Mąż i syn Leyli po przyjeździe do Polski dostali ochronę uzupełniającą, ona z córkami – zgodę na pobyt tolerowany (później zamienioną na zgodę na pobyt ze względów humanitarnych). Pierwszy rok spędzili w ośrodku dla uchodźców w Lininie, tam Leyla zrobiła wszystkie możliwe kursy: komputerowy, kosmetyczny, fryzjerski, kulinarny i krawiecki. Dwa ostatnie głównie po to, żeby mieć papierek: raz że Leyla gotowała od dziecka, dwa że przed wybuchem wojny w Czeczenii prowadziła własny zakład krawiecki, zatrudniała pięć szwaczek, piątkę dziewczyn miała też na przyuczeniu do zawodu.
Przez pół roku mieszkali później we Francji, póki ich nie deportowali, po powrocie do Polski wylądowali na ulicy. Za dnia mogli się pokręcić po ośrodku dla uchodźców w Lublinie, na noc musieli się z niego ewakuować. – Pomyśl sobie… Pięcioro dzieci, bagaże, ciemna noc, a ty nie masz gdzie się podziać. Przez dwa tygodnie nocowaliśmy po znajomych Czeczenach, mąż z dwójką-trójką dzieci u jednego, ja z resztą u kogoś innego – wspomina Leyla. W końcu udało im się wynająć dom, za 700 złotych. – Nie było tam ogrzewania ani wody, ale byliśmy tacy szczęśliwi, że wreszcie możemy od tej tułaczki odpocząć – mówi Leyla.
Problemy zaczęły się, gdy zaczął nachodzić ich jakiś mężczyzna. – Przychodził taki pijany i mówił, że chce od nas haracz. Ja nawet nie wiedziałam, co to znaczy, to słowo. A on chciał drugie 700 złotych, żebyśmy mieli spokój. „Chcecie, żeby dzieci bezpiecznie chodziły do szkoly? To płaćcie”, mówił – wspomina Czeczenka. W końcu się grupka chłopaków zebrała, chcieli się z krętaczem rozliczyć po swojemu. Leyla ich wtedy przestrzegła: żadnych bójek, jak przyjedzie policja, to wiadomo, że i tak będzie na nas.
W międzyczasie Leyla imała się różnych prac: a to w „kebabie”, a to przy lepieniu pierogów, w ośrodku w Lininie uczyła krawiectwa, w końcu, już po przeprowadzce do Warszawy, koleżanka poleciła ją w Fundacji Ocalenie. – Powiedziała: jest praca taka, jaką ty całe życie robisz za darmo. Tak w 2013 roku zostałam wolontariuszką w fundacji – mówi Leyla.