Małżeństwo Katarzyny Wielkiej. Najgorszy związek w dziejach?

Związek Katarzyny z Piotrem śmiało mógłby konkurować o tytuł najgorszego w dziejach
Związek Katarzyny z Piotrem śmiało mógłby konkurować o tytuł najgorszego w dziejach
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Georg Christoph Grooth

26.04.2023 15:43, aktual.: 27.04.2023 10:55

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Związek Katarzyny Wielkiej i Piotra III nie był udany. I trudno się dziwić, skoro mąż od spędzania czasu z żoną wolał alkohol, przemoc i zabawę żołnierzykami.

Kiedy w 1744 roku młodziutka księżniczka anhalcka Zofia przybyła do Sankt Petersburga, by poślubić przyszłego cara rosyjskiego Piotra Romanowa, zapewne nie przypuszczała, jak dalekie jej małżeństwo będzie od bajkowego "i żyli długo i szczęśliwie". Jednak nawet jeśli dziewczyna, która do historii przeszła jako Katarzyna Wielka, miała wtedy jakieś romantyczne marzenia o miłości, bardzo szybko zderzyła się z brutalną rzeczywistością. Jej związek z Piotrem śmiało mógłby konkurować o tytuł najgorszego w dziejach.

Niemiłe złego początki

Akurat w ich przypadku całkiem sporo zapowiadało katastrofę. Już na samym początku przyszli małżonkowie nie przypadli sobie do gustu. Oczywiście w przypadku małżeństw dynastycznych wzajemny pociąg u młodej pary nie był konieczny, ani nawet oczekiwany. Ale Piotr (swoją drogą sam niezbyt atrakcyjny) do tego stopnia czuł niechęć wobec narzeczonej, że miał oznajmić, iż może poślubić dowolną kobietę – byle nie ją! Andrzej Andrusiewicz pisze:

"Konfrontacja wizerunku portretowego z realną osobą wypadła na niekorzyść Zofii. Książę uznał, że księżniczka jest mała, brzydka i ma kompleksy, a przy tym nie zna ani słowa po rosyjsku. Chłodne powitanie przez cesarzewicza zapowiadało, że nie będzie to udane małżeństwo".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

"Z kolei w Zofii jej przyszły mąż wzbudził litość i lęk. Piotr był niski, wyglądał staro, miał bladą twarz, wypukłe oczy i wydęte usta. Niekorzystne wrażenie pogłębiło się kilka miesięcy później (w grudniu), kiedy Piotr zachorował na ospę, która oszpeciła jego twarz. Zofia i jej matka intuicyjnie wyczuły, że małżeństwo będzie tylko formalne. Księżniczka nie kryła niezadowolenia z fizycznej nieatrakcyjności Piotra".

W sprawie zerwania zaręczyn młodzi nie mieli jednak nic do powiedzenia. Zofia przyjęła ponowny chrzest (tym razem prawosławny) i przyjęła imię Katarzyny, po czym 21 sierpnia 1745 roku stanęła na ślubnym kobiercu.

Narzeczona nie spodobała się Piotrowi, jednak również przyszła caryca Katarzyna nie kryła niechęci względem niego
Narzeczona nie spodobała się Piotrowi, jednak również przyszła caryca Katarzyna nie kryła niechęci względem niego© Domena publiczna | Nicolas de Largillière

Noc poślubna, której… nie było

Po hucznym weselu bynajmniej nie doczekała się jednak "biblijnego" przypieczętowania związku. Do nocy poślubnej właściwie bowiem nie doszło. Świeżo poślubiona żona przez kilka godzin czekała w komnacie na męża, a gdy ten się w końcu pojawił, był tak pijany, że… natychmiast zasnął. Zresztą sytuacja nie zmieniła się w kolejnych dniach, ani nawet miesiącach. W najnowszej książce Christophera Machta "Spowiedź carycy Katarzyny II" główna bohaterka konstatuje gorzko:

