Natalia Polcyn-Geisler: Holenderki mogą być dla Polek inspiracją

Natalia Polcyn-Geisler mieszka w Holandii od 15 lat
Natalia Polcyn-Geisler mieszka w Holandii od 15 lat
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
Sara Przepióra

29.05.2023 06:00, aktual.: 29.05.2023 07:19

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

- Polkom, które poznałam w Holandii, brakuje zazwyczaj pewności siebie. Często nawet nie próbują udowodnić pracodawcy, że mają predyspozycje i umiejętności nadające się na wyższe stanowiska - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Natalia Polcyn-Geisler, mentorka biznesowa i Polka żyjąca w Holandii od 15 lat.

Sara Przepióra: Według danych Głównego Urzędu Statystycznego liczba polskich pracowników tymczasowych w Holandii rośnie z roku na rok. W 2022 roku to ponad 160 tys. osób. Mogłoby się wydawać, że Polki mają na emigracji przetarte szlaki. Dlaczego postanowiłaś je wspierać na rynku pracy?

Natalia Polcyn-Geisler: W Holandii mieszka ponad 250 tys. Polaków, z czego większość to pracownicy tymczasowi, przyjeżdżający na kilka miesięcy lub zostający na stałe. To jedna z największych Polonii w Europie. Wielu z nich nie zna języka niderlandzkiego i przez to nabiera przekonania, że nadaje się tylko do prac fizycznych. Umówmy się – tylko ta część Polek żyjących w Holandii na stałe trafia na specjalistyczne stanowisko w renomowanej firmie. Większość potrzebuje wsparcia, bo nawet jeśli mają wysokie wykształcenie i doświadczenie zawodowe, zaczynając swoją karierę w Holandii, wybierają pracę na produkcji.

Czy z twoich rozmów z Polkami wynika, dlaczego obniżają tak swoje kompetencje?

Polkom, które poznałam w Holandii, brakuje zazwyczaj pewności siebie. Często nawet nie próbują udowodnić pracodawcy, że mają predyspozycje i umiejętności nadające się na wyższe stanowiska. Początkowo często myślą, że są skazane na pracę poniżej kwalifikacji. Dopiero po roku czy dwóch życia w Holandii nabierają pewności siebie, i obserwując kobiety, które "osiągnęły swoje", zaczynają myśleć o rozwoju własnej kariery. Zupełnie inaczej postrzegają siebie Holenderki.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

To znaczy?

Nie boją się mówić tego, co myślą. Mają też świadomość, że wolność zaczyna się od niezależności finansowej. Faktem jest, że niezależnie od płci Holendrzy są niezwykle oszczędnym narodem. Z drugiej strony cenią sobie intratne biznesy. Inwestują w samorozwój, podróże, ale i jakościowy czas z rodziną, bliskimi.

Państwo wspiera Holenderki w tej niezależności i chęci kreowania kariery. Urlop macierzyński trwa tu tylko trzy miesiące. Ja sama wróciłam po porodzie do pracy zdalnej już po tygodniu. Pracujące mamy mogą oddać pociechy pod opiekę wykwalifikowanych pracowników żłobków, ale na ich potrzeby stworzono także instytucję "gościnnego rodzica", czyli osoby, która rejestruje działalność gospodarczą w swoim domu i opiekuje się maksymalnie pięciorgiem dzieci.

W relacjach z mężczyznami Holenderki są równie otwarte?

Od dziecka uczone są pewności siebie. Rozmawiając z Holenderką, nie masz wrażenia, że jest zagubiona, wstydzi się, albo nie ma pojęcia o własnej wartości. Ona po prostu idzie po swoje. Otwartość Holenderek zdecydowanie widać też w relacjach z partnerami. Kobieta i mężczyzna mają tu zazwyczaj oddzielny budżet. Idąc do restauracji na randkę czy przyjacielskie spotkanie nie jest niczym dziwnym dzielenie rachunku na pół. Holenderki i Holendrzy od najmłodszych lat wiedzą, czym jest uczciwa praca i dbanie o własne potrzeby.

Badanie "Polki a finanse" udowadnia, że w Polsce wciąż dominuje model wspólnego budżetu. Tylko 52 proc. kobiet nadzoruje mniej lub bardziej wydatki w rodzinie. Możemy więc uczyć się od Holenderek niezależności finansowej?

