Blisko ludziBiust a sprawa łóżkowa

Biust a sprawa łóżkowa

Biust a sprawa łóżkowa

07.10.2005 12:02, aktual.: 29.06.2010 22:05

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Rozmiary, kształty i bogactwo form kobiecych piersi - wybryk natury czy głęboko uzasadnione działanie ewolucji?

Jedną z najpopularniejszych w zeszłym (jeszcze nie dość odległym) stuleciu teorii uzasadniających istnienie piersi w ludzko-kobiecym kształcie jest pomysł Desmonda Morrisa, który w książce „Naga małpa” wskazał na ich podobieństwo do pośladków. Zapewne niejedna kobieta pobiegnie do lustra i powie – „Co?! Te dwie spiczaste wydmy (albo wiszące gruszeczki albo sterczące dumnie piłeczki albo co tam która ma) mają być podobne do pośladków?!!!! To ta teoria jest do pupy podobna!”.

Biust zamiast pośladkow *Poza tym bogactwo form biustu pozostawia kształty pupy o dwie długości w tyle. No i dlaczego właściwie ma to znaczenie czy biust jest czy nie jest podobny do pośladków?
Otóż pomysł Morrisa jest taki: *
kobieta i mężczyzna musieli łączyć się w pary na dłużej niż wymagała tego kopulacja, bo razem mieli większą szansę wychować potomstwo (czyli dzieci). Aby mogli spędzić tyle czasu razem konieczne było stworzenie intymnej więzi i kopulowanie twarzą w twarz, a nie anonimowo na pieska od tyłu, co podobno jednak preferowali.
Przy okazji teoria ta wyjaśnia dlaczego łechtaczka umiejscowiła się z przodu - aby nakłonić kobiety do frontalnego seksu. Mężczyźni dostali biust, który miał im zastąpić pociągające pośladki.
Co do pośladków to jest też teoria, która tłumaczy ich kształt i atrakcyjność seksualną. U stojącej kobiety nie widać sromu, który u większości naczelnych jest podstawowym sygnałem seksualnym. Wraz z przyjęciem postawy wyprostowanej u kobiet rozwinęły się przyciągające uwagę pośladki. Ale co z mężczyznami? Po co im krągłe pupy, również bardzo interesujące dla kobiet i dlaczego w takim razie nie mają ich z przodu. Teoria jest cienka jak muślinowe majtki. Ale dzielnie się trzyma już od czterdziestu lat.

*Biust na przynętę *Najbardziej jednak ze wszystkich teorii dotyczących biustu podoba mi się ta, która mówi, że służą one do mamienia mężczyzn. Ciekawe jak długo trzeba było prowadzić badania uzasadniające tę koncepcję i ile wydano na nie pieniędzy. Dokładnie miałyby swoim wybujałym kształtem wprowadzać mężczyzn w błąd co do tego, czy kobieta właśnie owuluje czy może jest w ciąży. Pewnie dlatego w dobie pigułek antykoncepcyjnych preferuje się anorektyczne deski do prasowania.

*Szkatułki rozkoszy *Równie przyjemna jest teoria, że piersi to „szkatułki rozkoszy” stworzone do pieszczot, pocałunków, ssania itd. Ale prawda jest taka, że u wielu kobiet to rejon ciała zupełnie niewrażliwy, albo wręcz przeciwnie - nadwrażliwy do tego stopnia, że zwykłe męskie pieszczoty sprawiają im ból nie do zniesienia. Poza tym mężczyźni mają brodawki równie wrażliwe, spragnione pieszczot i pocałunków, a mimo to płaskie jak monitor mojego komputera (czyli lekko wypukłe).

I tak to teorie teoriami, a praktyka praktyką. Co sezon zmienia się moda na kształt i rozmiar biustu, pojawiają się nowe modele biustonoszy, nowe pianki pojędrniające piersi (i wyszczuplające zarazem portfele). A tak naprawdę gusty i upodobania mężczyzn są dość odporne na szum medialny. Mam dwóch przyjaciół, którzy od lat toczą spór o to, czy ładniejszy jest biust „patrzący do przodu” czy "zezujący na boki". Znam pewnego artystę, który nie zwraca uwagi na kobiety o rozmiarach większych niż A. Jak mówi mój tato: każda potwora znajdzie swego amatora. Jedno jest pewne – jaki by ten biust nie był, nie jest najważniejszy i nie on decyduje o kobiecości.

Marta Sobolska

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (0)
Zobacz także