ycipk-3xwzkh

Polka, co Turka zechciała. Maja zarzeka się, że "różnicy nie ma"

Mimo że kebab to druga po schabowym gastronomiczna miłość Polaków, a Turcja wiedzie prym wśród najchętniej wybieranych wakacyjnych kierunków, niekoniecznie kochamy równie mocno samych jej mieszkańców. O życiu u boku Turka opowiadają ich partnerki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Turczynki na spacerze z dziećmi
Turczynki na spacerze z dziećmi (123RF)
ycipk-3xwzkh

Ola jest po trzydziestce, uczy w polsko-francuskiej szkole w Warszawie. Skończyła studia, potem grono znajomych się zawężało, a kolejne związki sypały. Postanowiła spróbować szczęścia na Tinderze. Tam poznała Kerema. Są razem od roku, ale związek chyli się ku końcowi.

Kwestia rozmiaru

– Nie mam złudzeń, wiem dlaczego Polacy nie chcą się ze mną umawiać. Warszawski standard wyglądu 30-latki to rozmiar "S" w porywach do "M”, do tego długie włosy, świetny makijaż i idealny manicure. Nawet jeśli jesteś zadbana i dobrze ubrana, ale grubsza niż zakłada standard "laski", twoje szanse na Tinderze maleją. Kwestia porównania i ogromnego wyboru. Po co mieć zabawną i inteligentną dziewczynę, skoro można mieć zabawną, inteligentną i zgrabną – stwierdza beznamiętnie.

ycipk-3xwzkh

Połowa "powodzenia u Turków” to zdaniem Oli słowiańska uroda. Mlecznobiała karnacja, blond włosy i jasnozielone oczy robią swoje.

– Nie wydaje mi się, żeby młode Polki były rasistkami w pełnym tego słowa znaczeniu, raczej obawiają się innego wyznania partnera. Nie chodzi o wiarę, raczej o wartości, które niesie ze sobą religia, w której się wyrastało. No, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Na początku mojego korzystania z Tindera też nie brałam "na tak" chłopaków nie z Europy. Zakładałam, że to za duża różnica kulturowa – zwierza się Ola.

Jej chłopak Kerem robi magisterkę ze stosunków międzynarodowych. Zna angielski i rosyjski, ale bez komunikatywnego polskiego, nie był w stanie znaleźć dobrej pracy. W końcu kupił stare auto i zaczął jeździć na Uberze.

Chodzili na randki, prowadzili długie rozmowy. Kerem wkrótce zaczął zasypywać ją komplementami, a potem – wyznaniami miłości. Wydawało jej się to trochę dziwne, jak na miesięczny staż znajomości, ale była szczęśliwa. Po raz pierwszy od dawna poznała chłopaka, którego mogła przedstawić rodzicom.

ycipk-3xwzkh

Pierwsza czerwona lampka

Pierwszy zgrzyt pojawił się, kiedy po pół roku okazało się, że w Warszawie studiuje młodsza siostra Kerema. Oli było przykro, że nie powiedział siostrze o ich związku, ale postanowiła to olać i po prostu zapoznać się z dziewczyną. Tyle że okazało się to niemożliwe. Kerem zaczął przekładać daty spotkań, ignorował jej wiadomości. Zaczęli się kłócić.

– Wiesz, co usłyszałam? Że jego siostra jest porządna, czyli: nie spotyka się z facetami, nie pali jak ja, chodzi w chuście. Ale najbardziej bał się, że doniesie rodzicom, którzy odetną mu kasę – opowiada Ola.

Zapaliła się jej czerwona lampka, ale pomyślała, że taka już uroda związków z obcokrajowcami i machnęła ręką. Potem Kerem zaczął częściej niż zwykle do niej wpadać. Czasem pisał, co by zjadł i dodawał emotikonkę.

ycipk-3xwzkh

Na początku nie miała nic przeciwko. Zawsze lubiła gotować dla swoich chłopaków. Tyle że coraz częściej zdarzało się, że Kerem wpadał, pochłaniał dwa talerze jedzenia w kwadrans, cmokał ją w nos i mówił, że musi coś załatwić. Kiedy nie było żadnej potrawy, po prostu pustoszył lodówkę i miał pretensje. Mówił, że jest leniwa, bo nie gotuje codziennie i nie uczy się dla niego tureckiego.

Ola lubi iść po pracy do kina czy kawiarni. Gdy pewnego wieczoru nalegała, żeby wyszli z domu, oświadczył, że cienko przędzie przed wypłatą. Powiedziała, że to nie problem, przecież odda jej pieniądze. Nie miał nic przeciwko. Potem sam zaczął proponować wyjścia. Za siebie nie płacił.

– To nie tak, że robiłam dobrą minę do złej gry. Wiele razy usiłowałam z nim o tym rozmawiać. Zawsze udawał, że nie wie o co chodzi. "Kochanie, przesadzasz, to tylko pieniądze”, "Moja słodka Ola się złości” – żadnej innej reakcji – opowiada.

Kerem opowiadał za to chętnie, jakie wspaniałe są jego matka i siostry. Żadna z nich nie "zhańbiła się pracą”. Wszystkie za to gotują, sprzątają na błysk i są bardzo skromne. Nie w głowie im latanie po mieście, nie wiadomo po co.

ycipk-3xwzkh

Ola przyznaje, że czuje się wykorzystywana, ale z tyłu głowy ma myśl, że to może tylko różnice kulturowe. Myśli o zerwaniu, ale Kerem to mimo wszystko najlepszy facet, jakiego spotkała od lat. Jest w kropce.

