Karolina Borkowska rozwija własną firmę. "Dla rozrywki mogę iść do teatru, nie na ściankę"

Dziś Karolina Borkowska na ściankach pojawia się rzadko
Dziś Karolina Borkowska na ściankach pojawia się rzadko
Źródło zdjęć: © East News | TRICOLORS
Aleksandra Sokołowska

18.04.2024 06:00

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Zasłynęła rolą Agnieszki w serialu "Na dobre i na złe". Gdy popularność zaczęła rosnąć, zmieniła branżę i zaczęła rozwijać własną firmę. Z aktorstwem już się pożegnała. W rozmowie z Wirtualną Polską opowiada, jaki scenariusz napisało jej życie.

Aleksandra Sokołowska, Wirtualna Polska: Wychowałaś się w artystycznym domu. Twój tata, Jacek Borkowski na pewno miał duży wpływ na początki twojej zawodowej drogi.

Karolina Borkowska, aktorka, właścicielka firmy PR: U nas zawsze było artystycznie i aktorsko, to było dla mnie naturalne. W czasach mojego dzieciństwa raczej nie było opiekunek, więc jeździłam z tatą na plan zdjęciowy. Kiedy byłam mała, mój tata pracował w Teatrze Ateneum, dużo grał w Teatrze Telewizji albo koncertował. Tułałam się więc z ojcem od próby do próby, od spektaklu do spektaklu. Taka była moja rzeczywistość, poznawałam zawodowy świat mojego taty, tak jak teraz mój syn Kuba jeździ ze mną czasem do pracy.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Przewertowałam artykuły na twój temat i często pojawia się w nich sformułowanie, że kiedy twoja kariera zaczęła nabierać tempa, niespodziewanie zniknęłaś.

Miało na to wpływ kilka wydarzeń w moim życiu. Gdy zaczynałam grać rolę Agnieszki w "Na dobre i na złe", miałam 16 lat. To była druga klasa liceum. Moja rola, choć drugoplanowa, była rozbudowywana, stałam się popularna. Wtedy w Polsce takich nastoletnich aktorów nie było wielu. Był m.in. Jakub Tolak, Bartosz Obuchowicz, Kaja Paschalska, ja. Media się nami interesowały. W moim przypadku dochodziło: "córka Jacka Borkowskiego", więc tym bardziej żyłam na świeczniku. Gdy zdawałam maturę, ta popularność była dość duża. Włącznie z tym, że paparazzi biegali za mną, a nawet siedzieli na drzewach i patrzyli, czy weszłam do szkoły, czy zdałam, czy wyszłam.

Dodatkowo zbiegło się to z rozwodem moich rodziców i tym, że nie dostałam się do Akademii Teatralnej. Skierowałam swoje kroki na Wydział Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego - to był mój plan B. Więc być może dlatego ludzie myśleli, że ja tak nagle zniknęłam. Ale dla mnie zmiana kierunku studiów była najlepszą decyzją, jaką mogłam podjąć w życiu.

Karolina Borkowska podczas jednej z branżowych imprez
Karolina Borkowska podczas jednej z branżowych imprez © AKPA | AKPA

Social mediów nie było, internetu w dzisiejszej postaci też nie. Jak wtedy wyglądała twoja popularność?

Z ekscytacją czekało się na czwartek. Wtedy ukazywały się takie gazety jak "Twoje Imperium", "Na żywo" czy "Życie na gorąco". Czytałam różne artykuły na swój temat i całej mojej rodziny. Niejednokrotnie mijały się one z prawdą.

Jesteś teraz zadowolona z tego, że nie dostałaś się do Akademii Teatralnej?

Tak, cieszę się, że wybrałam dziennikarstwo i public relations, i że moja zawodowa droga tak się potoczyła. Odnalazłam się w tym zawodzie i bardzo się spełniam. Patrząc na tatę, dobrze wiedziałam, na czym polega praca aktora i praca w mediach, jak oczekuje się na telefon, by dostać pracę, jak podczas castingów nie zawsze patrzy się na umiejętności, a predyspozycję – wzrost, kolor oczu, jakie trzeba spełniać warunki, by dostać rolę, czy ma się właściwy wzrost, kolor oczu, osobowość, a dzisiaj ważne są jeszcze zasięgi w social mediach. Tata zawsze powtarzał, że ten zawód "to ciężki kawałek chleba".

Twoja firma prężnie działa. Czym się zajmujesz?

