Zdradziła go pół roku po ślubie. "Każdy kolejny raz był coraz prostszy"

Dlaczego zdradzamy? (zdjęcie ilustracyjne)
Dlaczego zdradzamy? (zdjęcie ilustracyjne)

10.05.2024 15:04, aktual.: 10.05.2024 16:55

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Nuda i rutyna w związku sprawiają, że zaczynamy się od siebie oddalać. Wtedy pojawia się pokusa. - Mąż nie chciał ze mną chodzić na spacery, wychodzić do knajp. A przede wszystkim nie chciał się ze mną kochać. Konrad go zastąpił - mówi Agata.

Karolina Rybus-Przeniosło, socjolożka i dyplomowany coach, zauważa, że brak czasu i nadmiar obowiązków mogą spowodować, że małżonkowie zaniedbują swoją relację.

– Nie skupiają się na sobie, nie rozmawiają, nie zaspokajają swoich potrzeb. Dla kobiet potrzeba bycia adorowaną, zauważaną, docenianą - nie za to, jaki obiad ugotowała czy posprzątała - i pożądaną fizycznie jest bardzo ważna - mówi ekspertka.

– Gdy nie ma tego w związku, zaczyna szukać się na zewnątrz. Pragnie czuć się wyjątkowo, słyszeć, że jest cudowna, piękna, mądra, seksowna. Czyli od kochanka dostaje to, czego nie dostaje od męża zatraconego w codziennym życiu ze wspólnymi problemami. Kochanek podnosi samoocenę, uzupełnia braki w bardzo ważnym obszarze poczucia kobiecości. Zdrada powoduje, że kobieta czuje się bardziej atrakcyjna, pewna siebie i niezależna. Po prostu czuje się kobietą – dodaje.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

"Czuję się jak w pułapce"

– Jestem mężatką od ośmiu lat. Kiedy braliśmy ślub, byłam zakochana, przynajmniej tak mi się wydaje. Wcześniej zakończyłam toksyczny związek z mężczyzną, który zniszczył moje poczucie własnej wartości. Wyszłam z niego, myśląc, że nic dobrego mnie już nie czeka. A miałam zaledwie 25 lat! I wtedy poznałam Michała. Był miły, wydawał się dojrzały, rozsądny - całkowite przeciwieństwo mojego poprzedniego chłopaka – mówi Agata.

– Szybko zostaliśmy parą. Teraz już wiem, że chyba trochę za szybko. Nie przepracowałam sobie wielu różnych rzeczy, nie potrafiłam być sama, więc związałam się z pierwszym mężczyzną, który zwrócił na mnie uwagę. Pobraliśmy się po roku znajomości i chyba już wtedy nie byliśmy szczęśliwi. Potem, niestety, coraz częściej się okazywało, że nie łączy nas zbyt wiele – dodaje.

Kobieta jest osobą towarzyską, nie przepada za siedzeniem w domu. Michał to introwertyk, który stroni od imprez. Jest inteligentny i ma dużą wiedzę, ale na tematy, które Agatę zupełnie nie interesują. Ona marzy o podróżowaniu, on woli siedzieć w domu.

– Niestety, w łóżku też jesteśmy kompletnie niedopasowani. Popełniliśmy kolejny błąd - zdecydowaliśmy się na dziecko. Kochamy je, bardzo, ale dziecko i kredyt sprawiły, że trudno jest nam się teraz rozstać – żali się.

Trzy lata temu, po urlopie macierzyńskim, Agata poszła do nowej pracy. Tam poznała Konrada. – To było jak w filmie, zaiskrzyło od razu. Zaczęliśmy od koleżeńskich spotkań, ale wkrótce zrozumieliśmy, że ta udawana przyjaźń nam nie wystarcza.

Czy nie miała żadnych skrupułów ani wyrzutów sumienia? Agata przyznaje, że najtrudniejszy był pierwszy krok, potem rzuciła się w wir romansu.