Przeczytaj także:

O Mai, co z Turkami się trzymała

ycipk-3xwzkh

Z Mają spotykam się w restauracji w centrum Warszawy. Ma 27 lat, pracuje w korporacji na warszawskim "Mordorze”. Jest Ukrainką, ale mówi, że po 10 latach tutaj bardziej czuje się Polką. W wieku 16 lat przeprowadziła się do Poznania, gdzie kończyła liceum, a potem studia.

Kiedy zaczęła studia na UAM-ie przeniosła się do akademika, lokowano w nim głównie obcokrajowców. Największymi grupami byli Hiszpanie i Turcy.

– Trzymałam się głównie z Turczynkami i Turkami. Byli otwarci na nowe znajomości, trochę imprezowicze, ale poważnie podchodzący do nauki. Zaczęłam z nimi wychodzić, a potem interesować się Turcją i uczyć tureckiego – opowiada.

Naturalnym wyborem kraju na Erasmusa była Turcja. Maja zakochała się w ludziach i kulturze na zabój. Po powrocie do Polski z dawnej paczki znajomych zostało tylko kilka osób. Wśród nich był Eymen. Po Erasmusie postanowił zostać w Poznaniu na studia magisterskie. Wcześniej nie byli blisko, ale z braku laku zaczęli trzymać się razem.

– To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Raczej powoli się poznawaliśmy i widzieliśmy coraz więcej podobieństw – wspomina.

Po czwartym roku dostała się na wakacyjny staż w Stambule. Eymen został w Polsce, ale nalegał, żeby zamieszkała u jego rodziców. Trochę się obawiała, ale w końcu się zgodziła.

– Nie byłam dla nich kimś obcym, ale raczej trzecim dzieckiem, mimo że dopiero mnie poznali, a związek był świeży. Gotowałam z mamą Eymena, wieczorem oglądałam z jego tatą telewizję, plotkowałam z siostrą. Nikt nie zmuszał mnie do noszenia chusty, nie zachęcał do przejścia na islam, nie robił wymówek, że wracam po 22 – mówi Maja.

Różnice kulturowe? Tak, ale na poziomie wystroju wnętrz i tego, co na stole. Owszem, kobiety zajmowały się domem, ale Mai to nie dziwiło, jej mama też gotuje obiad dla taty. Po studiach przeprowadziła się z Eymenem do Warszawy.

Plotki o różnicach są przesadzone

– Jeśli się o coś kłócimy, to o pierdoły z rodzaju "znów nie wyniosłeś śmieci”. Nie ma sprzeczek na tle kulturowym czy religijnym, może to i dlatego, że Eymen dorastał w Stambule, mieście jakieś pięć razy większym od Warszawy, chociaż bardziej uważam, że to kwestia konkretnej rodziny – zastanawia się.

Maja dobrze zna mniejszość turecką w Warszawie i zarzeka się, że nie spotkała się z zachowaniami kojarzącym się stereotypowo z mieszkańcami państw, gdzie dominującą religią jest islam.

– Mój związek różni się od związku z Polakiem w dwóch kwestiach. Dla Eymena szalenie ważna jest rodzina. I to nie na poziome deklaracji. Turcy są bardzo blisko z członkami rodziny. Do tego chleb. Do każdego posiłku musi być chleb, nawet jeśli jemy zupę albo rybę z ryżem – śmieje się Maja.

Z rasizmem przez kilka ostatnich lat spotkała się raz. To znaczy - spotkał się Eymen. Pewnej soboty poszedł rano do osiedlowego sklepiku po pieczywo. Trzech facetów wracających z zakrapianej imprezy zaczęło go zaczepiać. Eymen nie zna dobrze polskiego, ale "kur..” i "wypier…..” zrozumiał. Udawał, że to nie do niego, kupił bułki i wrócił do mieszkania, ale był bardzo zdenerwowany.

– Wyjrzałam przez okno. Ci sami faceci wydzierali się i rozbijali butelki o chodnik. Zadzwoniłam po policję, chociaż tyle – Mai rzednie mina.

Raczej nie przeprowadzą się do Turcji, chociaż oboje tęsknią. Sytuacja ekonomiczna jest "dynamiczna”, raz pensja w przeliczeniu na euro czy dolary jest pokaźna, a za pół roku to grosze.

Póki co Maja i Eymen planują ślub i dziecko. Chcieliby, żeby mówiło przede wszystkim po polsku, po angielsku, ale i po turecku. Ukraiński raczej się nie przyda. Maja nie lubi wielkich imprez, najchętniej wzięłaby ślub w towarzystwie najbliższej rodziny i przyjaciół. Bez pompy.

– Z turecką rodziną to niemożliwe. Podobają mi się tureckie zwyczaje: noc henny czy zwyczaj dawania złotych monet zamiast kopert, ale też czuję, że nie są "moje”, no ale trudno, pewnie się zgodzę – uśmiecha się.

Przeczytaj także:

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Kobieta
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-3xwzkh

ycipk-3xwzkh
ycipk-3xwzkh