"Zdaniem lekarza był on zbyt niedojrzały, by zaraz po ślubie móc pójść ze mną do łóżka i spłodzić potomka. Psychicznie to było po prostu jeszcze dziecko, choć 17-letnie. Dla niego najważniejsze były zabawy żołnierzykami, w chowanego czy w ciuciubabkę. Gdzieżby tam myśleć o tak poważnych sprawach, jak płodzenie potomka…

Zabawy? Tak, ale nie łóżkowe

Przez długi czas małżeństwo Katarzyny i Piotra polegało na tym, że on ją ignorował, a ona… mu w tym nie przeszkadzała. Bardzo szybko straciła złudzenia co do tego, że kiedykolwiek połączy ich miłość. W swoim pamiętniku zapisała:

"Jeśli sobie pozwolisz pokochać tego człowieka, staniesz się najnieszczęśliwszym stworzeniem na ziemi. Ze swoim temperamentem będziesz oczekiwać jakiejś reakcji, a ten człowiek prawie w ogóle na ciebie nie patrzy, rozmawia wyłącznie o lalkach i na każdą inną kobietę zwraca większą uwagę niż na ciebie. Jesteś zbyt dumna, by się skarżyć, zatem, uwaga, proszę, trzymaj na wodzy wszelkie uczucia, jakie mogłabyś mieć w stosunku do tego dżentelmena. Musisz myśleć o sobie, moja kochana".
Przez długi czas małżeństwo Katarzyny i Piotra polegało na tym, że on ją ignorował, a ona mu w tym nie przeszkadzała
Przez długi czas małżeństwo Katarzyny i Piotra polegało na tym, że on ją ignorował, a ona mu w tym nie przeszkadzała© Domena publiczna | Anna Rosina de Gasc

Faktycznie przyszły car wolał poświęcać długie godziny na zabawę żołnierzykami, rzępolenie na skrzypcach (trudno nazwać to grą) oraz sadystyczne tresowanie psów, niż choćby porozmawiać z żoną. W pewnym momencie cesarzowa Elżbieta Romanowa, pragnąca zagwarantować swojej dynastii tron (sama nie miała dzieci, dlatego adoptowała Piotra i oczekiwała, że szybko pocznie następcę), uznała, że skoro młodych nie da się skłonić do miłości po dobroci, zrobi to siłą.

W tym celu zatrudniono więc małżeństwo Czogłokowów, którzy odizolowali Katarzynę i jej męża od wszelkich przyjemności dworskiego życia. Małżonkowie zostali skazani na własne towarzystwo. I faktycznie. Para, obwarowana zakazami i zasadami, spędzała ze sobą długie godziny, a nocą sypiała w jednym łóżku. Wszystko jednak na nic. Piotr Romanow przez prawie 10 lat nie doczekał się z żoną oficjalnego potomka. Tymczasem apetyt seksualny Katarzyny tylko rósł. Tyle dobrego, że mąż przymykał oko na kolejnych kochanków przewijających się przez jej komnaty. Ba, bywało, że sam ich jej podstawiał!

Przemoc domowa w carskich komnatach

Jedno udało się Czogłokowowom osiągnąć – Piotr zaczął wreszcie zwracać uwagę na Katarzynę. Tyle tylko, że robił to w wyjątkowo paskudny sposób. Pół biedy, kiedy tylko zamęczał ją długimi monologami o wojskowym życiu, do którego tęsknił, i swoją nieudolną grą na skrzypcach. Gorzej, że wziął sobie do serca rady pewnego dworzanina… Jak opisuje biograf Katarzyny Robert K. Massie:

"Piotrowi lekcji na temat właściwych relacji pomiędzy mężem i żoną udzielał jeden ze służących, dawny szwedzki dragon nazwiskiem Rumberg, który własną żonę pozostawił w Szwecji. Przekonywał następcę tronu, że mąż musi być panem. Żona nie powinna w jego obecności odzywać się bez pozwolenia, a tylko osioł pozwoliłby żonie mieć własne poglądy. W razie kłopotów trzeba w odpowiednim momencie dać jej po głowie. Piotr lubił tego słuchać, a ponieważ – mówiąc słowami Katarzyny – 'był tak dyskretny, jak nie przymierzając wystrzał armatni', z lubością jej to powtarzał".