– Mąż nie chciał ze mną chodzić na spacery, oglądać filmów, wychodzić do knajp. A przede wszystkim nie chciał się ze mną kochać. Konrad go zastąpił w każdej z tych sytuacji. Oczywiście, wszystko trzeba było logistycznie rozplanować, kiedy szłam na schadzkę, musiałam mieć wymyślony cały plan, gdzie idę, z kim. Na siłownię z koleżanką, do pubu z przyjaciółką i tak dalej. Wybieraliśmy miejsca, gdzie na pewno nie spotkałabym wspólnych znajomych. Na początku bardzo się stresowałam, ale potem zrobiłam się znacznie odważniejsza - relacjonuje.

Zanim zaczęła romans, uprzedziła Konrada, że nie zamierza odejść od męża. On się zgodził.

– Niestety, jak to zwykle bywa, pojawiły się uczucia – wyznaje Agata. – Od roku Konrad co jakiś czas stawia mi ultimatum, naciska, żebym wzięła rozwód. Stale odmawiam, nie zaprzepaszczę tego, co zbudowałam z mężem. Czuję się jak w pułapce. Boję się, żeby Konradowi nic głupiego nie przyszło do głowy. A Michał nigdy by mi zdrady nie wybaczył.

Karolina Rybus-Przeniosło zwraca uwagę, że czasami zdrada może naprawić relację.

– U jednych zdrada jest jak trampolina dla związku. Otwiera oczy na to, co dla nas było ważne, na to, co możemy stracić, pokazuje, że chwilowe uniesienie to tylko wypełnienie jakiejś naszej potrzeby, która była zaniedbywana, niezaopiekowana przez nas i naszego partnera. I jeśli jest gotowość obu stron do pracy nad związkiem, do wybaczenia i odbudowy zaufania, to trzeba o ten związek walczyć. Choć ten proces jest długotrwały i może być bolesny dla obu stron. Bo wybaczyć można, ale trudno zapomnieć - podkreśla ekspertka.

Jest też i druga perspektywa, gdzie zdrada uzmysławia, że bycie w małżeństwie nie ma sensu.

– Że to, co było kiedyś między partnerami, czyli fascynacja, pożądanie, miłość dawno się wypaliły. Trzeba pamiętać, że każdy z nas się zmienia. Że wchodząc w małżeństwo, jesteśmy innym osobami niż np. po 5, 10 czy 20 latach jego trwania. Że wiele rzeczy nas kształtuje: praca, różnego rodzaju wydarzenia i doświadczenia życiowe, jak narodziny dzieci, zmiana znajomych, nasz status społeczny i ekonomiczny. I naprawdę może się coś w małżeństwie po prostu wypalić. Partnerzy mogą mieć inne potrzeby, wartości, inny pomysł na siebie i życie. Inną koncepcję związku. I czasami ta zdrada jest momentem uzmysłowienia sobie, że ja tak nie chcę, że pragnę dla siebie czegoś innego. I to jest ok - podsumowuje.

"Wszyscy wokół się zdradzają"

Irena jest mężatką od pięciu lat. Teraz, jak wyznaje, nie popełniłaby tego błędu.

– Według mnie nie powinno się brać ślubu przed trzydziestką – twierdzi. – Ja się zgodziłam, bo chcieliśmy wziąć kredyt na wymarzone mieszkanie. Mieszkanie mamy, ale stresy życia codziennego zabiły nasze uczucie. Trzymamy się kurczowo siebie nawzajem, bo mamy też wspólną firmę i rozmaite zobowiązania. Nawet gdybyśmy się rozstali, musielibyśmy mieć ze sobą stały kontakt, więc chyba tak jest łatwiej - twierdzi.

Po raz pierwszy zdradziła pół roku po ślubie. Z poznanym w klubie mężczyzną – nie był kompletnie w jej typie, ale był całkowitym przeciwieństwem jej męża.

