi, żeby porzucali swoje bariery"

Stworzenie własnej szkoły jogi od podstaw to nie bułka z masłem. Znajomi Karoliny Erdmann pukali się w głowę. W końcu osiągnęła pozycję zawodową, o której można zamarzyć - była brand managerką na Polskę luksusowej marki samochodów. Jednak energiczna blondynka chciała od życia czegoś innego. Przez wiele lat fascynowała się Tarą Styles - znaną na całym świecie trenerką jogi, która stworzyła autorską metodę "strala yoga".

dvae2ym

Karolina postawiła wszystko na jedną kartę, rzuciła pracę i wyjechała się szkolić do swojej idolki. Szybko zrozumiała, że nie chce otwierać kolejnego studia jogi, ale stworzyć markę, której będzie przyświecała pewna filozofia. - Coś, co mnie naprawdę fascynowało, to dbanie o ciało i o głowę - holistyczne podejście. Chciałam prowadzić dynamiczne zajęcia, żeby zmęczyć ludzi. Chodzi o to, żeby podczas treningu uczestnicy zrzucali z siebie niepotrzebne warstwy i porzucali bariery, które mają w ciele. Gdy jesteś zmęczona, jesteś bardziej otwarta, bo już nie masz siły na mocowanie się ze sobą - mówi w rozmowie z WP Karolina Erdmann.

Początki były trudne. Karolina prowadziła zajęcia dla grupy bliskich znajomych. W końcu udało jej się stworzyć pierwsze dedykowane swojej metodzie miejsce. Jednak nie był to koniec, a dopiero początek drogi.

"Musiałam przełamać swój wstyd"

Gdy trenerka myślała, że wszystko idzie po jej myśli, straciła wynajmowany przez siebie lokal. - Pomyślałam, że nie będę się więcej zajmować jogą, za dużo mnie to wszystko kosztowało. Włożyłam w stworzenie studia całe serce, a z dnia na dzień zostałam na ulicy. Wyobraź sobie, że musisz w kilkanaście godzin zabrać wszystkie swoje rzeczy i opuścić szkołę. Pamiętam, jak patrzyłam na puste wnętrze - dopiero co był tam gwar i chaos przed zajęciami. Chciałam się poddać, byłam zrezygnowana - mówi Karolina Erdmann. 

Joginka postanowiła wycofać się z branży, ale na pożegnanie chciała zrobić coś dla siebie. Wzięła udział w szkoleniu trenerskim w USA. I stało się coś niezwykłego. - Trenerka kazała nam przez siedem minut skakać i robić burpeesy i ja nie mogłam powstrzymać łez. Zeszło ze mnie całe napięcie, bardzo się wzruszyłam. I zaczęłam to analizować - mówi Karolina Erdmann.

dvae2ym

W Polsce na Karolinę czekała garstka najwierniejszych podopiecznych. Trenerka wynajęła malutką salę i postanowiła na swoich koleżankach poeksperymentować. - Spróbuj wyjść przez grupę ludzi i zacząć krzyczeć. Jeśli ty w to nie uwierzysz, to nikt w to nie uwierzy. Ale wydarzyła się magia: dziewczyny złapały tę energię i zaczęły krzyczeć ze mną, płakałyśmy i krzyczałyśmy razem - wspomina Karolina. 

Dziewczyny zaczęły się domagać regularnego "krzyczącego" treningu i tak oto wszedł on na stałe do repertuaru Karoliny.

Na czym polega fenomen tych zajęć? - Zanim weszłam na salę, konsultowałam się z wieloma mądrymi osobami. Wiedziałam, że żeby przejść ten trening, trzeba się dobrze dotlenić. Krzyk sprawia, że wypuszczasz z siebie powietrze do samego końca i kolejny wdech bierzesz z przepony - on jest wtedy bardzo głęboki, bardzo odżywczy, daje ci dużo siły. Ta metoda oddechowa jest zaczerpnięta ze sztuk walk, ale w tworzeniu zajęć zdałam się na swoją intuicję. Eksperymentowałam też sama ze sobą - musiałam przełamywać swoje wewnętrzne bariery, poza tym obserwowałam dziewczyny, jak przeżywają, jak się wzruszają i dodawałam kolejne elementy do "The Beat" - mówi trenerka. 

Na tych zajęciach uczestniczki krzyczą i płaczą Instagram
Na tych zajęciach uczestniczki krzyczą i płacząŹródło: Instagram, Fot: Karolina Erdmann

Zajęcia fundują uczestniczkom prawdziwy emocjonalny rollercoaster. - Z jednej strony czujesz się silna, mocna, bo dajesz z siebie wszystko, a z drugiej delikatna, bo tak dużo czujesz. To połączenie skrajnych uczuć jest niezwykle wzruszające - mówi Karolina Erdmann.

dvae2ym

"Wykrzyczałam swój gniew, lęk i frustrację"

Trafiłam na zajęcia do “Yoga Beat” przypadkowo. Byłam zmęczona żmudnymi treningami na siłowni, z których przestałam czerpać radość. Potrzebowałam odmiany. To nie był najszczęśliwszy czas w moim życiu. Praca i sytuacja osobista dawały mi mocno w kość. Stres kumulował się w ciele - bolały mnie wszystkie mięśnie, nie pomagały masaże i relaksujące kąpiele - byłam po prostu kłębkiem nerwów.

Opis zajęć "The Beat" sugerował, że czeka mnie wycisk, ale przecież byłam już zaprawiona w bojach. Nie spodziewałam się jednak, że to moja głowa i emocje będą najbardziej zaangażowane w trening. 

Już sama atmosfera zajęć bardzo różni się od tej w tradycyjnych klubach. Przygaszone światło i zapach palo santo budują nastrój. Karolina Erdmann zadbała o każdy szczegół - muzyka, jaka towarzyszy treningowi nie kojarzy się z fitnessem - to często autorskie psychodeliczne składanki.

dvae2ym

Zajęcia są bardzo intensywne. Grupa połączona mocnym rytmem synchronicznie wykonuje proste ćwiczenia. I wtedy pojawia się krzyk - za pierwszym razem twój głos jest cichy, nieśmiały, jednak z każdym kolejnym uderzeniem nabierasz więcej odwagi. W końcu krzyczysz na cały głos. Po kilkunastu minutach skakania jesteś zlana potem, a ciało odmawia posłuszeństwa. I wtedy staje się coś niezwykłego, kontrolę nad tobą zaczynają przejmować emocje. Od tej pory one cię prowadzą - wyrzucasz z siebie gniew, strach, frustrację, przestajesz nad sobą panować, od tej pory jesteś częścią tej niezwykłej grupy.

Tak wygląda sala po treningu "The Beat" Archiwum prywatne
Tak wygląda sala po treningu "The Beat"Źródło: Archiwum prywatne, Fot: Karolina Erdmann

Gdy po godzinie muzyka cichnie, a ty leżysz bez sił na macie, pojawiają się łzy - oczyszczające i dające ukojenie. Wyszłam z zajęć lekka i zrelaksowana jak nigdy wcześniej. I to jest mój prawdziwy #selfcare.

dvae2ym

Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Chętnie poznamy wasze historie, podzielcie się nimi z nami i wyślijcie na adres: wszechmocna_to_ja@grupawp.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Czarne maliny podbijają polskie stoły. Ograniczają rozwój raka

dvae2ym

Podziel się opinią

Share
dvae2ym
dvae2ym