Tak bawiła się na weselu kuzyna. Goście byli zażenowani

Jedną z przyczyn dziwnych zachowań na weselach jest nadmiar alkoholu - zdjęcie ilustracyjne
Jedną z przyczyn dziwnych zachowań na weselach jest nadmiar alkoholu - zdjęcie ilustracyjne
Źródło zdjęć: © Getty Images

23.06.2024 06:50, aktual.: 23.06.2024 09:48

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Duże wesela mają to do siebie, że nigdy do końca nie wiadomo, kogo się spotka. Patrycja siedziała przy stole z mężczyzną, który najpierw długo milczał, a później zaskoczył wyznaniem. - Powiedział, że jest "tajniakiem" i chciał nas ewangelizować - wspomina.

Choć kameralne śluby cieszą się coraz większą popularnością, a goście są tam starannie wyselekcjonowani, wciąż w wielu rodzinach nie ma mowy o małym weselu. Gdy na sali pojawia się dawno niewidziana rodzina, znajomi rodziców zaproszeni, bo "tak wypadało" czy kuzynostwo z nieznajomymi osobami towarzyszącymi, o zaskakujące i niespodziewane sytuacje nietrudno. Szczególnie gdy na stołach jest alkohol.

Tak było w przypadku Natalii, która bawiła się na weselu kuzyna. Siedziała przy stole z jego znajomymi, którzy nie mogąc się doczekać rosołu, postanowili rozpocząć rozlewanie alkoholu.

- Co ciekawe, prowodyrką była partnerka jednego z gości. Nie wiem, czy chciała się popisać, ale zanim na stole pojawiła się zupa, ona już była po dwóch kieliszkach wódki. Potem było tylko więcej - wspomina rozmówczyni Wirtualnej Polski.

- Około 21 przestała się trzymać na nogach, zdążyła się kilka razy wywrócić na parkiecie, przewracając przy okazji inne pary. W pewnym momencie ścięła się z matką pana młodego, bo już nie rozpoznawała ludzi i ostatecznie została wyprowadzona, a w zasadzie wyniesiona z sali – dodaje.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

- Biedny chłopak wrócił sam i na chwilę stracił ochotę do zabawy. Później go jakoś rozluźniliśmy i jeszcze kilka godzin posiedział, ale następnego dnia na śniadaniu widać było, że ze sobą nie rozmawiają. Zresztą musiał zapłacić za szkody, bo żołądek koleżanki nie wytrzymał i pokój był do generalnego sprzątania — podsumowała.

Wesele na dopingu

Inna rozmówczyni Wirtualnej Polski — Katarzyna — bawiła się na weselu w niewielkim mieście w Małopolsce.

- Rodzice panny młodej zrobili wszystko, żeby wesele było jak najbardziej tradycyjne — sala w stylu rustykalnym, zespół folklorystyczny, przyśpiewki z akordeonem, powitanie chlebem i solą, moc zabaw i atrakcji. Niestety, ich plan zniweczyli goście pana młodego, który ze swoją rodziną nie utrzymuje kontaktów. Zaprosił jedynie kolegę z pracy, a ten jako osobę towarzyszącą zabrał drugiego pracownika, którego obecności pan młody sobie nie życzył — mówi.

- Jak się okazało, miał dobre przeczucia, bo panowie już w trakcie obiadu zażyli narkotyki, z czym specjalnie się nie kryli. Wśród gości błyskawicznie rozeszła się wiadomość, że chodzi o LSD. Efekt? Nie tylko spektakularne tańce w męsko-męskiej parze, podczas których się wywracali, popychali inne pary na parkiecie, ale też nieobecne spojrzenia, biegi wokół sali, a nawet próby rzucania krzesłami. Całe show trwało jakieś trzy godziny, a państwo młodzi zdawali się nim nie przejmować. Po tym czasie z problematycznych gości "zeszło" i obecni na weselu byli już właściwie tylko ciałem — dodaje.