Od 2010 r. prowadzę z mężem agencję PR – Public Dialog. Zajmujemy się szeroko pojętym zarządzaniem komunikacją. Prowadzimy dla klientów komunikację zarówno lokalną, jak i międzynarodową, poruszając się w obszarach: komunikacji korporacyjnej, public affairs, komunikacji produktowej, content marketingu oraz social media.

Lubisz pracować z mężem?

Bardzo. Silna więź i zaufanie są fundamentem naszego małżeństwa. I właśnie to przekłada się na efektywną współpracę. Wiemy, jak rozwiązywać problemy w biznesie. Dzielimy się obowiązkami, każde z nas ma "swój" obszar, którym się zajmuje. Co ważne, wyznajemy wspólne wartości, dlatego nie mamy problemu z organizacją pracy. Dla mnie ważne też jest wsparcie emocjonalne, które sobie okazujemy i uważam, że dzięki temu prowadzenie firmy jest dla nas pozytywnym doświadczeniem. To zapewnia sukces zawodowy, ale też prywatny.

Karolina Borkowska z mężem Pawłem Bylickim podczas Charytatywnego Balu Dziennikarzy
Karolina Borkowska z mężem Pawłem Bylickim podczas Charytatywnego Balu Dziennikarzy© Licencjodawca | AKPA

Chciałaś wrócić do aktorstwa?

Przyznaję, czasem tęsknię za aktorstwem, za pracą na planie zdjęciowym. W końcu część swojego życia spędziłam przed kamerą. Teraz, gdybym wróciła na plan zdjęciowy czy do teatru, miałabym jednak inną perspektywę. W tej chwili byłaby to pewna odskocznia, odpoczynek od mojej profesji. Dziś nie odważyłabym się już podjąć decyzji o powrocie do teatru. Wiem, z czym wiąże się przygotowanie do spektaklu, z jakim nakładem pracy, czasu, itd. Wyznaję zasadę, ze jeżeli już się na coś decyduję, to poświęcam temu sto procent swojej uwagi i czasu, żeby zrobić to najlepiej, jak potrafię. Nie znalazłabym już miejsca na granie w teatrze. Dziś bywam w nim już tylko jako widz. Jeśli chcę coś robić, to muszę to robić porządnie - żeby tak czynić, trzeba się właśnie temu poświecić. Na szczęście nie mam tego dylematu.

Jest zatem coś, czego ci brakuje?

Jest jedna rzecz, której nie ma w mojej obecnej pracy i za czym tęsknię. To owacje na stojąco, których doświadczyłam, grając w teatrze. Tych emocji wciąż szukam w public relations. To uczucie jest nieporównywalne z żadnym innym.

Lubisz chodzić na ścianki? Czasami można was zobaczyć.

A wiesz dlaczego nas widać? Bo to są imprezy, które zwykle my organizujemy lub wspieramy medialnie. Jesteśmy więc tam w pracy. Nie czuję potrzeby, żeby, jak to się mówi, "chodzić na ścianki". Dla rozrywki chodzę do teatru.

Kiedy umawiałyśmy się na wywiad, powiedziałaś, że w mediach co roku przy okazji twoich urodzin publikowane są galerie zdjęć z młodości, z planu, z branżowych imprez. Miło je pooglądać po 20 latach?

Bardzo lubię! Szczególnie że jeden z portali prezentuje zawsze galerię około 120 zdjęć. Prywatnie nie mam dostępu do tych zdjęć, są to zdjęcia, które należą do agencji fotograficznych. A tak z miłą chęcią sobie powspominam. Wydrukuję, dodam do albumu. Mogę też pokazać synowi i powiedzieć: "zobacz, jak mama wyglądała"

Zdarza się, że ludzie zaczepiają cię na ulicy?

Tak. Kiedy np. idę na spotkanie, gdzieś się pojawiam, widzę, że ktoś mi się przygląda i próbuje mnie "umiejscowić". I w oczach widzę to pytanie: "skąd ja panią znam?". Albo słyszę: "my się już znamy". Często ludzie mi mówią, że znają mój głos. To nie jest tak, że ludzie od razu kojarzą. A ja też im nie podpowiadam. Jak już się ktoś zorientuje, wtedy podchodzi i mówi: "nic się pani nie zmieniła". Takie pozytywne komentarze bardzo mnie cieszą.

Rozmawiała Aleksandra Sokołowska, dziennikarka Wirtualnej Polski.

Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Materiały WP
Materiały WP© Materiały własne
Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także