Piotr, wychowany w pruskim drylu, jak już wspomniano – uwielbiał znęcać się nad zwierzętami, a psy, które "tresował", potrafił zakatować na śmierć. Pomny słów Rumberga, żonę traktował tylko niewiele lepiej. Podczas ataków złości, które regularnie mu się przytrafiały, dręczył Katarzynę zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Christopher Macht w książce "Spowiedź carycy Katarzyny II" wkłada w jej usta takie słowa:

"To była bolesna przemoc. Dochodziło do tego, że się upijał, po czym w środku nocy wpadał do naszej sypialni i zaczynał chwalić swą kochankę. Większej potwarzy odczuć nie mogłam. Mimo że darł się wniebogłosy, ja go ignorowałam. Mówiąc wprost, udawałam, że śpię. To jednak mu się nie spodobało do tego stopnia, że zerwał ze mnie kołdrę, zaczął mnie szarpać za kołnierz pidżamy, po czym dwukrotnie uderzył pięścią prosto w twarz".

Żona, matka, nie kochanka

Oczywiście nie zawsze było aż tak źle. Nawet nieokrzesany Piotr potrafił się od czasu do czasu zachować cywilizowanie. Bywały okresy, kiedy jego relacja z Katarzyną przypominała, wprawdzie naznaczoną przemocą i wzajemnym przymusem, ale jednak przyjaźń. Przynajmniej z jego strony. Wspominając męża w książce Christophera Machta, Katarzyna stwierdza:

"On nigdy nie traktował mnie w kategoriach miłości, a jedynie jako osobę, którą musi poślubić, bo tak chce jego ciotka, caryca Elżbieta. Byłam dla niego co najwyżej przyjaciółką, której mógł się wyżalić, szczególnie, gdy wracał pijany do małżeńskiego łoża. Wtedy już w ogóle mówił, co mu ślina na język przyniesie, wypłakał się i wtulał w me nagie ciało. Nie czynił tego jednak z pożądania. Tak naprawdę spełniał tylko swą potrzebę bliskości, która mu doskwierała od najmłodszych lat.

Zresztą Katarzyna musiała mu matkować nie tylko w małżeńskim łożu. Mąż przybiegał do niej na skargę, po pocieszenie lub plasterek (i to wcale nie ten metaforyczny, na duszę) za każdym razem, gdy coś szło nie po jego myśli. Czyli w praktyce dość często. Tak było, gdy pijani służący odmawiali mu wykonywania rozkazów (wcześniej sam ich upijał). Wówczas to żona miała ich przywoływać do porządku.

W swoim pamiętniku Katarzyna wspomina też sytuację, kiedy Piotr, wymachując biczem na wszystkie strony, uderzył się i zranił w twarz. "Jak zwykle w takich przypadkach, nie omieszkał przybiec do mnie po radę i prosił, abym coś tu zdziałała" – zapisała. Nic dziwnego, że w końcu – dla dobra siebie i kraju – postanowiła pozbyć się go raz na zawsze.

Bibliografia:

  1. Christopher Macht, Spowiedź carycy Katarzyny II, Bellona 2023.
  2. Andrzej Andrusiewicz, Katarzyna Wielka. Prawda i mit, Świat Książki 2012.
  3. Robert K. Massie, Katarzyna Wielka. Portret Kobiety, Znak 2012.
  4. Henri Troyat, Katarzyna Wielka. Nienasycona żądza życia i władzy, Amber 2006.
  5. Pamiętniki cesarzowej Katarzyny II, oprac. W.A. Serczyk, Wydawnictwo MG 1990.
Źródło artykułu:ciekawostkihistoryczne.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także