– Pojechaliśmy do niego, mężowi napisałam, że zostaję u koleżanki. Dotarło do mnie, że brakowało mi takiego uczucia nowości, adrenaliny. A to może uzależnić. I tak to się zaczęło - wspomina.

Przyznaje, że gdyby nie romanse, nie miałaby w sobie ani siły, ani chęci do życia.

– To mnie napędza, daje poczucie, że istnieję, że to wszystko ma jakiś sens. Po pierwszym razie strasznie się bałam, że to się wyda. Potem miałam takie wyrzuty sumienia, że chciałam wszystko wyznać mężowi. Przyjaciółka powiedziała, żebym tego nie robiła. Że chcę pozbyć się ciężaru, a zrzucę go na jego barki. Że jestem egoistką i to on będzie musiał żyć ze świadomością, że został zdradzony – opowiada.

– Druga zdrada okazała się o wiele łatwiejsza. Każda kolejna była coraz prostsza. Jeśli się człowiek postara, to łatwo wszystko ukryć. Trzeba tylko mieć przygotowaną wiarygodną historię, przyjaciółkę, która w razie potrzeby będzie nas kryła, i wymówki. Na przykład, że mężczyzna, z którym nas ktoś widział, to kolega gej z pracy. Nigdy nie można zdradzać kochankom nazwiska, żeby jeśli się ich odrzuci, nie poczuli nagle przypływu męskiej solidarności i nie poinformowali męża. A najlepiej wchodzić w romanse z żonatymi panami, bo im również zależy na dyskrecji. Co mnie najbardziej przeraża? Mam wrażenie, że wszyscy wokół się zdradzają, że nie ma już praktycznie wiernych i uczciwych związków - podsumowuje.

Ekspertka zwraca uwagę, że według statystyk kobiety rzadziej wdają się w jednorazowe przygody, ponieważ zwykle potrzebują zaspokojenia potrzeb emocjonalnych, które daje długofalowa relacja.

– Ale zdrada to zdrada i nie ma znaczenia, czy zdarzyła się raz, czy jest długotrwałym romansem. Zdrada to pogwałcenie zasad małżeńskich, takich jak wierność i oddanie. Zdrada niesie za sobą - w większości przypadków - wyrzuty sumienia. Fakt, że kogoś oszukujemy, że działamy nieetycznie, wbrew zasadom i przyjętym normom, jest ogromnym obciążeniem – podkreśla.

– Kobiety, które dopuściły się zdrady, żyją w kłamstwie i zazwyczaj poczuciu winy. Są też takie, które np. za zdradę nie winią siebie, tylko współmałżonków, uważają, że to oni ponoszą całkowitą odpowiedzialność za to, że znalazły sobie kochanka. Ciężko jest na dłuższą metę żyć z takim obciążeniem psychicznym. Do tego dochodzi też lęk przed tym, że romans się wyda, ciągłe ukrywanie telefonów, maili, wymyślanie kolejnych wymówek, żeby spotkać się z kochankiem. Tak naprawdę oszukujemy nie tylko męża, ale też dzieci, rodzinę, znajomych. Oszukujemy siebie - zauważa Karolina Rybus-Przeniosło.

Według ekspertki prowadzenie takiego podwójnego życia jest nie tylko obciążeniem psychicznym, ale również i fizycznym, w końcu trzeba dobrze logistycznie zaplanować swoje aktywności, wpleść romans w obowiązki. Wszystko to prowadzi do tego, że niektóre kobiety nie dają rady ukrywać zdrady i w którymś momencie mówią o niej partnerowi. Rozmowa jest dla nich jedyną metodą wyjścia z sytuacji - niezależnie, czy będzie ona prowadziła do scalenia związku, czy rozstania.

Sonia Miniewicz dla Wirtualnej Polski

Źródło artykułu:WP Kobieta
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (402)