Zdecydowanie. Holenderki zbudowały sobie pozycję społeczną twardo stąpającej po ziemi kobiety. Myślę, że mogą inspirować Polki do podejmowania wyzwań, zwłaszcza tych biznesowych. Holandia wspiera przedsiębiorczość. Biznesy otwiera się tam w godzinę: wypełniamy wniosek w Izbie Handlowej, umawiamy się na spotkanie z urzędnikiem i po półgodzinnej rozmowie możemy nazwać się właścicielem firmy. Nie płacimy też wysokich podatków czy składek zdrowotnych, dopóki nie zarabiamy.

Mieszkasz w Holandii od 15 lat. Karierę zaczynałaś od pracy na produkcji ciastek. Jak wspominasz te początki?

Były dla mnie bardzo trudne. Zawsze byłam wzorową uczennicą, studentką, a także córką nauczycielki. W Holandii na samym początku zderzyłam się ze smutną rzeczywistością i pracą w zamkniętym magazynie, ubrana w fartuch i czepek, bez możliwości wyrażania siebie. Wówczas mogłam też zapomnieć o własnym mieszkaniu. Żyłam w lokalach, które proponowała mi agencja pracy. Po trzech latach straciłam pracę, ponieważ umowa wiążąca mnie z pośrednikiem wygasła. Wbrew pozorom był to dar od losu.

Jak to?

Przez trzy miesiące pozostawałam na zasiłku dla bezrobotnych. Mając w sobie ogrom motywacji podszkoliłam język niderlandzki. Po tym czasie wróciłam do tego samego pracodawcy już na wyższe stanowisko, na którym pracowałam przez kolejnych pięć lat życia w Holandii. Od tamtej pory pośredniczyłam pomiędzy pracownikami z Polski a zwierzchnikami z biura pośrednictwa pracy. To był czas nabierania pewności siebie dzięki znajomości języka niderlandzkiego, poznawania przepisów formalno-prawnych oraz działań na rzecz Polaków przyjeżdżających do Holandii do pracy.

Dążyłaś jednak do założenia własnego biznesu. Przyszło ci to równie łatwo, co przeciętnej Holenderce?

Długo zbierałam się do podjęcia decyzji o porzuceniu pracy i założeniu własnej firmy. Z pewnością potrzebowałam dłuższej "rozgrzewki" niż przeciętna Holenderka. Musiałam nabrać pewności siebie. Zaczęłam od kursów i ukończenia szkoły księgowości. Wiedziałam już wtedy, że chcę przekazywać wiedzę, nie tylko prowadzić biznes. Szybko znalazłam swoją lukę w branży i nieumyślnie pomogli mi w tym inni koledzy z branży.

Co masz na myśli?

Szukając kursów administracyjnych oraz księgowych w języku polskim i wsparcia wśród firm działających wiele lat na rynku w celu poznania specyfiki branży, trafiałam na delikatny opór. Wtedy zrozumiałam, że sposób, w jaki funkcjonują inni, mi nie odpowiada. Od zawsze czułam w sobie miłość do przekazywania wiedzy. Chciałam ją wykorzystać do tworzenia własnej drogi zawodowej.

Jak Holendrzy mówią o Polakach?

Holendrzy są bardzo otwarci na obcokrajowców. W Polakach widzą spory potencjał w kreatywnym działaniu. Uważają, że jesteśmy bardzo pracowici. W Holandii uczy się obierania w życiu konkretnej ścieżki i podążania nią, specjalizowania się w konkretnej dziedzinie. Nawet jeśli się zdarzy, że Holender nie do końca wie, gdzie dokładnie na mapie znajduje się Polska, potrafi wyrazić szacunek do osiągnięć Polaka.

Podobno Polacy mają w Holandii renomę dobrych pracowników i trudnych mieszkańców.

Nie dziwię się takiej opinii. Agencje pracy umieszczają pracowników w hotelach czy też domkach, które znajdują się poza miastem. W takich zamkniętych społecznościach funkcjonuje się inaczej. Nie zawsze tak jednak musi być. Holendrzy są bardzo miłymi, uczynnymi oraz wspierającymi sąsiadami dla polskich rodzin.

Czyli problemem są warunki, w jakich żyją Polacy w Holandii?

Z moich obserwacji wynika, że wśród pracowników tymczasowych głównym wyzwaniem mogą być biura pracy, które lokują ich w większych grupach. Samodzielne wynajęcie pokoju czy też mieszkania to dość trudne zadanie. Za pierwszą opcję trzeba zapłacić około 600 euro. Mieszkanie to dwukrotność tej ceny. W przypadku osób żyjących tutaj na stale, większość z nich wynajmuje swoje mieszkania lub kupuje domy pod kredyty hipoteczne.

Rozmawiała Sara Przepióra, dziennikarka Wirtualnej Polski.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (147)
Zobacz także