Z umilaniem sobie czasu dodatkowymi substancjami spotkała się też Magda. - Na weselu przyjaciółki zauważyłam faceta, który prawie nic nie mówił, tylko gapił się na wszystkich mętnym wzrokiem. Jak się na czymś zawiesił, to nie słyszał, co się do niego mówiło. No i ciągle wychodził na papierosa — wspomina.

Jak się okazało, był to partner jednej z ciotek pana młodego. - Przyjaciółka powiedziała, że on jest taki dziwny, ale nie dało się go nie zaprosić. Po czasie okazało się, że on wychodził nie tylko na papierosa, ale po powrocie unosił się za nim, jak to powiedziała matka pana młodego, taki "dziwny, chemiczny zapach". Oczywiście chodziło o marihuanę — tłumaczy.

Najgorsze — jak dodaje Magda — że po kilku godzinach ten mężczyzna chciał wsiąść do samochodu i wracać do domu, a jego partnerka nie widziała przeszkód.

- Dopiero interwencja matki panny młodej, która powiedziała, że zadzwoni na policję, trochę ich uspokoiła i poszli do wynajętego dla nich pokoju. Rano, jak wstaliśmy, to już ich nie było, więc pewnie odczekali ze dwie godziny, aż przyjęcie się skończy i pojechali, bo łóżka w ich pokoju były nietknięte — przyznaje.

Zaginiony weselnik

Dziwną sytuację na weselu przeżył też Paweł, który szybko zauważył dość dziwnie zachowującego się młodego chłopaka. - Był taki nerwowy, łaził po całej sali, zaczepiał wszystkie młode dziewczyny, bo przyszedł sam, aż w końcu jeden z gości zwrócił mu uwagę na nachalność. I wtedy zniknął. Okazało się, że to brat pana młodego, więc jak nie było go ze dwie godziny, wszyscy zaczęli go szukać, z matką na czele - mówi.

Zabawa odbywała się w sali położonej nieopodal zakładu karnego i — jak wspomina — ku zdziwieniu wszystkich, okazało się, że chłopak wyszedł i siedział na murku z jednym z więźniów.

- Nie wiem w sumie, jak to się stało, ale ten zakład był podobno półotwarty i osadzeni mieli jakieś przepustki czy chodzili do pracy. W każdym razie brat młodego siedział z facetem w dresie i klapkach i popijał z nim wódkę, coś tam palili przy okazji. Powynosił mu też jakieś zakąski. Jak go zawołali, najpierw się wściekł i kłócił z matką, a potem zaczął chodzić po sali i pytać wszystkich, czy nie pomożemy mu ogarnąć zegarka, bo go nowy kolega o to poprosił — śmieje się Paweł.

Weselny "tajniak"

Dziwną sytuację przeżyła też Patrycja, która wraz z mężem bawiła się niedawno na weselu znajomej. Przy stoliku ich uwagę zwrócił mężczyzna, który przez większość czasu do nikogo się nie odzywał.

- Stwierdziłam, że zagadam, żeby tak się samotnie nie czuł. Okazało się, że przyszedł w zastępstwie za swoją mamę, więc nie znał prawie nikogo — mówi. - Pomyślałam, że w sumie dobrze zrobiłam, że się do niego odezwałam, ale po chwili tego pożałowałam — dodaje.

- Jak się nieco rozkręcił, to wyznał, że on tu w sumie jest takim, jak to nazwał, "tajniakiem", przedstawicielem jakiejś organizacji ewangelizującej małżeństwa i strasznie nas namawiał, żebyśmy przyszli do nich na spotkanie. W pierwszej chwili byliśmy nim nieco przerażeni, ale później po prostu zaczęliśmy się z tego śmiać i już go nie zaczepialiśmy — podsumowuje.

Joanna Bercal-Lorenc, dziennikarka Wirtualnej Polski

© Materiały WP

Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was! Chętnie poznamy wasze historie, podzielcie się nimi z nami i wyślijcie na adres: wszechmocna_to_ja@grupawp.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (126)
Zobacz także